PAP/EPA

Nigel Farage: PE chce, aby Wielka Brytania uklękła i została poniżona

Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której krytycznie ocenia dotychczasowe rozmowy o Brexicie. Według europosłów rozmowy nie przyniosły wystarczającego postępu. Oznacza to negatywną opinię w sprawie przejścia do drugiej fazy negocjacji. 

Postęp dotyczący priorytetów Unii Europejskiej w rozmowach rozwodowych z Wielką Brytanią okazał się niewystarczający. Zakończona w ubiegłym tygodniu czwarta runda rokowań nie przyniosła rozstrzygnięć w kluczowych kwestiach. Chodzi o zagwarantowanie praw Europejczyków, w tym Polaków, po Brexicie i utrzymanie składek Londynu do unijnego budżetu.

Projekt przygotowany przez parlamentarną grupę koordynatorów, zajmującą się Brexitem, był przedmiotem dzisiejszej debaty oraz głosowania Parlamentu Europejskiego.

– Nie możemy mówić jeszcze o przyszłości bez konkretnej jasności, ponieważ uruchomienie art. 50 i mandat, który nam przekazali przywódcy 27 państw są bardzo jasne. Najpierw musimy się porozumieć co do warunków rozwodu, a później możemy zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście w miłości możemy się jeszcze odnaleźć –  powiedział Jean Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej.

Do przyjętej przez europosłów rezolucji odniósł się największy zwolennik Brexitu Nigel Farage. Polityk skwitował, że Wielka Brytania traci tylko swój czas. Chcemy jasnego planu w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej – zaznaczył europoseł z Wielkiej Brytanii.

– Parlament Europejski poparł ogromną większością rezolucję. 557 posłów opowiedziało się za jej przyjęciem. Celem tego jest zasadniczo poniżenie Wielkiej Brytanii, abyśmy uklękli, aby przystać na cały szereg ustępstw, zanim w ogóle zaczęli z nami rozmawiać na temat umowy handlowej. Uważam, że negocjacje pomiędzy Komisją Europejską a brytyjskim rządem będą się ciągnęły. Zaczynam myśleć, że tracimy tutaj czas – akcentował Nigel Farage.

Stanowisko Parlamentu Europejskiego, które zyskało poparcie zdecydowanej większości eurodeputowanych zostało skrytykowane także przez Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należą rządzący w Wielkiej Brytanii torysi, a także prof. Mirosław Piotrowski.

– Przegłosowana dzisiaj rezolucja ws. negocjacji brexitowych jest dowodem na to, że UE stawia się w kontrze, powiem więcej – w konflikcie z Wielką Brytanią. Przygotowana rezolucja nie była sygnowana i popierana przez dwie formacje, w których jest Nigel Farage, ojciec brexitu, a także Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, gdzie są konserwatyści z rządzącej partii Wielkiej Brytanii. To źle wróży na przyszłość – podkreślił poseł do PE.

Kolejna runda negocjacji ma się rozpocząć 9 października. Będzie to ostatnia okazja przed jesiennym szczytem Unii Europejskiej na wypracowanie postępu, który mógłby umożliwić przejście do drugiej fazy rozmów. Problem tkwi w tym – jak mówi europoseł z Niemiec Hans-Olaf Henkel, że unijni decydenci nie wyciągnęli wniosków z Brexitu.

– Dyskusja na temat Brexitu pokazała mi, że tzw. klasa brukselska nie wyciągnęła wniosków z własnych błędów. Oczywiście Michel Barnier chce ukarać Brytyjczyków za to, że opowiedzieli się za wyjściem z Unii. Sądzi, że przez taki ruch uniknie tego, że w przyszłości inne kraje podążą krokiem Wielkiej Brytanii – powiedział Hans-Olaf Henkel.

Przyjęta przez Parlament rezolucja jest wkładem Parlamentu do dyskusji podczas Szczytu Unii Europejskiej w Brukseli, kiedy to 20 października głowy państw będą oceniać postępy w negocjacjach na temat Brexitu. Każde porozumienie kończące negocjacje UE-Wielka Brytania wymagać będzie poparcia Parlamentu Europejskiego.

Wioleta Czarnomska-Romańska/TV Trwam News/RIRM

drukuj