Nie są „Schlesier”, ale „Polen”

Z JEm. ks. kard. Stanisławem Nagim rozmawia Anna Bałaban

Niedawno świętowaliśmy 90. rocznicę powrotu ziemi pszczyńskiej do Polski. Co skłoniło Waszą Eminencję, by objąć patronatem obchody tego wydarzenia?
– Przede wszystkim coraz bardziej palący problem roszczeń dotyczących autonomii Śląska. A w Pszczynie już ten problem wychodzi. I gdyby poprzez mój udział w tym wydarzeniu udało się jakoś pomóc tej sprawie w dobrym sensie… – dlatego tam pojechałem. A prócz tego pochodzę dokładnie z tego rejonu – niegdyś wszystko rozgrywało się przez Pszczynę. Przedtem nie wyobrażałem sobie Bierunia bez Pszczyny. Pszczyna to był powiat, centrum. Tam rozegrały się bardzo ważne polskie sprawy. Korfanty tam był, również ks. Mateusz Bielok…

Polska młodzież zapewne już o tym nie usłyszy. Obecny kształt szkolnictwa zdaje się sprzyjać historycznej amnezji…
– Oczywiście, że tak. Żyjemy w takim czasie, kiedy od historii się ucieka. Ton nadają media, ludzie, którzy nie mają historii. Oni nam zazdroszczą tak pięknych dziejów. A my musimy się trzymać, bo nasza historia to nasza wielkość. Kto miał Sobieskiego jak my? Kto miał Kościuszkę jak my? Kto miał Piłsudskiego jak my? A „Wyborcza” mówi: „Uciekajcie od tego! To jest fałszywe”.

Na Śląsku również nie brakuje tytułów promujących tego rodzaju podejście. Tytułów z kapitałem nie polskim, ale niemieckim.
– Nic dziwnego, że na Śląsku do głosu dochodzą takie tendencje. A kto to robi? Niemcom przecież zależy na tym, żeby ta więź między Śląskiem a polskością nie była zbyt silna. Ciągle im się wydaje, że Śląsk jest do wzięcia…

I pewnie dlatego Ruch Autonomii Śląska współpracuje z Inicjatywą na rzecz Autonomii Śląska, organizacją z Bawarii.
– I brata się z PO.

A współpraca działa na tyle sprawnie, że RAŚ odpowiada w województwie za kulturę…
– Tylko kto z młodych o tym wie? Młodzi nie widzą tego. Nie interesuje ich polityka, nie wiedzą, co się dzieje. Dla nich liczy się Euro i nic poza tym. A Euro przeszło i co? Zostały firmy, które upadły, długi…

Skoro już o Euro mowa: przecież przez lata piłka nożna, drużyny piłkarskie na Śląsku były chlubą Polski. W Chorzowie mieliśmy wyremontowany stadion, gotowy do przyjęcia piłkarskich rozgrywek Euro, a mimo to okazało się, że kandydatura Górnego Śląska została pominięta…
– No cóż – decydenci pochodzą z Gdańska, Wrocławia, więc nie dziwi, na jakie miasta padł wybór… Powstaje teraz pytanie, kto będzie na tych nowo wybudowanych stadionach grał. Będą puste… A ile kosztowały i ile jeszcze będą kosztować…?

Powrócę jeszcze raz do kwestii autonomii Śląska. Dlaczego, zdaniem Waszej Eminencji, wśród entuzjastów tego rodzaju idei jest tak wielu młodych?
– Dlatego że młodzi nie znają historii!

Wasza Eminencjo, urodził się Ksiądz Kardynał w Bieruniu, na Śląsku, w 1921 r., tuż po zakończeniu trzeciego powstania śląskiego. W tamtym czasie temat walk o powrót Śląska do Macierzy oraz polskości Śląska był zapewne szeroko omawiany w śląskich domach?
– Do mnie dochodziły już tylko odgłosy tego, co się działo. Zwłaszcza odgłosy powstań. Wydaje mi się, że nie da się rozwiązać obiektywnie kwestii polskości Śląska bez odwołania do powstań śląskich. Bo powstania śląskie są wylaną krwią śląską na potwierdzenie woli Ślązaków bycia Polakami. I tego nie da się odwrócić ani wymazać. I stąd też oczywiście rodziny, które tę krew wylały, nie mogą nie być rodzinami optującymi za Polską. Do takiej rodziny ja również należę. Mój najstarszy brat, Jan, bez woli ojca, bez jego zgody, uciekł z domu i dał się zmobilizować do powstańców. Walczył pod Górą św. Anny. To była jedna z najważniejszych bitew, jaką Korfanty przeprowadził na Opolszczyźnie. I stąd też to od powstań śląskich trzeba zacząć. Do mnie, małego szkraba, docierały już tylko echa tych wydarzeń, echa walk powstańczych. Ludzie o nich pamiętali, świadomie brali w nich udział, zwłaszcza powiaty pszczyński, skąd pochodzę, oraz rybnicki. Oba były zaangażowane po stronie polskiej. I stąd też, jeżeli dziś chce się dyskutować na temat polskości czy niepolskości Śląska, to nie można nie brać pod uwagę faktu wylanej krwi śląskiej za to, ażeby Śląsk należał do Polski. Ta krew wylana przez powstańców śląskich poprzedzona była tęsknotą i poczuciem związku Ślązaków z polskością.

