Niger: Dżihadyści atakują – wojna coraz większa

Rozpoczęta przed ponad rokiem w Mali ofensywa dżihadystów rozlewa się coraz bardziej na sąsiednie kraje Sahelu. Wyparci z Mali, atakują w sąsiednich krajach: w Nigerii i Nigrze, przerzucają bazy do pogrążonej w chaosie Libii.

Choć nikt nie przyznał się do czwartkowych zamachów samobójczych w Nigrze (w koszarach w Agadezie, największym mieście północy kraju i kopalni uranu w Arlicie), władze w Niamej nie mają najmniejszych wątpliwości, że dokonali ich dżihadyści, sprzymierzeni z saharyjską filią Al-Kaidy, która przed rokiem przejęła pod kontrolę północną część Mali i przerobiła ją na własny kalifat.

Władze Nigru od dawna obawiały się odwetowych ataków saharyjskich dżihadystów, z którymi rząd z Niamej ma od lat na pieńku. W przeciwieństwie do Amadou Toumaniego Toure, byłego prezydenta sąsiedniego Mali (2002-2012), który w imię pokoju i zgody, unikał jak ognia konfliktów z panoszącymi się w jego kraju dżihadystami, prezydent Nigru Mahamadou Issoufou toczy z nimi bezwzględną wojnę.

Kiedy jesienią 2011 r. w sąsiedniej Libii obalono Muammara Kadafiego, wyniesiony w tym samym roku do władzy Issoufou ostrzegał Zachód przed dżihadystami, którzy walczyli w libijskiej wojnie po to jedynie, by rozgrabić arsenały Kadafiego, a potem wywołać wojny w całym regionie Sahelu.

W Mali prezydent Toure zbagatelizował natarcie tuareskich partyzantów, którzy wróciwszy z Libii, w styczniu 2012 r. wywołali zbrojną rebelię. Toure zapłacił za to władzą, zaś proklamowany na północy Mali tuareski niepodległy Azawad został zawłaszczony przez Al-Kaidę.

W Nigrze 61-letni Issoufou kazał zatrzymywać już na granicy powracających z Libii Tuaregów, rozbrajać ich, a ich politycznych przywódców – internować albo osadzać w aresztach domowych. Issoufou obawiał się, że tak jak to się działo zawsze w przeszłości, rebelia Tuaregów u jednego z sąsiadów, pociągnie za sobą rebelię ich rodaków także przez miedzę (w obu krajach rządzą afrykańskie ludy z południa, z Tuaregowie z północy narzekają na prześladowania).

Czujność armii Nigru sprawiła, że w 2012 r. rebelia Tuaregów po raz pierwszy ograniczyła się do Mali. Ich rodacy z Nigru nie tylko nie podnieśli buntu, ale nie przyszli im z pomocą, a nawet się od nich odcięli.

Issoufou od samego początku domagał się, by Zachód i kraje zachodniej Afryki dokonały zbrojnej inwazji na północne Mali, zawłaszczone przez Al-Kaidę, a kiedy w styczniu Francuzi w końcu najechali na saharyjski kalifat, Niger wraz z Czadem, jako jedyne afrykańskie państwa, posłały także swoje wojska na wojnę. Pozostałe kraje zachodniej Afryki ociągały się z wysłaniem żołnierzy, albo wyprawiali ich kompletnie nieprzygotowanych. Sześciuset pięćdziesięciu żołnierzy z Nigru walczyło zaś u boku 4 tys. Francuzów i 2,5 tys. Czadyjczyków i do dziś pilnują porządku w Gao, Gossi, Ansongo i Menace. Pokonani w Mali dżihadyści grozili Nigrowi odwetem i wiele razy dokonywali zamachów na bazy nigryjskich żołnierzy w Mali.

Ataków w Nigrze, a przede wszystkim przeciwko tamtejszym kopalniom uranu, dostarczających surowca elektrowniom atomowym Francji, obawiał się także Paryż. Po styczniowym ataku dżihadystów na pole gazowe w Algierii do kopalni uranu w Arlicie Francja posłała swoich komandosów. Dżihadyści z Sahary od lat polowali w północnym Nigrze na francuskich inżynierów, by brać ich do niewoli dla okupu. W 2010 r. porwali aż pięciu, a dwóch z nich przetrzymują do dziś.

Minister dyplomacji Nigru Bazoum Mohamed ostrzegał niedawno, że rozbici w Mali dżihadyści przeprawili się już ze swoimi arsenałami i zakładnikami do Libii. „Problem w Mali mamy z głowy, ale w Libii czekają nas kłopoty” – przestrzegał. – „Libia staje się największą bazą terrorystów z całego świata i stanowi śmiertelne zagrożenie dla jej sąsiadów”.

Ostrzegając od lat przed saharyjską Al-Kaidą, niepodległy od 1960 r. i zaliczany do najbiedniejszych krajów świata Niger (tuż obok zawsze wymieniani są jego sąsiedzi – Mali i Czad) blisko współpracuje z Francją, dawną metropolią kolonialną i z Amerykanami, którzy po 2001 r. szkolą 8-tysięczne wojsko nigeryjskie i utrzymują bazę bezzałogowych samolotów zwiadowczych.

O ból głowy przyprawiają władze Nigru wszyscy sąsiedzi. Zza wschodniej granicy, z Mali, uciekają pokonani tam dżihadyści, także nigryjscy. Za północną granicą, w Libii, budują sobie nowe kryjówki i bazy. Nad południową zaś granicą, w Nigerii, tamtejsze wojsko właśnie rozpoczęło wojnę przeciwko miejscowym talibom z ugrupowania Boko Haram. Nie radząc sobie z wymykającymi się pogoni dżihadystami, w tym tygodniu rząd Nigerii poprosił Niger o podesłanie wojsk na burzliwe pogranicze. Nigryjski minister obrony Karidjo Mahamadou nie zgadzał się dotychczas, by Niger dał się wciągnąć w nową wojnę z dżihadystami, ale zawarte jesienią porozumienie wojskowe między obu sąsiadami mówi, że jeśli jeden poprosi o pomoc, drugi nie może jej odmówić.

PAP/RIRM

drukuj