Nie będzie powszechnego poboru?

Nie będzie powrotu do powszechnego poboru, ale za to szkolenia rezerwistów mają być przeprowadzane na większą skalę – zapowiedział minister obrony narodowej.

Minister Tomasz Siemoniak przekonuje, że pobór jest archaiczny i nie ma, co straszyć młodych Polaków powrotem do niego.

„To nie zrozumiałe, dlaczego wykonywanie obowiązków, które nakłada Konstytucja ma być straszeniem” – mówi Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej.

To nie straszmy również tym, że trzeba płacić podatki. Nie rozumiem tego typu wypowiedzi. Rozumiem, natomiast, skąd one się biorą. Politycy nie chcą mówić o tym, że trzeba przywrócić pobór. Ja nie startuję w żadnych wyborach, nie zabiegam o żadne stanowiska i mówię: pobór trzeba przywrócić, jeżeli chce się mieć przeszkolone rezerwy i koniec. Możemy dyskutować ewentualnie, jak ma ten pobór wyglądać – wskazał Romuald Szeremietiew.

Prezydent, podobnie jak szef MON-u przekonuje, że zmiany w systemie szkolenia rezerw są potrzebne, ale nie musi to oznaczać powrotu do poboru.

Bronisław Komorowski mówił o tym podczas odbywającej się wczoraj – w kontekście kryzysu na Ukrainie i aneksji Krymu – odprawy kierowniczej wojska. Oznajmił też, że powołany zostanie naczelny dowódca sił zbrojnych.

Tymczasem amerykański wywiad ostrzega przed rosyjską inwazją. Stwierdza, że atak na wschodnią Ukrainę wydaje się obecnie bardziej prawdopodobny niż jeszcze kilka dni temu.  Zdaniem amerykańskich służb Rosja może zdecydować się wkroczyć na wschodnią Ukrainę w celu utworzenia połączenia lądowego z zajętym już wcześniej Półwyspem Krymskim. Uważa się, że w takim wypadku rosyjskie wojska skierują się na trzy duże miasta ukraińskie: Charków, Ługańsk i Donieck.

Obecnie wojska rosyjskie skoncentrowane są w Rostowie nad Donem, Kursku i Biełgorodzie oraz wokół tych miast na południowym zachodzie Rosji.

        

RIRM

 

drukuj