fot. tv trwam

[NASZ WYWIAD] Prof. K. Pawłowicz: Niemcy wspólną Europę rozumieją jako swoją kolejną Rzeszę

Trzeba powiedzieć, że Niemcy – taka jest prawda – w dalszym ciągu czują się, przynajmniej część społeczeństwa, kontynuatorami tradycji nazistowskich, podbojów i polityki imperialnejpowiedziała w rozmowie z Szymonem Kamyszem prof. Krystyna Pawłowicz, poseł PiS.

Szymon Kamysz: Jak to jest, że kiedy w Niemczech maszerują faszyści za zgodą władz, to media nie reagują, a gdy w Polsce ok. 250 tys. Polaków – i nie tylko – przyszło świętować niepodległość bez praktycznie jakichkolwiek znaczących incydentów, zachodnie media starają się przypisać nam łatkę państwa rasistowskiego, antysemickiego i faszystowskiego?

Krystyna Pawłowicz: Niestety tak trzeba powiedzieć, że Niemcy – taka jest prawda – w dalszym ciągu czują się, przynajmniej część społeczeństwa, kontynuatorami tradycji nazistowskich, podbojów i polityki imperialnej. To się u nich kultywuje, a jednocześnie (Angela) Merkel pokazuje, że w białych rękawiczkach tradycje podboju i nieszczerej polityki ze wschodnim sąsiadem, czyli z nami, można dalej uprawiać. (…) W sytuacji, kiedy my w Polsce absolutnie nie mamy tego typu zjawisk, wmawia się nam, żeby zepsuć Polsce opinię, aby osłabiać nas, ponieważ słaba Polska otwiera drogę dla imperialnych sukcesów Niemiec z Rosją. A Niemcy nie są zadowolone z obecnych polskich rządów, które mają za cel wzmocnienie elementu narodowego, suwerenności państwa polskiego itd. Oni będą kłamać. (…) My nie mamy silnych mediów, więc można nam dowolnie gęby przyprawiać i choćbyśmy nie wiem, jakie zdjęcia i bezpośrednie transmisje (z Marszu Niepodległości) pokazywali, to zawsze Niemcy będą robiły takie świństwa.

Sz.K.: Angela Merkel, która niedawno zapowiedziała, że ustąpi ze swoich stanowisk politycznych, zdążyła przypomnieć europosłom, że „powinniśmy pracować nad taką wizją Europy, żeby któregoś dnia mieć prawdziwą europejską armię”. Czy ta wizja jest realna?

K.P.: Ja to rozumiem. To jest kontynuacja białych rękawiczek, zawsze pod hasłem „za parawanem wspólnej Europy”. Natomiast Niemcy wspólną Europę rozumieją jako swoją kolejną Rzeszę. (…) Dla nas mówienie o wspólnej armii z Niemcami w istocie oznacza dobrowolne oddane się w obszarze tak bardzo wrażliwym, tak bardzo decydującym o suwerenności państwa. Armia na dzień dzisiejszy znajduje się we własnych, narodowych kompetencjach państw członkowskich. Wszystkie wypowiedzi prezydenta i ministra obrony (…) wskazują na to, że nas (ten pomysł) nie interesuje. My jesteśmy zainteresowani rzeczywistą obroną terytorium polski, co nam może dać nie tylko własna armia, (…) ale również sojusz z Ameryką, z którą właśnie finalizowane są rozmowy. Ta współpraca może zaowocować realnym umiejscowieniem baz amerykańskich w Polsce – to jest nasza rzeczywista siła. (…) Ideologia wspólnego domu polegająca na tym, że unifikujemy wszystko i tworzymy jedno państwo pod dowództwem niemieckim, które będzie dalej rządziło, w Euroazji z Rosjanami, jest wielkim oszustwem. Mam nadzieję, że Polacy to widzą.

Sz.K.: Kadencja Donalda Tuska w Radzie Europejskiej kończy się pod koniec 2019 r. Media od kilku miesięcy coraz częściej poruszają temat jego powrotu do Polski, a nawet wystartowania w wyborach prezydenckich. Czy Pani zdaniem były premier wróci do polityki krajowej?

K.P.: Donald Tusk nigdy nie wychodził z polityki krajowej. Proszę zwrócić uwagę, że nawet w sytuacji, kiedy został na kolejną kadencję przewodniczącym Rady Europejskiej, to (…) on w UE formalnie nie był jako przedstawiciel Niemiec, natomiast tak naprawdę był tam do wykorzystania przeciwko Polsce i polskiej polityce. On do Polski w grudniu 2016 r. przyjechał i jak sęp czaił się dookoła Polski, czy uda się może jakiegoś puczu dokonać i obalić obecną władzę, oczywiście w interesie Niemiec. Przyjeżdżał w ważniejszych momentach, albo się wypowiadał, albo się wtrącał. Funkcja mu tego zabraniała, bo miał być neutralny wobec wszystkich członków. (…) On jest jeszcze w miarę młody. Niemcy zawsze go pompowały, kończy się era (Angeli) Merkel i on w zasadzie jest już jak zdechły balon – nie bardzo wie, co ze sobą zrobić.

Sz.K.: Co Donald Tusk mógłby ewentualnie „ugrać” w wyborach prezydenckich?

K.P.: Są takie poglądy, że opozycja nabrała wiatru po wyborach samorządowych. Skoro (zdobyła) duże miasta, to jest dobry punkt wyjścia, który pokazuje, że Donald Tusk miałby duże szanse. Po pierwsze, wydaje mi się, że wewnątrz opozycji jest duża konkurencja między Grzegorzem Schetyną a Tuskiem. Wydaje mi się, że oni się nie lubią i na pewno nie będą się tak bardzo wspierać. Po drugie, wybory prezydenckie są czymś innym niż wybory samorządowe. Warszawa i duże miasta, w których zwyciężyła opozycja, to jest ok. 15 proc. mieszkańców, natomiast wydaje mi się, że w wyborach prezydenckich będzie decydował poziom średnich miast oraz prowincji. Wszystko to się będzie jeszcze rozgrywało.

Sz.K.: Obecne elity UE czy KE nie są przychylne wobec takich państw jak Polska oraz Węgry. Szef kancelarii premiera Viktora Orbana stwierdził, że powodem kampanii przeciwko Węgrom jest migracja. Zgadza się Pani z tą opinią, czy może chodzi tu o inne powody?

K.P.: Tu o wszystko chodzi. Rzecz jest w tym, że my – podobnie jak Węgry – bronimy naszej suwerenności. Na pojęcie suwerenności składa się nie tylko ochrona przed najazdem obcych kulturowo ludzi, którzy zresztą przyjeżdżają tutaj z hasłem, że tam gdzie oni, tam ich kultura. (…) Oni tego nie ukrywają. Jest to (islam) bardzo brutalna, agresywna i mordercza religia. Na pojęcie obrony suwerenności składa się również obrona kultury własnej, terytorium, języka, religii i my w podobny sposób jak Węgry to robimy. (…) Mam nadzieję, że państwa Europy Środkowo-Wschodniej, które były w systemie komunistycznym, bardziej to doceniają. (…) Węgry i Polska dają pewien przykład obrony suwerenności, kultury, terytoriów oraz ludności. Mam nadzieję, że zakłóci to rozwój i realizację niemiecko-rosyjskich koncepcji podbicia Europy bez jednego strzału.

Sz.K.: Dziękuję za rozmowę.

K.P.: Dziękuję.

RIRM

drukuj