fot. facebook.com

MSNBC: Próbki krwi i moczu ofiar ataku w Syrii zawierają chemikalia

Badania próbek krwi i moczu ofiar domniemanego ataku chemicznego w Syrii z 7 kwietnia wykazały obecność głównie chloru i środka paralityczno-drgawkowego – podała w czwartek wieczorem amerykańska telewizja MSNBC.

Według telewizji władze Stanów Zjednoczonych zbadały próbki od ofiar ataku w mieście Duma we Wschodniej Ghucie, na wschód od stolicy Syrii Damaszku. Więcej szczegółów nie ujawniono.

Agencja Reutera podała, że dwaj amerykańscy urzędnicy, zaznajomieni z badaniem próbek i symptomami ofiar z Dumy, stwierdzili, że początkowe wskazania, iż w ataku użyto mieszanki chloru i silnie toksycznego sarinu, wydają się prawidłowe. Jednak urzędnicy zastrzegli, że amerykańskie agencje wywiadowcze nie zakończyły jeszcze swej oceny ani nie doszły do ostatecznego wniosku.

8 kwietnia organizacja Syrian American Medical Society (SAMS) oskarżyła prezydenta Syrii Baszszara al-Asada o atak chemiczny przeprowadzony dzień wcześniej na szpital w Dumie, gdzie miało zginąć co najmniej 41 osób. Władze syryjskie odrzucają te oskarżenia. Państwa Zachodu uważają, że ataku dokonały syryjskie siły rządowe, a USA zagroziły Syrii zbrojną akcją odwetową.

Jak poinformował w czwartek Biały Dom, prezydent USA Donald Trump spotkał się tego dnia z doradcami ds. bezpieczeństwa narodowego, jednak nie podjął ostatecznej decyzji o ataku na Syrię. Szef Pentagonu Jim Mattis powiedział wcześniej tego dnia w Izbie Reprezentantów, że USA chcą uniknąć podsycania konfliktu w Syrii, który może „wymknąć się spod kontroli” i nie chcą licznych ofiar cywilnych. Przyznał, że decyzja o ataku na Syrię nie została jeszcze podjęta.

Reżim w Damaszku jest wspierany przez Rosję. Zachód oskarża ją o dopuszczenie do tego, że reżim Baszszara al.-Asada użył broni chemicznej, choć Moskwa zobowiązała się dopilnować, by syryjskie arsenały broni chemicznej zostały zniszczone.

PAP/RIRM

drukuj