Od pierwszego sygnału alarmowego do wzbicia się w powietrze nie mija dziesięć minut. Po powrocie jest czas na analizę każdego manewru. Z prawej dowódca polskiego kontyngentu ppłk pil. Leszek Błach

Moskwa demonstruje siłę

Z ppłk. pil. Dainiusem Guzasem, dowódcą Bazy Lotniczej Sił Powietrznych Republiki Litewskiej w Szawlach, rozmawia Piotr Falkowski

Jakie funkcje pełni baza w Szawlach poza przyjmowaniem kontyngentów Baltic Air Policing?
– Jesteśmy jedyną wojskową bazą lotniczą na Litwie. Zajmujemy się zabezpieczeniem transportu wojska i wyposażenia na samolotach C-27 Spartan. Drugie główne zadanie to dyżur służby poszukiwania i ratownictwa powietrznego. Jest to służba szybkiego reagowania, do której przeznaczamy przede wszystkim śmigłowce. Na trzecim miejscu stoi wspomniana obsługa programów obronnych NATO. Nie tylko Air Policing, ale też chętnie bierzemy udział we wszelkich ćwiczeniach w ramach Sojuszu. Często odbywają się ona na terenie Litwy. Poza tym wykonujemy zrzuty skoczków spadochronowych i loty na potrzeby medyczne. Kolejne zadanie to transport VIP-ów. Właśnie nasz samolot wrócił z Rygi, skąd przywiózł panią prezydent.

W jaki sposób na Litwie jest zorganizowany transport najważniejszych osób w państwie?
– Używamy do tego samolotów takich samych jak w transportach wojskowych. Jedynie konfiguracja wnętrza kabiny jest wtedy dostosowywana do potrzeb transportu specjalnego, żeby osoby na wysokich stanowiskach miały odpowiedni komfort. Jest też tutaj śmigłowiec przystosowany do potrzeb takich przewozów.

Czy można jakoś porównać te kontyngenty z różnych krajów, które przyjeżdżają do Pana bazy co cztery miesiące?
– Mamy dzięki temu przegląd całego lotnictwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. To bardzo przyjemne współpracować z nimi. Wszystkie kraje wysyłają najlepszych pilotów, najlepszych specjalistów, tylko prawdziwych profesjonalistów. Dlatego nie ma z nimi żadnych problemów. Bardzo dobrze nam się układają relacje z polskimi kolegami. Ale wcześniej też nie mieliśmy żadnych problemów z innymi. Nie chciałbym nikogo wyróżniać ani krytykować.

Jak przebiega podział kosztów operacji Air Policing?
– Wszystkie trzy kraje bałtyckie płacą taką samą sumę na utrzymanie całego systemu. Z tych pieniędzy opłacane jest utrzymanie misji zagranicznej i wykonywanie przez jej pilotów lotów bojowych. Natomiast za loty treningowe nasi goście płacą sami. Koszty rotacji załóg podczas misji są dzielone. Litwa pokrywa koszty sześciu lotów spartanów podczas każdej zmiany na jej potrzeby, a ewentualne pozostałe pokrywa państwo wysyłające kontyngent.

Często dochodzi do naruszeń Waszej przestrzeni przez samoloty rosyjskie?
– To się zdarza od czasu do czasu. Podczas polskiej zmiany jeszcze się nie zdarzyło rzeczywiste naruszenie, ale niestety bywa. Rosjanie używają różnych typów samolotów. Głównie transportowych, ale też myśliwców. Znany jest przypadek rozbicia się na terytorium Litwy rosyjskiego Su-27 we wrześniu 2005 roku. Wówczas wleciał on na nasze terytorium. Ale można wziąć książkę o rosyjskim lotnictwie, gdzie omawiane są różne typy samolotów i wszystkie je tu zobaczyć w locie.

Taki ruch chyba nie wynika tylko z potrzeb zaopatrzenia obwodu kaliningradzkiego?
– To jest pewien pokaz siły. Przynajmniej niektóre loty tylko tak można logicznie wytłumaczyć.

Pamięta Pan, jak wyglądało powstanie w 1990 r. armii litewskiej jako sił zbrojnych państwa odzyskującego niepodległość? Nie mieliście innych żołnierzy niż wyszkoleni w Armii Czerwonej.
– Ja osobiście nie byłem świadkiem wydarzeń w Wilnie w 1990 roku. Dużo oficerów, którzy byli Litwinami, przeszło po prostu z Armii Czerwonej. Było też bardzo dużo ochotników. Ci cywile wstępowali do wojska i stanowili na początku połowę sił zbrojnych. Ja sam jestem pilotem i instruktorem śmigłowców. Otrzymałem promocję oficerską w październiku 1991 roku po ukończeniu Wyższej Szkoły Lotniczej w Syzraniu nad Wołgą. A już w styczniu 1992 roku byłem w Armii Litewskiej. U mnie nie było z tym problemu. Ale bywało, że Litwini mieli różne trudności. Decydował dowódca jednostki wojskowej, w której się służyło. Wielu starszych oficerów nie chciano zwolnić ze służby. Innych z kolei nie chciano przyjąć do wojska litewskiego, bo dowództwo nie było pewne, czy będą w pełni lojalni wobec Litwy. Ja byłem młody, dopiero zaczynałem służbę i chętnie mnie przyjęto.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj