(fot.PAP)

Nowy bilans Katynia

Poznaliśmy z dokładnością do kilku dni datę śmierci rozstrzelanych w Smoleńsku i Katyniu jeńców obozu w Kozielsku. Z badań Aleksandra Gurjanowa z moskiewskiego Memoriału i ośrodka Karta wynika, że nowa, najbardziej precyzyjna liczba ofiar Katynia to 4415.

To o siedem osób więcej, niż wynikało z dotychczasowych ustaleń. O odkryciu siedmiu nieuwzględnionych w żadnych dotychczasowych zestawieniach ofiar zbrodni katyńskiej jako pierwszy poinformował w poniedziałek „Nasz Dziennik”. Byli to jeńcy, którzy znaleźli się w Smoleńsku, zanim rozpoczęto realizację decyzji Politbiura Partii Bolszewickiej z 5 marca 1940 roku. Nie figurują oni na listach wysyłkowych NKWD, dlatego nie trafili do zestawień takich jak „Księga cmentarna” Katynia.

Spis ofiar Katynia został opublikowany w najnowszym tomie „Indeksu represjonowanych”. To wynik kilkuletniej mrówczej pracy Aleksandra Gurjanowa i archiwistów polskiej Karty. Wczoraj zaprezentowano go w IPN. Polski redaktor „Indeksu” Anna Dzienkiewicz podkreśliła wkład zaangażowanych w projekt historyków i archiwistów oraz gigantyczny wysiłek Gurjanowa, który wykonał największą część pracy z pomocą zaledwie dwóch osób. Ustalono daty wywózek poszczególnych osób z obozu jenieckiego w Kozielsku oraz czas rozstrzelania z dokładnością do 2-3 dni, a w przypadku pewnej części osób także dokładne daty, co będzie miało szczególne znaczenie dla rodzin. Nowy „Indeks” zawiera listę transportów jeńców z Kozielska do Smoleńska. Polaków rozstrzeliwano w więzieniu tamtejszego NKWD przy ul. Dzierżyńskiego 13 oraz w Katyniu.

Pierwszy tom „Indeksu” także zawierał listę ofiar Katynia, chociaż według stanu badań z początku lat 90. od tego czasu objętość niemal się potroiła. To przede wszystkim wynik poszukiwań historycznych dotyczących biografii ofiar. O ile sporządzona przez ROPWiM „Księga cmentarna” koncentruje się na informacjach o ofiarach sprzed dostania się do niewoli, o tyle Gurjanowowi i Karcie udało się odtworzyć wiele faktów dotyczących ich dalszych losów aż do rozstrzelania. Nowe informacje pozyskano dzięki zbadaniu szeregu nowych źródeł. Większość była dostępna dla historyków od lat 90., ale żaden z nich nie zdecydował się na ich pełne zbadanie i zestawienie.

Jest to przede wszystkim korespondencja urzędowa organów NKWD dotycząca jeńców, przechowywana w jednym z moskiewskich archiwów. Kolejny zbiór to materiały robocze z ekshumacji niemieckich prowadzonych w 1943 r., w tym tzw. raporty Vossa, na podstawie których sporządzono niemiecki dokument „Amtliches Material zum Massenmord von Katyn”. Wykorzystano również pełen zestaw list ekshumacyjnych PCK z 1943 roku, zachowanych w archiwach państwowych w Lublinie. Wiele informacji można uzyskać dzięki zbadaniu rozbieżności pomiędzy nimi a dokumentami niemieckimi. Wreszcie bardzo dokładnie zbadano tzw. Archiwum Robla, czyli wyniki badań znalezisk z Lasu Katyńskiego, które trafiły do krakowskiego biura ekspertyz sądowych. Są wśród nich odczytane przez polskich specjalistów i skopiowane na polecenie Polskiego Państwa Podziemnego dzienniki niektórych polskich jeńców.

Efekt tej pracy to usunięcie rozbieżności co do dokładnej liczby ciał w Katyniu, wahającej się między 4408 a 4415. Należy do nich dodać siedem nowych osób, o których dotychczas w ogóle nie wiedziano. Udało się też w przypadku pięciu osób wykryć przekłamania na sowieckich listach wysyłkowych, które spowodowały niemożność uzyskania informacji o tych osobach.

