PAP/Tomasz Gzell

„Nie wiem, nie pamiętam” – Kamil Kobylarz przesłuchany przez komisję ds. reprywatyzacji

Nie wiem, nie pamiętam – te słowa padały najczęściej z ust świadka zeznającego przed komisją weryfikacyjną ds. warszawskiej reprywatyzacji. Dzisiejsze posiedzenie odbywa się na zasadach ogólnych.

Jako pierwszy przed komisją stanął Kamil Kobylarz. Według zeznań mieszkańców reprywatyzowanych nieruchomości, był to jeden z najbliższych współpracowników Marka M., znanego jako handlarz roszczeń.

Świadek miał reprezentować Marka M., nakłaniając mieszkańców do opuszczenia kamienic. Chodzi m.in. o adres Dahlberga 5.

Jednak Kamil Kobylarz zaprzeczał, jakoby pełnił taką funkcję. Twierdził, że nie zbierał czynszów w imieniu Marka M., nie chce też zdradzić, jaka relacja łączy go z handlarzem. Świadek zaprzeczał, jakoby uczestniczył w eksmisjach mieszkańców, chociaż potwierdzają to protokoły.

Patryk Jaki: Proszę powiedzieć, z czego pan się w tej chwili utrzymuje?

Kamil Kobylarz: Odmawiam odpowiedzi na to pytanie. To moja prywatna sprawa – odpowiadał świadek.

P. J.: Czy świadek jest zatrudniony przez pana Mosakowskiego?

K. K.: Nie, nie jestem.

P. J.: A czy kiedyś, w jakikolwiek sposób płacił panu pieniądze?

K. K.: Nie przypominam sobie takiej sytuacji.

P. J.: To nie płacił czy świadek sobie nie przypomina?

K. K.: Nie wiem i nie przypominam sobie.

P. J.: To znaczy, że mógł płacić.

K. K.: Nie wiem i nie pamiętam.

P. J.: Nie pamięta pan, czy pan Mosakowski panu płacił?

K. K.: Nic mi nie płacił.

P. J.: Więc w jakim charakterze przebywał pan w nieruchomości przy Nabielaka 9? Wielu mieszkańców zeznało, że przebywał pan tam jeszcze przed nabyciem lokalu.

K. K.: Ja tam przebywałem?

Tak właśnie wyglądało przesłuchanie.

Do złożenia zeznań wezwany został także Hubert Massalski, kolejny współpracownik Marka M.

Zeznań nie złoży dziś natomiast Barbara Zdrenka – matka Marka M. Przedstawiła ona komisji zwolnienie lekarskie.

Dotychczas świadek został ukarany grzywnami w wysokości 40 tys. zł – w związku z bezprawnym uchylaniem się od odpowiedzi na pytania.

Zuzanna Dąbrowska/RIRM

drukuj