fot. PAP/EPA

Mija rok od wydarzeń na Majdanie

Rok temu w starciach z milicją zginęło blisko 80 uczestników protestów na Majdanie w Kijowie. Dwa dni później Ukraina była już zupełnie innym państwem.

Obarczany odpowiedzialnością za użycie broni przeciwko demonstrantom ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz został 22 lutego odsunięty od władzy przez parlament, a potem zbiegł z kraju.

Władzę przejęły ugrupowania prozachodnie. Poseł Jan Dziedziczak mówi że wydarzenia u naszego wschodniego sąsiada potwierdzają słuszność słów śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

– Mówił na wiecu w Tibilisi, że: dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze kraje bałtyckie, a być może kiedyś agresja dojdzie do Polski. Wtedy był wyśmiewany, atakowany przez obóz PO i PSL-u. Do dziś widzimy wyraźnie – niestety – kto miał rację, widzimy też, jak realistycznie patrzył na geopolitykę prezydent Lech Kaczyński, a jak infantylnie choćby aktualny prezydent Bronisław Komorowski, który jeszcze rok temu mówił, że nie wydaje mu się, że do takiej agresji Rosji na Ukrainę może dojść – powiedział Jan Dziedziczak.

Uczestnicy wydarzeń na Majdanie twierdzą, że zdobyli wszystko, o co walczyli; że obalili dyktaturę i mają słabą – ale jednak – demokrację.

RIRM

drukuj