fot. wikipedia

Nieudolna prywatyzacja Polskiej Żeglugi Bałtyckiej

Ministerstwo Skarbu Państwa kolejny raz powraca do prywatyzacji spółki Polska Żegluga Bałtycka. Obecnie związkowcy PŻB negocjują warunki pakietu socjalnego z niemieckim inwestorem.

Wcześniej szwedzki inwestor, który nie dysponował odpowiednim kapitałem, chciał przejąć spółkę bez zachowania gwarancji pracowniczych.

Związkowcy mają szereg obaw. Kazimierz Sikora z Solidarności PŻB akcentuje, że „firma, która była kwitnącym przedsiębiorstwem, przez niewłaściwy nadzór – szczególnie za czasów rządów PO-PSL – popadała w coraz to gorszą sytuację. Teraz musimy walczyć o prawa pracownicze” – akcentuje związkowiec.

– Ministerstwo było głuche wbrew naszym monitom, że dopuszczają do inwestycji hochsztaplera. W końcu udało nam się odsunąć tego inwestora od PŻB, wtedy pojawił się inwestor niemiecki. Jest to duży kapitał, ale jak to niemieccy kapitaliści – nie biorą oni pod uwagę ludzkiej wrażliwości oraz Polaków jako obywateli. Na takie rozmowy – jak prowadzą oni u siebie – niemieckie związki zawodowe by się nie zgodziły. Przedstawiliśmy 18-stronicowy pakiet ochrony pracowników. Oni to odrzucili, bo to dla nich za dużo. W tych 18 stronach zawierały się polskie przepisy; nie przyszli oni z jakimś zespołem prawnym, więc chcieliśmy uzmysłowić im, co ich tutaj czeka – akcentuje Kazimierz Sikora.

Związkowcy domagają się m.in. osłony pracowniczej przez 3 lata, bez możliwości zwolnień przez okres ochronny. Inwestor otrzymał zaś możliwość manewru w postaci pakietu dobrowolnych odejść – z półtorarocznymi odprawami dla pracowników.

Niemiecka spółka nie chce jednak zgodzić się na warunki zaproponowane przez związkowców.

– To żaden interes dla narodu polskiego sprzedać za przysłowiową „czapkę gruszek” przedsiębiorstwo, które dzięki wysiłkom załogi wychodzi z kryzysu na prostą. Niemcy wchodzą na nasz teren, bo z ich strony kruszy się rynek; tutaj widzą możliwości zarobienia dość dużych pieniędzy. To nie działalność charytatywna z ich strony, tylko stanowisko ministerstwa, które jest Ministerstwem Skarbu Państwa; ale są to tylko urzędnicy, bo Skarb Państwa to jesteśmy my – wszyscy słuchacze Radia Maryja, to my pracownicy PŻB w Kołobrzegu. Nie może być tak, że przychodzi obcy i chce wziąć wszystko, a my przez naszych urzędników w ministerstwie będziemy sprzedawani jak niewolnicy. Chcemy ludzkiego traktowania. Będziemy bronić polskiego interesu – podkreśla Kazimierz Sikora.

Na promach kołobrzeskiego armatora oraz w biurze pracuje około 600 osób. PŻB eksploatuje obecnie trzy zbudowane w latach ‘80, ale później modernizowane promy – “Baltivia”, “Scandinavia” i “Wawel” – które kursują między Polską a Szwecją.

 

RIRM

drukuj