fot. flickr.com

Nowa polityka imigracyjna USA

W Stanach Zjednoczonych kończą się prace nad zaostrzeniem przepisów azylowych. W momencie wejścia ich w życie każdy imigrant ubiegający się o azyl polityczny będzie musiał złożyć specjalny wniosek na oficjalnym przejściu granicznym.

Prezydent Donald Trump zapowiedział podpisanie nowego rozporządzenia wykonawczego w sprawie imigracji już w przyszłym tygodniu.

– Wszyscy migranci ubiegający się o azyl będą musieli złożyć wniosek na przejściu granicznym. Ci, którzy zdecydują się złamać nasze prawo i wkroczą nielegalnie nie będą mogli korzystać dłużej z bezsensownych roszczeń, aby uzyskać automatyczne przyjęcie do naszego kraju – zaznaczył Donald Trump.

Oznacza to, że imigranci nie będą już mogli złożyć tego wniosku z dowolnego miejsca na terytorium Stanów Zjednoczonych. Tak dzieje się obecnie. Wszystko dzięki przyjętej przez Kongres w 1965 r. ustawie o imigracji i obywatelstwie.

– Można powiedzieć, że jest to pewne unormalnienie sytuacji. Przez wiele dekad z różnych przyczyn Amerykanie tolerowali sytuację, w której osoby przedostawały się na teren USA z pominięciem kanałów oficjalnych – wskazał prof. Krzysztof Kubiak, historyk wojskowości.

Zmiany są istotne z punktu widzenia osób, które idą w karawanie z Ameryki Środkowej w kierunku USA.

– To jak inwazja. Gwałtownie przekroczyli meksykańską granicę. W większości są to silni, wytrzymali mężczyźni, których być może nie chcemy w naszym kraju. Zdecydujemy o tym w legalnym procesie. Faktem jest jednak to, że opanowali oni meksykańską policję. Pokonali funkcjonariuszy, zranili żołnierzy – zaznaczył prezydent USA.

Donald Trump jasno określa stanowisko swego kraju wobec tej grupy osób.

– Ta nielegalna karawana nie zostanie wpuszczona na terytorium Stanów Zjednoczonych. Ci ludzie powinni zawrócić teraz, ponieważ marnują swój czas – powiedział prezydent Trump.

Podróżujący w karawanie migranci nie zgadzają się jednak z tą decyzją.

– Trump marnuje swój czas mówiąc, że jesteśmy brutalni. Nikogo nie skrzywdziliśmy i zamierzamy spróbować wkroczyć do Stanów Zjednoczonych. To od Boga zależy to co się stanie. Nie powinien on sądzić, że marnujemy swój czas – powiedziała Angela Polo, imigrantka z Gwatemalii.

Jedyne czego pragniemy to pracować, poprowadzić nasze rodziny naprzód, ku lepszemu życiu. W Hondurasie nie możesz niczego dostać, nie można nic osiągnąć bez względu na to jak ciężko pracujesz. W tym kraju nie ma niczego – wskazał Hector Denisse, imigrant z Hondurasu.

Retoryka oraz decyzje amerykańskiego prezydenta są powiązane z zaplanowanymi na 6 listopada wyborami do Kongresu, w których Republikanie mogą stracić większość w Izbie Reprezentantów. Prezydent chce zmobilizować konserwatywnych wyborców.

Tymczasem doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton poinformował o nałożeniu nowych sankcji na Wenezuelę, Kubę i Nikaraguę. Zagroził też kolejnymi karami i nazwał te kraje „trojką tyranii” i „nikczemną kolebką komunizmu na zachodniej półkuli”. Zdaniem Johna Boltona kraje te reprezentują „niszczycielskie siły opresji, socjalizmu i totalitaryzmu”.

– Każdy rząd ma obowiązek realizować to co nazywamy „rozsądną troskę o dobro wspólne”. Rząd Stanów Zjednoczonych to robi, zabezpieczając swoją suwerenność, bezpieczeństwo granicy, a także, co nie jest bez znaczenia, zabezpieczając suwerenność portfeli swoich obywateli. Pieniądze, które w ramach sankcji nie popłyną do niedemokratycznych ustrojów zabezpieczą amerykańską granice – powiedział prof. Julian Winnicki, prawnik.

Amerykański prezydent oznajmił także, że będzie zabiegał o zniesienie tzw. „prawa ziemi”. Dzięki niemu każde urodzone na terytorium tego kraju dziecko otrzymuje automatycznie amerykańskie obywatelstwo. Zdaniem Donalda Trumpa, prawo to kosztuje Stany Zjednoczone miliardy dolarów i jest niesprawiedliwe wobec pozostałych obywateli.

TV Trwam News/RIRM

drukuj