fot. PAP/Tytus Żmijewski

Minął termin zmian komunistycznych nazw ulic

Minął termin zmiany nazw ulic, placów, obiektów i instytucji, które kojarzą się z komunizmem. Taki obowiązek na samorządy nakłada ustawa dekomunizacyjna. To pierwszy etap. W przyszłym roku z przestrzeni publicznej mają zniknąć sowieckie pomniki. Polska polityka historyczna nie podoba się jednak Rosji. Szef rosyjskiej dyplomacji stwierdził wczoraj, że w Polsce ma miejsce pranie mózgów w antyrosyjskim duchu.

Samorządy do dziś miały czas aby zmienić komunistyczne nazwy ulic.

– Te zmiany są konieczne, jeżeli poważnie traktujemy nasze państwo. Jeżeli na serio podchodzimy do naszej niepodległości, do naszej niezależności – podkreśla Adam Siwek, dyrektor biura upamiętniania walk i męczeństwa IPN.

W całej Polsce jest ponad 900 ulic, które podlegają tzw. ustawie dekomunizacyjnej. Na dekomunizację nazw ulic nie zgadza się część samorządów w tym. m.in prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Na czwartkowej sesji rady miasta poinformował on, że nie będzie podejmował działań ws. dekomunizacji nazw sześciu gdańskich ulic. Jego zdaniem w przestrzeni publicznej musi panować jakiś pluralizm.

– Być może dla pana Adamowicza złotym okresem Gdańska były lata międzywojenne, kiedy było Wolne Miasto Gdańsk – „Freie Stadt Danzig” i on uważa, że nie ma nic złego w tym, by tak jak wtedy były różne nazwy ulic, tak i również dzisiaj hołubić komunistów – komentuje historyk dr Jerzy Bukowski.

Tam, gdzie samorządy nie podjęły decyzji w sprawie zmian nazw ulic, zrobią to za nie wojewodowie.

– Jeżeli jakiemukolwiek prezydentowi bądź burmistrzowi wydaje się, że powstrzyma ten proces, to jest w błędzie, bo wchodząca ustawa obliguje wojewodów do załatwienia tych spraw za samorządowców, którzy załatwić ich nie chcą – dodał dr Jerzy Bukowski.

W przyszłym roku samorządy mają zająć się usunięciem z przestrzeni publicznej komunistycznych pomników. Dekomunizację krytykuje Rosja. W lipcu rosyjska duma przyjęła apel, w którym określa polską ustawę o zakazie propagowania komunizmu jako „bluźnierczy akt władz polskich” i podkreśla, że nie można wybaczyć tym, „którzy znieważają pamięć żołnierzy” Armii Czerwonej. Wczoraj Polskę zaatakował szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.

– Bardzo niebezpieczne są w dzisiejszej polityce te historyczne fantazje. W Polsce ma miejsce rzeczywiste pranie mózgów skierowane wyłącznie przeciwko Rosji. Jednoczesna deklaracje o gotowości do rozmów i spotkań są na takim tle kompletnie niemożliwe – powiedział szef MSZ Rosji.

Ławrow stwierdził, że w Polsce istnieją ludzie, którzy starają się zwalić winę za wszystkie polskie nieszczęścia.

– Widzę jakąś obsesję związaną z tworzeniem w społeczeństwie atmosfery całkowitej nietolerancji wobec wszystkiego, co dotyczy Rosji. To jest złe, niezgodne z zasadami, jakie Polska podpisała przystępując do ONZ i kiedy powstało OBWE – dodał.

W tym kontekście wymienił oceny paktu Ribbentrop-Mołotow, zawartego przez ZSRR i III Rzeszę w 1939 roku. Mówiąc o wydarzeniach poprzedzających wybuch II wojny światowej, Ławrow oświadczył, że Polska woli nie mówić o tym, że na długo przed paktem Ribbentrop-Mołotow Wielka Brytania i Francja zawarły swoje podobne traktaty z Niemcami.

TV Trwam News/RIRM

drukuj