[NASZ WYWIAD] J. Kaczyński: UE przeżywa kryzys. W związku z tym istnieje możliwość, że skład PE będzie nieco inny

Tegoroczne wybory różnią się od poprzednich tym, że UE przeżywa kryzys – brexit, kłopoty gospodarcze, imigranci, wstrząsy społeczne na przykład we Francji. W związku z tym jest możliwość, że skład PE będzie nieco inny niż dotychczas i – co za tym idzie – będzie można inaczej ukształtować większość – powiedział w wywiadzie dla Telewizji Trwam przed wyborami do Parlamentu Europejskiego prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

***

Polacy po raz czwarty pójdą do wyborów do Parlamentu Europejskiego. Czym różnią się od poprzednich i na co liczy PiS?

Różni się tym, że UE przeżywa kryzys – brexit, kłopoty gospodarcze imigranci, wstrząsy społeczne na przykład we Francji. W związku z tym jest możliwość, że skład PE będzie nieco inny niż dotychczas i co za tym idzie, będzie można inaczej ukształtować większość. To nie jest szansa stuprocentowa. Nie chcę tutaj wymieniać jakichś procentów, ale szansa jest. Wcześniej – trzeba to sobie jasno powiedzieć – takiej szansy nie było. Był trwały układ w PE i ci wszyscy, którzy uważali, że w UE trzeba coś zmienić, byli poza tym układem. Teraz, przy optymistycznym biegu wydarzeń, może się to zmienić. To może z kolei doprowadzić do pozytywnych zmian w różnych dziedzinach, ale także w tej, która jest fundamentem wszystkiego, tzn. chodzi o kwestie aksjologiczne i powrót do korzeni chrześcijańskich, bo przecież UE została zakładana przez praktykujących katolików. Później ta ewolucja poszła w przeciwnym kierunku. Ograniczenie, zatrzymanie, a w dalszej perspektywie zawrócenie tego marszu to perspektywa, o której można myśleć.

Ważne są ten wszystkie inne zmiany dotyczące kwestii suwerenności państw, przestrzegania traktatów, niewchodzenia w sprawy poszczególnych państw, kwestie lobbingu w UE. Decyzje bardzo często są wynikiem właśnie tego działania. To są te sprawy, które trzeba jasno postawić i sytuacja może się poprawić.

Coraz więcej ludzi z południowo-wschodniej Polski skłania się ku temu, by oddać swój głos nie na PSL, ale na PiS. Jak Pan ocenia posłów tego właśnie ugrupowanie – PSL-u – którzy są obecni w europarlamencie?

Można powiedzieć, że PSL jest w dużej mierze wciąż zdeterminowany swoją przeszłością, czyli przeszłością ZSL-u. Postawa posłów PSL-u może nie jest tak skrajna jak posłów PO, którzy zupełnie jawnie występują przeciwko polskim interesom, ale nie jest to tez postawa konsekwentnej obrony polskich ineteresów i wartości, na których została ufundowana UE, a które dzisiaj są zwalczane. Obecna koalicja, w której jest PSL, jest koalicją nie tyle lewicową co lewacką. Tak bardzo skręcił na lewo, że o tej całej tradycji, do której się odwołują, nie można już mówić na poważnie. Ta partia postanowiła pójść tym głównym nurtem, który jest w Europie, a który z czasem osłabnie. Nurtem, którego istotą jest przede wszystkim odrzucenie chrześcijaństwa.

Na jakiej podstawie pan Schetyna wie, że jest gwarancją stu miliardów więcej z funduszy unijnych niż gwarantuje PiS?

Na tej samej zasadzie, na której mówi to pan Schetyna, ja mogę powiedzieć, że gwarantuję 200 albo 300 – po prostu na żadnej. W tej chwili na stole leży przygotowana przez KE koncepcja budżetu oparta o tzw. metodologię berlińską z 1999 roku, która to metodologia sprowadza się do tego, że czym ktoś odnosi większe sukcesy, tym bardziej traci. W żadnym wypadku tego nie przyjmiemy. Jestem pewien, że jeśli będziemy rządzić w dalszym ciągu, a jestem przekonany, że będziemy, to ta suma znacznie wzrośnie. Nie wiem, czy o 100 mld, ale znacznie wzrośnie.

Dlaczego PO nie godzi się na komisję, którą zaproponował pan premier, w sprawie badania pedofilii we wszystkich środowiskach?

Z ich punktu widzenia walka z pedofilią nie jest walką o dobro dzieci, ale walką z Kościołem. Chcą zostawić bardzo wysoki procent pokrzywdzonych samym sobie, a zaatakować instytucję, która im przeszkadza. A w środowiskach celebryckich, które zaciekle wspierają PO, z pewnością znaleźlibyśmy niejeden taki przypadek.

PO mówi też wprost, że jeśli wygra, to poprze związki partnerskie, zrównanie ich z małżeństwami, adopcje dzieci.

Oni chcą wpisać się w tę fatalną rewolucje obyczajową, która trwa od dłuższego czasu. To cos niesłychanie szkodliwego i bezczelnego. Jest tak, że Polska do tej pory uniknęła tego rodzaju zjawisk i wierzę, że w dalszym ciągu będziemy ich unikać. Tolerancja – tak, ale w żadnym wypadku afirmacja. Przy adopcji trzeba mówić, że to krzywdzenie dzieci. Dziecko powinno mieć swoich biologicznych rodziców, a jeśli och nie ma, to powinno trafić do rodziny, która jest normalnym małżeństwem.

Mówią, że polskie społeczeństwo jest do tego przygotowane.

Sądzę, że w tej chwili dzięki tej propagandzie jest więcej ludzi, którzy byliby gotowi to zaakceptować, ale z cała pewnością większość Polaków to odrzuca. Zrobimy wiele, by ta większość rosła. Podstawowa rzecz to to, że ludzie nie rozumieją różnicy pomiędzy afirmacją a tolerancją. Powtarzam jeszcze raz: związek małżeński to nie związek, który państwo toleruje. Państwo taki związek afirmuje, popiera, bo to podstawowa komórka społeczna. W związki innego typu w sferze prywatnej trudno się państwu wtrącać, ale nie mogą być afirmowane.


Z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim rozmawiał red. Marian Widelski

RIRM

drukuj