W jaki sposób przejawiało się to poczucie przynależności Ślązaków do Polski?
– Ślązacy i cały Śląsk żył po polsku, żył Polską: Krakowem, Kalwarią… Tym odniesieniem mniej do Polski centralnej, bardziej do galicyjskiej, ale zawsze do Polski, a zwłaszcza do Krakowa. To właśnie na gruncie tej tęsknoty za Polską zrodziła się potrzeba, ażeby dać odpór żywiołowi niemieckiemu, żywiołowi napływowemu, który nawet jeśli niekoniecznie dążył do tego, by Śląsk przyporządkować Niemcom, to z całą pewnością chodziło mu o oderwanie go od Polski zupełnie. I stąd moja młodość czy właściwie dzieciństwo przebiegało świadomie w tej atmosferze dopiero co odbytych powstań śląskich, w atmosferze przyłączenia Śląska do Polski jako naturalnego biegu rzeczy, które u nas, na ziemi śląskiej, się działy. Jak daleko sięgam pamięcią, życie Ślązaków to było życie śląskie, ale bardzo mocno nasycone polskością – polskimi zwyczajami, świętami, wyrażeniami, także wolą, ażeby do Polski się zbliżyć i z nią zjednoczyć. W takim klimacie wzrastałem. Dorośli poruszali te tematy nawet wtedy, kiedy nastała już Polska.

A co z tymi, którzy polegli w walce o to, by Śląsk na powrót był częścią Polski? Dziś próbuje się zatrzeć o nich pamięć, a wtedy?
– To byli bohaterzy! Ci, którzy ponieśli śmierć, byli bardzo czczeni przez resztę Ślązaków. Na cmentarzu w Bieruniu przy kościele św. Walentego mieli specjalne miejsce…

To niesamowite, że pomimo wielowiekowego oderwania Śląska od Polski Ślązacy zdołali przechować w sercach polskość i autentyczną tęsknotę za Ojczyzną. Co pomagało im trwać w nadziei na powrót do Polski?
– Polskość faktycznie była w nich cały czas żywa, a przejawiała się przede wszystkim w życiu religijnym. To było życie religijne po polsku: piękne pieśni, nabożeństwa, a wszystko w gwarze śląskiej, czyli de facto w języku polskim. Do dziś kościoły śląskie wyróżniają się pięknym śpiewem. Poza tym większość księży – przynamniej tych obsadzanych przez diecezję krakowską – to byli Polacy. Widać to było chociażby po polskich nazwiskach. Choć oczywiście trzeba wspomnieć, że w tym samym czasie był pewien nacisk ze strony władz niemieckich, żeby polszczenie życia nie odbywało się zanadto gwałtownie. Jedno jest jednak pewne: polskość przechowywana była w Kościele. To był jeden ze współczynników i to niewątpliwie bardzo istotny.

Nie można więc mówić o śląskości bez Kościoła, bez kapłanów oddanych sprawie Kościoła i Polski…
– Kościół istotnie przyczyniał się do ratowania polskości, to dzięki niemu się zachowała. Zresztą to w ogóle jest kazus nie tylko Śląska, ale całej Polski. Świetnie ukazuje to książka Martyny Deszczyńskiej „Naród bez państwa”. W okresie niewoli, zaborów Naród nie przestawał istnieć. A dzięki czemu? Ano dzięki temu, że istniał Kościół, że niestrudzenie podejmował działanie. Polska nie miała wówczas państwa, ale była Narodem, który miał polskość w postaci Kościoła. I to znaczenie Kościoła w dziejach Polski jest niezmiernie ważne, również w czasach przedrozbiorowych. Przecież cały okres Jagiellonów był czasem wielkiej działalności Kościoła, który tutaj, na Wawelu, współpracował ściśle z Jadwigą i Jagiełłą i był sterem państwa. A potem, jak już państwa zabrakło, to dalej funkcjonował jako nośnik polskości, jako jej wyraz. To samo działo się na Śląsku. Nie było państwa, ale w Narodzie tętniło śląskie życie nasycone religijnością. Jak nie można mówić o gwarze śląskiej bez języka polskiego (bo to jest język polski), tak nie można mówić o religijności śląskiej bez religijności polskiej. To wszystko ze sobą było powiązane i ku sobie ciążyło.

