fot. Tomasz Strąg

Min. J. Kwieciński: Problem dostępności dotyczy 30 proc. naszego społeczeństwa

Problem dostępności dotyczy już 30 proc. naszego społeczeństwa – powiedział w środę w TVP Info minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. Dodał, że program dostępność plus to „rewolucja”, ale jej wdrożenie musi potrwać.

„Nie łatwo było doprowadzić do przyjęcia ustawy o dostępności, pierwszą propozycję aktu mieliśmy rok temu” – powiedział Jerzy Kwieciński w TVP Info.

Dodał, że „początkowo chcieliśmy, żeby to tempo zmian było szybsze, ale m.in. samorządy, instytucje i szpitale wskazywały, że tak szybko nie da się tego wszystkiego zrobić”.

„Dajemy więc ten czas tym instytucjom” – powiedział.

„Zapisaliśmy 24 miesiące na dostosowanie od czasu wejścia w życie ustawy. Najpierw miało być to 12 miesięcy, potem półtora roku, jest 2 lata” – zaznaczył.

Dodał, że niektóre instytucje nadal wskazują, że to za mało czasu, dlatego wprowadzamy rozwiązania alternatywne, np. takie, że jeśli w budynku urzędu nie będzie windy, to urzędnik będzie musiał zejść do klienta.

Jerzy Kwieciński dodał, że ustawa „dostępność plus” obok ułatwień architektonicznych w urzędach, szkołach czy szpitalach, zapewnić ma też dostępność cyfrową, informacyjną i komunikacyjną.

Wskazał, że problem dostępności dotyczy 30 proc. naszego społeczeństwa.

„12 proc. naszego społeczeństwa, to osoby niepełnosprawne, 16 proc. to osoby starsze, a będzie więcej, już w 2024 roku będzie to 23 proc. „ – zaznaczył.

Rząd we wtorek przyjął projekt ustawy o dostępności. Zakłada on, że w urzędach, placówkach służby i szkołach znikną bariery architektoniczne i cyfrowe, powstanie Fundusz Dostępności.

Jak podał w komunikacie resort inwestycji i rozwoju, ustawa to część rządowego programu Dostępność Plus. „Ma być taranem, który otworzy drzwi do instytucji publicznych osobom z niepełnosprawnościami, seniorom, rodzicom z dziećmi, generalnie wszystkim, którzy mają specjalne potrzeby”

Projekt ustawy zakłada, że sektor publiczny, na przykład urzędy, szkoły, uczelnie, placówki służby zdrowia, będą musiały zapewnić dostępność architektoniczną, cyfrową oraz informacyjno-komunikacyjną. W praktyce oznaczać to będzie między innymi konieczność montażu pochylni i ramp dojazdowych, zainstalowania specjalnego oznakowania, instalacji sprzętu lub urządzeń ułatwiających poruszanie się lub komunikację, w szczególności dla osób na wózkach, osób głuchych, osób niewidomych.

W indywidualnych przypadkach – jak informuje resort inwestycji i rozwoju – podmiot publiczny będzie mógł zapewnić dostęp alternatywny, polegający w szczególności na zapewnieniu osobie ze szczególnymi potrzebami wsparcia asystenta.

Zgodnie z projektem powstanie też Fundusz Dostępności, z którego finansowane będą działania na rzecz dostępności. To z tego źródła będą na przykład o finansowanie pochylni, rampy czy windy w budynkach użyteczności publicznej i budynkach wielorodzinnych. Wsparcie z funduszu, udzielane będzie w formie pożyczki lub kredytu bankowego (z możliwością częściowego umorzenia) albo dotacji na częściową spłatę kapitału lub odsetek od pożyczek i kredytów udzielanych ze środków innych niż środki funduszu.

Organizacje pozarządowe oraz prywatne podmioty będą mogły wystąpić o specjalny certyfikat potwierdzający, że spełniają wymagania dotyczące dostępności na poziomie wynikającym z przepisów. Będzie on uprawniał do uzyskania pięciu procent zniżki we wpłatach przekazywanych do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Na pytanie o unijny fundusz spójności, który może być mniejszy o 20 proc., szef resortu rozwoju odpowiedział, że rozmowy na ten temat trwają.

„Najważniejsze kwestie do rozstrzygnięcia, to kwestie finansowe, ale od ubiegłego roku nic się nie zmieniło. Mamy na stole propozycję Komisji Europejskiej, która została mocno skrytykowana przez wiele krajów, również przez Polskę” – powiedział Jerzy Kwieciński.

Zauważył, że przewodnictwo w UE w drugiej połowie roku obejmie prezydencja fińska.

„Finowie mówią, że będą chcieli doprowadzić do kompromisu, ale tu wielkiego optymizmu nie ma” – ocenił Jerzy Kwieciński.

Dodał, że większość krajów sądzi, że będzie trzeba poczekać na ostatnią chwilę, na prezydencję niemiecką.

PAP/RIRM

drukuj