fot. PAP/Marcin Obara

Mieszkaniec Dahlberga 5: Wyszliśmy ze spotkania z prezydent Warszawy z niczym; pozostaliśmy sami z problemem

W czerwcu 2007 r. wyszliśmy ze spotkania z prezydent Warszawy ws. reprywatyzacji kamienicy przy ul. Dahlberga 5 z niczym; pozostaliśmy sami z problemem utraty dachu nad głową – zeznał w poniedziałek przed komisją weryfikacyjną mieszkaniec kamienicy Janusz Baranek.

Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji bada sprawę zwrotu kamienicy przy ul. Dahlberga 5 na warszawskiej Woli. W grudniu 2006 r. prezydent m.st. Warszawy podjął decyzję o ustanowieniu użytkowania wieczystego na okres 99 lat na rzecz dwójki nowych właścicieli. Miasto zachowało 4/12 udziału w tej nieruchomości.

Janusz Baranek zeznał przez komisją, że lokatorzy dowiedzieli się o reprywatyzacji 5 stycznia 2007 r. ok. godz. 22.00, kiedy przyklejone zostały na drzwiach frontowych i na drzwiach od podwórza kartki z informacją, że nieruchomość stanowi własność osób prywatnych, a decyzja jest ostateczna z dniem 4 stycznia 2007 r.

Świadek zeznał, że grupa lokatorów 8 stycznia 2007 r., chcąc wyjaśnić zaistniałą sytuację, udała się do administracji, gdzie potwierdzono wydanie decyzji zwrotowej kamienicy. Z kolei w Zarządzie Gospodarowania Nieruchomościami poinformowano mieszkańców, że jednym ze współwłaścicieli jest Marek M., „handlarz roszczeń”.

Następnym krokiem – zdaniem Baranka – była wizyta w urzędzie dzielnicy Wola, podczas której ówczesny wiceburmistrz Marek Lipiński wyraził zaskoczenie zwrotem kamienicy.

Podczas wizyty w Biurze Gospodarki Nieruchomościami – według zeznań lokatora – mieszkańcy dowiedzieli się, że nie są stroną i niczego się nie dowiedzą, więc zdecydowali się – jak powiedział – „wtargnąć” do sekretariatu ówczesnego dyrektora BGN Marcina Bajko. Zostali tam przyjęci przez b. wiceszefa BGN Jakuba R. (obecnie przebywa w areszcie – PAP), który – według zeznań Baranka – nie potrafił odpowiedzieć na pytania lokatorów i obiecał, że poinformuje ich na piśmie o zwrocie kamienicy.

„W piśmie z dn. 10 stycznia 2007 r. Jakub R. wyjaśnił skomplikowaną procedurę przedmiotowej nieruchomości. Lokatorzy zapoznając się z udostępnioną przez Jakuba R. kopią decyzji pozbawioną danych osobowych ze zdziwieniem spostrzegli, że decyzję z upoważnienia prezydent podpisał właśnie Jakub R.” – mówił Baranek. Dodał, że „zapytany przy innej okazji p.o. dyrektora BGN Marcin Bajko powiedział, że on nie podpisałby decyzji zwrotu kamienicy przy ul. Dahlberga 5”.

Lokatorzy – jak mówił Baranek – w czerwcu 2007 r. spotkali się z prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz. Na spotkaniu byli m.in. przedstawiciele BGN, w tym Jakub R.

„Wraz z lokatorami na spotkanie przybył radny m.st. Warszawy Paweł Terlecki z klubu Prawo i Sprawiedliwość. Zaskoczeniem dla lokatorów była reakcja prezydent na radnego Terleckiego, która podniesionym głosem powiedziała: >>ale zrobiliście sobie wejście, przecież dobrze wiecie, że z PiS nie rozmawiam<<„ – relacjonował Baranek. Dodał, że radny „zażenowany” opuścił salę, „aby nie szkodzić lokatorom swoją obecnością”.

Świadek przyznał, że atmosfera na spotkaniu była nerwowa, a mieszkańcy pytali, co z nimi będzie. Wyrażali obawy, że Marek M. podwyżkami czynszów chce się ich pozbyć i żądali wzruszenia decyzji reprywatyzacyjnej jako niezgodnej z prawem.

„Zawiedzeni spotkaniem lokatorzy wyszli z gabinetu pani prezydent Warszawy z niczym. Pozostali sami z problemem utraty dachu nad głową” – powiedział Baranek.

Świadek mówił, że strony miasta lokatorzy nie uzyskali żadnej pomocy, żadnej obietnicy, że dostaną jakieś lokale zamienne.

Baranek zeznał, że „mieszkańcy szybko zdali sobie sprawę, że są ofiarami bezwzględnych >>czyścicieli kamienic<<. których głównym celem jest pozbycie się niechcianych lokatorów”. Przyznał, że po zwrocie szukał informacji o Marku M. i tak natknął się na artykuł o próbie włamania do mieszkania działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej i jej męża przy ul. Nabielaka 9. Świadek nawiązał kontakt z Brzeskimi, którzy udzielili mu „wielu niepokojących informacji” o Marku M. i „jego metodach pozbywania się ludzi z kamienic”.

Baranek opowiadał o nękaniu lokatorów, o których poinformował prokuraturę. Było to m.in. uporczywe działania mające na celu zmuszenie mieszkańców do opuszczenia budynku i utrudnianie korzystania z lokalu.

Przyznał, że Marek M. zakwaterował w kamienicy swojego wspólnika, który swoim zachowaniem uprzykrzał życie innym lokatorów m.in. przez głośne imprezy. Dodał, że wspólnik M. zorganizował „tydzień piromana”, który polegał na rozpalaniu ogniska na terenie sąsiadującym z kamienicą, do którego wrzucał m.in. opony, materace, drabinę, ławki czy śmieci. Mieszkaniec zeznał, że lokatorom został podwyższony czynsz – najpierw z 2,39 na 16 zł za mkw, a następnie z 16 na 32 zł.

Ocenił, że działania przeciw mieszkańcom odbyły się „przy biernym przyzwoleniu urzędników miasta”.

Pełnomocnik Marka M. złożył wniosek o zezwolenie na opuszczenie posiedzenia przez jego klienta ze względu na stan zdrowia i wezwanie go dopiero na przesłuchanie. Przewodniczący komisji wyraził na to zgodę.

PAP/RIRM

drukuj