fot. blachnicki.oaza.pl

[NASZ TEMAT] Ks. Franciszek Blachnicki – nawrócony w celi śmierci

Trwa proces beatyfikacyjny ks. Franciszka Blachnickiego, który nawrócił się w celi śmierci niemieckiego obozu zagłady. Przez całe życie dzielił się doświadczeniem Bożej łaski pokazując, że nie ma w życiu nic ważniejszego ponad prowadzene ludzi do Pana Boga.

Franciszek Blachnicki wyniósł z domu praktyki religijne, ale ok 15. roku życia uznał, że nie mają one większego sensu i przeszkadzają mu w realizacji życiowych planów.

– Ks. Blachnicki zawsze był człowiekiem szlachetnym, pełnym młodzieńczych ideałów, ale w pewnym momencie próbował to układać samodzielnie, po swojemu – powiedział ks. bp Adam Wodarczyk, postulator procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Boża Opatrzność jednak czuwała nad Franciszkiem od samego początku jego życia. Już jako 2-miesięczne dziecko został uratowany z dramatycznej sytuacji. W późniejszym ziemskim wędrowaniu powtarzało się to jeszcze wielokrotnie podczas II wojny światowej, a także podczas walki z komunistami.

– W pobliżu domu, gdzie mieszkała rodzina Blachnickich, toczyły się bitwy w czasie III powstania śląskiego w 1921 r. W pewnym momencie powstańcy przyszli, aby ewakuować mamę ks. Blachnickiego z jej dziećmi (…). Mama w tym całym zabieganiu, w trosce o wszystkie dzieci, zapomniała o Franciszku, który sobie słodko spał w kołysce. Kiedy znaleźli się poza linią walki nagle stwierdziła, że zabrakło tego najcenniejszego „drobiazgu”. Wtedy jeden z powstańców odważył się tam jeszcze wrócić, mimo że na tamtym terenie toczyły się już ciężkie bitwy – wskazał ks. bp Adam Wodarczyk.

Za działalność patriotyczną na rzecz wyzwolenia Polski spod okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej został najpierw osadzony w Auschwitz – gdzie był blisko św. Maksymiliana Mari Kolbe, a następnie sam został skazany na śmierć przez ścięcie. Przez 135 dni oczekiwał w celi śmierci na wykonanie wyroku.

Ks. Franciszek Blachnicki pisał później w pamiętniku: „Patrzyłem, jak umierali więźniowie. Umierali jak zwierzęta. Żadnego majestatu śmierci, żadnego piękna. To było takie straszne upodlenie człowieka. Czy zatem w człowieku może być coś więcej? Czy człowiek ma duszę? Wtedy właśnie załamało się ostatecznie wszystko – cała ta naiwna młodzieńcza filozofia, światopogląd, wiara w ideały. Czytałem różne książki i znowu odkrywałem, że człowiek to bestia, że życie ludzkie pozbawione jest wszelkiego sensu, a historia to jakieś straszne, błędne koło”.

– W takim nieludzkim miejscu został dotknięty łaską Bożą, szczególnie w trakcie lektury, gdzie znalazł fragmenty Kazania na Górze. Po latach opisał, że czuł, jakby ktoś w jego duszy przekręcił kontakt z energią elektryczną – jego duszę zalało światło, zaczął chodzić po celi i powtarzać jedno słowo: „wierzę”. Od tej pory narodził się nowy Franciszek, któremu Pan Bóg podarował 45 lat życia, żeby opowiedział o tej miłości – którą dotknął skazańca w celi śmierci – milionom ludzi – tłumaczył postulator procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Dr Robert Derewenda, Dyrektor Instytutu im. Ks. Franciszka Blachnickiego, zaznaczył, iż mimo ciężkich doświadczeń Sługa Boży nie żył w cieniu II wojny światowej, ale był człowiekiem niesamowicie odważnym.

– Po II wojnie światowej wstąpił do seminarium duchownego i rozpoczął pracę z młodzieżą. Po 1956 r. zainicjował pracę na kanwie ruchu, który walczył z alkoholizmem. Po 1960 r., kiedy władze ludowe zlikwidowały ten trzeźwościowy ruch, ks. Franciszek Blachnicki rozpoczął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i wszedł w odnowę soborową. W 1969 r. utworzył Ruch Żywego Kościoła, który w 1976 r. przyjął nazwę Ruch Światło-Życie – wyjaśnił dr Robert Derewenda.

Oazy przyciągały młodzież z różnych środowisk. Często młodzi ludzie przeżywali na nich nawrócenie i wracali do swoich domów z zupełnie innym obrazem Kościoła i chrześcijaństwa.

– Ruch oazowy przeorał polską ziemię, przeorał młodzież, a tego bardzo bały się władze komunistyczne, ponieważ ten ruch wychowywał do życia w wolności, czyli wyznawania wartości, które się uznawało (…). Władze komunistyczne Polski mówiły: owszem, wiara tak, ale prywatnie. A tu chodziło o to, aby wyznawać wszystko, co uznaję za słuszne. Tym charakteryzował się ruch oazowy – podkreślił dyrektor Instytutu.

Ks. bp Adam Wodarczyk akcentował, iż ks. Franciszek Blachnicki jest przykładem, że nawet w celi śmierci – w miejscu, gdzie bardziej się złorzeczy na wszystko – można było być dotkniętym łaską Bożą.

– Na pół roku przed śmiercią pisał, że to była wspaniała przygoda, kiedy tam się znalazł, a właściwie kiedy został tam odnaleziony przez Bożą łaskę – dodał.

Niedługo po jego śmierci rozpoczął się proces beatyfikacyjny, który znajduje się obecnie na zaawansowanym etapie. Została już uznana heroiczność cnót Sługi Bożego ks. Blachnickiego przez papieża Franciszka.

– Życie, kiedy ks. Franciszek był między nami, było zawsze oddane Panu Bogu i ludziom, których bardzo kochał. Dzielił się doświadczeniem Bożej łaski zarówno z dziećmi, młodzieżą, dorosłymi – szczególnie małżonkami – ale i z kapłanami, pokazując, że nie ma w życiu rzeczy ważniejszej, jak prowadzenie ludzi do Bożego światła – Bożej łaski i miłości – zwrócił uwagę postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Franciszka Blachnickiego.

RIRM

drukuj