fot. PAP

MSW: błędy w szkoleniu i procedurach BOR

Są błędy w szkoleniu i niektórych procedurach BOR – stwierdza raport tej służby po incydencie w Łucku na Ukrainie. Pod nadzorem MSW w BOR rozpoczął się już program naprawczy, który ma wyeliminować podobne incydenty w przyszłości – dowiedziała się PAP w MSW.

Wynikami kontroli nie jest zaskoczony Andrzej Pawlikowski – były szef BOR-u.

-Są duże błędy od 2008 roku do dnia dzisiejszego. Gdyby nie szkolenia funkcjonariuszy BOR, a także samego systemu funkcjonowania i bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. Niestety organy odpowiednie, MSW, czy BOR nie reagowały. Czasami poszczególni ministrowie stwierdzali, że trzeba wprowadzić system, ale kończyło się na słowach. Cieszę się, że BOR pod obecnym dowództwem zauważył te błędy i przyznał się do tego. Zobaczymy, co będzie dalej, czy ten system zostanie wdrożony. Powinny robić to osoby, które są przygotowane profesjonalnie- powiedział Andrzej Pawlikowski, były szef BOR-u

14 lipca podczas wizyty Bronisława Komorowskiego na Ukrainie 21-letni Iwan S. rozbił jajko na ramieniu prezydenta Polski, gdy ten witał się z ludźmi zgromadzonymi na obchodach 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej w łuckiej katedrze rzymskokatolickiej. Minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz otrzymał raport BOR po tym incydencie.

Nie ma w nim informacji o konsekwencjach personalnych. „W trakcie postępowania wyjaśniającego przeanalizowano wszystkie procedury, które są stosowane podczas ochrony najważniejszych osób w państwie. W raporcie stwierdzono, że występują błędy w szkoleniu i niektórych procedurach” – powiedział p.o. rzecznika MSW Paweł Majcher.

Podkreślił, że pod nadzorem MSW w Biurze rozpoczął się już program naprawczy, który ma wyeliminować podobne incydenty w przyszłości. „Procedury ochrony najważniejszych osób w państwie są niejawne, dlatego nie można podać szczegółów zmian, które będą wprowadzone w Biurze Ochrony Rządu” – powiedział Majcher. Biuro zapewniło, że dokładnie przyjrzy się zajściu. Nieoficjalnie funkcjonariusze BOR wskazywali na odpowiedzialność raczej strony ukraińskiej.

To ona bowiem odpowiadała za całokształt zabezpieczenia wizyty, podczas gdy polskie służby ograniczały się do działania w najbliższym otoczeniu prezydenta. Sprawca ataku na polskiego prezydenta został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 12 miesięcy – podała delegatura ukraińskiego MSW w obwodzie wołyńskim. Według ukraińskiego MSW 21-letni mężczyzna został skazany za chuligaństwo.

Po incydencie prezydent Komorowski apelował, by nie nadawać mu szczególnego znaczenia, i oświadczył, że nie zamierza zmieniać zwyczaju normalnego kontaktowania się z ludźmi. Kancelaria prezydenta oceniła, że wyjaśnienie incydentu leży po stronie ukraińskich służb porządkowych, które były gospodarzami wizyty. Ukraińskie media ustaliły, że 21-latek jest członkiem prorosyjskiej organizacji „Słowiańska Gwardia”.

Jej kierownictwo odcięło się od incydentu, oświadczając, że nic nie widziało o planach ataku na prezydenta Polski. Atak na Komorowskiego potępiło ukraińskie MSZ, które uznało, że zdarzenie to było niedopuszczalne, zwłaszcza że jego ofiarą padł przywódca „tak przyjaznego nam kraju jak Polska”.

Wizyta prezydenta na Ukrainie była związana z przypadającą w tym roku 70. rocznicą zbrodni wołyńskiej, w wyniku której w latach 1943-1945 oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii, wspierane przez miejscową ludność ukraińską, zamordowały ok. 100 tys. Polaków.

PAP

drukuj