Czas na rehabilitację

Działania są ukierunkowane na ujawnienie i upamiętnienie zbrodni sowieckich. Stowarzyszenie Memoriał patronuje też wnioskom do rosyjskiej prokuratury o rehabilitację ofiar zbrodni katyńskiej. – Brak rehabilitacji ofiar zbrodni komunistycznej na Polakach przebywających w obozach jenieckich i więzieniach to ewidentne łamanie prawa rosyjskiego, a więc sprawa, która powinna niepokoić nas jako obywateli. Prokuratura odmawia nawet uznania samego faktu rozstrzelania tej czy innej osoby. Uznaje się sprawstwo zbrodni katyńskiej przez państwo sowieckie, ale dąży się do tego, żeby ofiary były anonimową rzeszą bez tożsamości – mówi Gurjanow. Wnioski są oddalane, a jako motyw podaje się bądź brak dowodów samego rozstrzelania, bądź istnienia motywu politycznego ich zabicia, co jest wymagane przez rosyjskie prawo. – Efekty badań unaoczniające działania aparatu państwa sowieckiego wobec konkretnych ludzi ma wpływ na rosyjską opinię publiczną, a więc w konsekwencji oddziałuje na prokuraturę, a w szerszym sensie, na stan praworządności w Rosji – dodaje rosyjski badacz.

Władze rosyjskie kwestionują jako źródło dowodowe materiały ekshumacji niemieckich z udziałem komisji technicznej PCK. Prokuratura powołuje się na pewne rozbieżności i błędy w nich. Są to jednak przypadki jednostkowe i każdy z nich można przekonująco wytłumaczyć – uważa Gurjanow. W najnowszym tomie odtworzono dokładną listę takich osób.

Karta i Memoriał myślą już o wydaniu podobnych zestawień dla pozostałych miejsc zbrodni katyńskiej, tj. Tweru (wówczas Kalinina), skąd zamordowanych przewożono do Miednoje, z Charkowa, a także więźniów obszarów tzw. Ukrainy Zachodniej (polskich Kresów Południowo-Wschodnich).

Gurjanow mówił wczoraj o wyraźnym negatywnym trendzie, jeśli chodzi o dostęp do dokumentów sowieckich w archiwach rosyjskich. – Podstawą prawną, a tak naprawdę pretekstem do odmowy dostępu są przepisy o ochronie danych osobowych – tłumaczy. Chodzi głównie o zasoby regionalnych archiwów resortowych. Wyraźne pogorszenie możliwości ich kwerendy powoduje, że niemal niemożliwe będzie wydanie zestawień represjonowanych w ramach Indeksu, takich jak zrealizowane wielotomowe opracowanie dotyczące obwodu archangielskiego.

Wydawanie kolejnych tomów Indeksu Represjonowanych ma przejąć IPN. Dotąd wydano 21 woluminów informujących o polskich ofiarach drugiej wojny światowej na Wschodzie, a firmowała je organizacja Karta, funkcjonująca jako instytucja pozarządowa. – Zaczęliśmy wydawanie Indeksu jako pewne przedłużenie list katyńskich w odniesieniu do różnych innych miejsc represji. Zaczynaliśmy od bardzo małej skali, gdyż mieliśmy dane około 10 tys. osób, a trzeba było udokumentować 2,5 miliona, bo tak wtedy szacowaliśmy liczbę represjonowanych. Teraz mamy udokumentowane losy ok. 300 tys. osób, co uważamy za około jedną trzecią liczby Polaków represjonowanych przez Związek Sowiecki – mówi prezes Karty Zbigniew Gluza. Tomy Indeksu dotyczą różnych miejsc kaźni Polaków na Wschodzie.

Bolączką dla historyków zajmujących się zbrodnią katyńską jest znaczące utrudnienie dostępu do 148 tomów akt śledztwa katyńskiego w Rosji przekazanych Polsce w ramach wniosku o pomoc prawną (pozostałe 35 pozostaje utajnione przez Rosjan). Przyczyną są względy prawne (dokumenty zostały włączone do akt polskiego śledztwa katyńskiego prowadzonego przez pion śledczy IPN), jednak budzi to sprzeciw środowiska rodzin katyńskich i wielu badaczy w Polsce, Rosji i na świecie. Tego rodzaju głosy są bardzo silne wśród historyków polonijnych, co manifestowano przy okazji odtajnienia akt dotyczących Katynia we wrześniu ubiegłego roku.

„Indeks represjonowanych”

Nasz Dziennik/Piotr Falkowski

drukuj