fot. PAP/Marcin Obara

Min. M. Gróbarczyk: W tej chwili nasze porty rozwijają się chyba najlepiej w historii

Jeszcze parę lat temu nikt nie przypuszczał, że może nastąpić taki wzrost przeładunków, a już o przekroczeniu nieosiągalnej do tej pory wartości 100 milionów ton ładunków nikt nie mógł nawet zamarzyć. W tej chwili nasze porty rozwijają się chyba najlepiej w historii – powiedział w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” minister gospodarki wodnej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk.

„Nasz Dziennik”: Największe polskie porty odnotowały za ubiegły rok rekordowe przeładunki. Skąd tak znakomity wynik?

Min. M. Gróbarczyk: Wynika to z prostej przyczyny: potoki ładunkowe przesunęły się na Bałtyk, a bezwzględnie największymi beneficjentami tych zmian aliansów i wytyczania nowych szlaków transportowych są nasze porty. Jeszcze parę lat temu nikt nie przypuszczał, że może nastąpić taki wzrost przeładunków, a już o przekroczeniu nieosiągalnej do tej pory wartości 100 milionów ton ładunków nikt nie mógł nawet zamarzyć. W tej chwili nasze porty rozwijają się chyba najlepiej w historii.

„ND”: Panie Ministrze, co spowodowało, że więcej ładunków wysyłanych jest do portów na Bałtyku?

Min. M. Gróbarczyk: Z jednej strony to rezultat tego, że zleceniodawcy, armatorzy poszukują tańszych szlaków, z bezpośrednim dostępem do poszczególnych krajów. A z drugiej – poprawy infrastruktury portów, w związku z czym jesteśmy w stanie przyjmować więcej statków i do tego większych, w tym tych wyspecjalizowanych. Poza tym wysoka dynamika wzrostu gospodarczego w państwach Europy Środkowo-Wschodniej wygenerowała popyt na znacznie większe ilości ładunków. Tym samym to dzięki rozwojowi naszych portów największy do tej pory „polski” port za granicą, czyli Hamburg, stał się mniej atrakcyjny. Ładunki, które były wożone do Polski z Niemiec, są teraz rozładowywane w polskich portach.

„ND”: Czy jest jakiś plan, by na tej fali wznoszącej jeszcze poprawić naszą konkurencyjność?

Min. M. Gróbarczyk: Plan rozwoju polskich portów obejmuje strategię dla wszystkich naszych portów. W przypadku portu w Gdańsku, który ma największy potencjał, projektujemy budowę Portu Centralnego na Zatoce Gdańskiej, w Gdyni – budowę portu zewnętrznego, czyli wysunięcie terminalu w stronę morza. A w przypadku Portu Szczecin – Świnoujście – budowę terminalu kontenerowego w Świnoujściu i pogłębienie do 12,5 m toru żeglugowego tak, aby umożliwić wejście do Szczecina większym jednostkom. To są przedsięwzięcia, które już realizujemy.

„ND”: Jaki wpływ na plany rozwoju naszych portów ma Nord Stream?

Min. M. Gróbarczyk: Ten projekt ma zdecydowanie negatywne oddziaływanie na polskie porty. Zresztą to zarząd Portu Szczecin – Świnoujście wniósł do sądu niemieckiego roszczenia co do budowy Nord Stream 2. Miało to miejsce za czasów naszych poprzedników i nie były to skuteczne działania. Obecnie jesteśmy na etapie ciągłych odwołań od decyzji i zgłaszania roszczeń co do wpływu tego gazociągu na rozwój portów, bo położenie go na głębokości 17 metrów z pewnością będzie w przyszłości powodowało ograniczenia transportowe.

„ND”: Zupełnie inna sytuacja jest w małych portach. Czy i one mają szansę na rozwój?

Min. M. Gróbarczyk: Małe porty przed laty przeszły proces quasi-prywatyzacji – przekazane zostały w zarząd komunalny, a zarządy miast w różny sposób podchodzą do ich rozwoju. Na początku tego procesu pozbywały się terenów portowych, a teraz, gdy okazuje się, że inwestorzy nie spełnili oczekiwań, mamy dramatyczne próby odkupienia tych terenów. Ale też potencjał finansowy samorządów jest zbyt mały, aby mogły w nie inwestować. Rozwój gospodarki morskiej chcemy wspierać za pośrednictwem przygotowywanego Morskiego Funduszu Inwestycyjnego, który umożliwi zasilenie tanimi kredytami czy subwencjami właśnie małych portów, aby mogły rozwijać się w zakresie przeładunków, wykorzystując przede wszystkim swój potencjał portowy, a nie deweloperski.

„ND”: Na początku kadencji rząd zapowiadał odbudowę przemysłu stoczniowego po latach rządów poprzedniej koalicji, gdy mieliśmy do czynienia wręcz z jego wygaszaniem w Polsce. W którym miejscu tego procesu jesteśmy obecnie?

Min. M. Gróbarczyk: Znajdujemy się w zasadzie na końcu tego procesu. W resorcie skupialiśmy się na koncentracji branży w zakresie kompetencji ministerstwa. Proces ten cały czas trwa, ale np. stocznie Pomorza Zachodniego: Morska Stocznia Remontowa Gryfia oraz Stocznia Szczecińska weszły pod jurysdykcję naszego ministerstwa. Jest to o tyle istotne, że my – w przeciwieństwie do innych resortów – rozwój przemysłu stoczniowego stawiamy na pierwszym miejscu. A posiadając armatorów, potencjał stoczniowy i środki na działalność w tej sferze, jesteśmy w stanie stworzyć rozwiązania, które pozwolą na odbudowę przemysłu stoczniowego i jego bezpieczne funkcjonowanie. Chcemy wrócić do sytuacji sprzed 2008 roku, kiedy to w Polsce przerabiano w stoczniach 500 tys. ton stali. Obecnie jesteśmy na poziomie przerobu 25-30 tys. ton.

„ND”: Czy biorąc pod uwagę sytuację na rynku światowym, jesteśmy w stanie odbudować swoją pozycję?

Min. M. Gróbarczyk: Jest to niezwykle trudne, ponieważ na lata wypadliśmy z rankingów, a prestiż polskich stoczni, które były jednymi z lepszych na świecie, niestety został zachwiany. Stoczni Szczecińskiej, która była 6. na świecie, jeśli chodzi o produkcję, dzisiaj w tym kontekście nie ma – dopiero się podnosi z gruzów. Ale oczywiście powrót do produkcji stoczniowej musi odbywać się w oparciu o rynek, a więc przede wszystkim z uwzględnieniem produkcji dalekowschodniej i konkurencji europejskiej, która – jak wiemy – zrobi wszystko, aby stocznie u nas funkcjonowały w minimalnej formie. W związku z tym możemy działać, wykorzystując wyłącznie efekt synergii. Polscy armatorzy powinni budować w zasadzie tylko w polskich stoczniach. Tak samo Marynarka Wojenna, która ma na tyle mocne podstawy, aby mogła być budowana w stoczniach polskich. To musi stać się faktem.

RIRM

drukuj