PAP/EPA

N. Zelandia: 49 zabitych w atakach na meczety w Christchurch

Co najmniej 49 osób zginęło, a 48 zostało rannych, w tym 25 – ciężko, w dzisiejszych atakach terrorystycznych na dwa pełne wiernych meczety w Christchurch na wschodzie Nowej Zelandii. Premier Jacinda Ardern poinformowała, że w kraju wprowadzono najwyższy poziom zagrożenia bezpieczeństwa.

Według najnowszych komunikatów policji liczba zabitych wzrosła z 40 do 49. Komisarz nowozelandzkiej policji Mike Bush przekazał dziennikarzom, że 41 osób zginęło w jednym meczecie, 7 osób – w drugim; jedna osoba zmarła w szpitalu. Bush opisał atak jako „bardzo dobrze zaplanowany czyn”.

Ataki miały miejsce w piątek ok. 14:45 (godz. 2:45 w nocy w Polsce) w meczecie Al-Nur i przed godz. 16.00 (godz. 4.00 nad ranem w Polsce) – w położonym na przedmieściu Christchurch meczecie Masdżid Linwood. Christchurch leży na wschodnim wybrzeżu Wyspy Południowej, liczy ponad 400 tys. mieszkańców.

„To najczarniejszy dzień Nowej Zelandii” – oświadczyła Ardern bezpośrednio po strzelaninach, które określiła jako „atak terrorystyczny”.

Premier mówiła o 25 ciężko rannych osobach. Służby medyczne, na które powołuje się agencja Reutera, podają, że obecnie hospitalizowanych jest 48 osób, w tym dzieci.

Jak poinformował Bush, jednemu z czworga napastników postawiono już zarzut morderstwa i w sobotę ma on stanąć przed sądem. Więcej szczegółów nie ujawniono.

Policja podała, że po atakach zatrzymała cztery osoby – trzech mężczyzn i kobietę.

Premier Ardern przekazała, że cztery osoby, umieszczone w areszcie, mają ekstremistyczne poglądy, ale nie figurują w policyjnych kartotekach. Jak podaje agencja Associated Press, mężczyzna, który wziął na siebie odpowiedzialność za ataki, zostawił 74-stronicowy antyimigrancki manifest, w którym wyjaśnia, kim jest i dlaczego je przeprowadził. Według tego manifestu jest 28-letnim Australijczykiem i rasistą.

Wcześniej premier Australii Scott Morrison poinformował, że jedną z czterech osób, zatrzymanych w Nowej Zelandii po strzelaninach w Christchurch, jest Australijczyk.

„Wraz z naszymi nowozelandzkimi kuzynami opłakujemy, jesteśmy zszokowani, jesteśmy przerażeni, jesteśmy oburzeni (…) i bezwzględnie potępiamy atak, który miał miejsce dzisiaj i został dokonany przez prawicowego ekstremistę, brutalnego terrorystę” – oświadczył.

Nowa Zelandia „niewątpliwie doświadczyła dziś ataku, który jest bezprecedensowy, w przeciwieństwie do wszystkiego, czego doświadczyliśmy wcześniej” mówiła premier Ardern, dodając że wśród poszkodowanych mogą być migranci i uchodźcy.

„Ale Nowa Zelandia została wybrana, ponieważ nie jesteśmy miejscem, w którym istnieje brutalny ekstremizm. Odrzucamy te pojęcia i musimy je nadal odrzucać” – podkreśliła.

Dodała, że Nowa Zelandia nie jest miejscem „dla tego rodzaju zachowań, tego rodzaju ideologii”.

„Odrzucamy to, musimy to odrzucić” – podkreśliła.

„To miejsce, w którym ludzie powinni czuć się bezpiecznie i będą czuć się bezpiecznie. Nie pozwolę na zmianę profilu Nowej Zelandii. Nikt z nas nie powinien” – wzywała.

Nowozelandzki portal Stuff podał, że jeden z napastników, urodzony w Australii mężczyzna, nie figurował ani w żadnej kartotece policji, ani służb bezpieczeństwa. Według doniesień Stuff jeden z napastników transmitował wideo z ataku.

Tymczasem nowozelandzki portal Nzherald podał, że na dworcu kolejowym Britomart w Auckland w północno-zachodniej części Nowej Zelandii policja przeprowadziła kontrolowaną eksplozję ładunku po znalezieniu dwóch porzuconych plecaków. Miejsce zostało otoczone kordonem; do zbadania plecaków wykorzystano robota do usuwania bomb. Wkrótce potem rozległa się kontrolowana eksplozja.

Nie wiadomo, czy ataki w Christchurch i incydent w Auckland maja ze sobą związek. Auckland jest największym miastem Nowej Zelandii; leży w północno-zachodniej części Wyspy Północnej.

W liczącej blisko 5 mln ludzi Nowej Zelandii muzułmanie stanowią nieco ponad 1 proc.

PAP/RIRM/TV Trwam News

drukuj