Jakie inne czynniki – prócz religijności i Kościoła – przyczyniły się do przetrwania polskiego ducha na Śląsku?
– Bez wątpienia ta wspomniana już bliskość Śląska z Polską, z Galicją. Wystarczyło przecież przekroczyć Wisłę albo Przemszę i już było się w Polsce. I ludzie to robili, mieli na to sposoby. Sama świadomość, że na przeciwległym brzegu jest już Polska, Kraków ze swoją piękną historią, siedziba królów, katedra wawelska – to wszystko robiło wrażenie. Ludzie do tego lgnęli. To również podtrzymywało polskość.

Gwara śląska chyba także dawała Ślązakom poczucie więzi z Ojczyzną?
– Jak najbardziej. Bo gwara śląska jest przecież odmianą języka polskiego. I to m.in. jej istnienie dezawuuje pojawiające się dziś tendencje autonomiczne. Nie jest ona odrębnym językiem, a jedynie jego odmianą, która pozostaje niezmienna, nie rozwija się. Język polski zaś stale się rozwijał, miał swoich Kochanowskich, Mickiewiczów, wielką poezję młodopolską… Oczywiście gwara ma swoje walory, należy ją kultywować i przekazywać, ale trzeba pamiętać, że jest to mowa zastygła.
3

Z której nie da się wyodrębnić nowego języka, nie da się stworzyć języka literackiego…
– Nie można przecież cofać się do nierozwiniętej formy języka! Nie można robić z gwary kandydata na język oficjalny. Bo ta gwara jest nieadekwatna do dzisiejszej rzeczywistości, za jej pomocą szeregu rzeczy nie jesteśmy w stanie wyrazić. Ona jest częścią kultury mówionej, a nie pisanej. Na Śląsku ludzie bardzo długo posługiwali się jedynie gwarą, a ona nie miała swojego zapisu.

Dziś próbuje się go naprędce stworzyć, by uzasadnić z gruntu fałszywą tezę, jakoby mowa śląska mogła pretendować do rangi języka narodowego. Ale przyjrzyjmy się może jeszcze pozostałym okolicznościom, które umacniały w Ślązakach polską tożsamość.
– Otóż z całą pewnością nie można tutaj pominąć tego fenomenu – choć niektórzy usiłują go dzisiaj zepchnąć na margines – jakim był fakt, że w XIX wieku ślązacy oficjalnie figurują w rejestrach Reichstagu jako Polacy. Ksiądz Jan Kapica, proboszcz z Tychów, i Wojciech Korfanty to są posłowie polscy! Polski nie ma, nie ma rządu… Ale jest Naród polski!

No właśnie, Naród polski, a nie śląski…
– Otóż to, mieszkańcy Śląska nie są „Schlesier”, ale „Polen”. Ksiądz Kapica i Korfanty są uznani za Polaków, chociaż są Ślązakami. I jeszcze dalej idzie Korfanty. On walczy o polskość nie tylko Śląska, ale także Poznania. Jest dowódcą powstania poznańskiego, jedynego powstania, które się powiodło. I to z tym doświadczeniem powraca na Śląsk i doprowadza do jego ponownego złączenia z Polską. Bez Korfantego problem polskości Śląska jest nie do rozwiązania. On był Ślązakiem z krwi i kości, a jednocześnie Polakiem walczącym o polskość. Co więcej, jako polityk polski to on przecież razem z Witosem w gabinecie koalicyjnym ratuje Polskę podczas najazdu bolszewików. Już wtedy wybija się jako wielki patriota polski i mąż stanu. Korfanty miał bardzo oryginalną, pogłębioną koncepcję polskości i jasno mówił o tym, że sprawy Polski należy opierać o zasady katolickie. Był nie tylko Polakiem, ale do głębi chrześcijaninem.

Nic dziwnego zatem, że dziś próbuje się o nim zapominać.
– Korfanty jest dzisiaj wyrzutem sumienia. Z jednej strony jest wielkim świadectwem tego, co Polacy robili na Śląsku, żeby przynależeć do Polski, a z drugiej strony tego, co Ślązacy robili dla Polski w Polsce (wówczas gdy Polska potrzebowała siły, żeby się obronić przed bolszewikami). Ale tu dotykamy jednej bolesnej myśli, gdy chodzi o stosunek Polski do Korfantego. Piłsudski dokonał zamachu na legalny rząd, a później z jego rozkazu patriotom wytoczono proces – Witosowi, Korfantemu, Dubois. Zasądzono ich na więzienie. Jedyną szansą dla nich była ucieczka z Polski. Korfanty udał się więc za granicę, ale kiedy zbliżała się wojna, mimo że odradzano mu powrót, powiedział: „moja Ojczyzna ginie. Muszę tam jechać”. I pojechał. Tam go aresztowano i krótko potem zmarł. Korfanty jest wyrzutem sumienia dla Polski i dla tych wszystkich pseudo-Ślązaków, bo jest postacią związaną z walką o polskość Śląska, walką Ślązaka o polskość, w obronie polskich interesów. To był jeden z największych polityków – na miarę Dmowskiego i Piłsudskiego. I dlatego też tego człowieka usiłuje się dziś wymazać z pamięci, przekreślając jego idee przynależności Śląska do Ojczyzny.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj