fot. R. Sobkowicz/Nasz Dziennik

Miesiąc do wyborów parlamentarnych

Za niecały miesiąc – 25 października – wybierzemy nowy parlament. Dystans pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością oraz Platformą Obywatelską się zwiększa. Rośnie także poparcie dla obozu Zjednoczonej Prawicy.

Główną przyczyną utraty poparcia wyborców dla obozu władzy jest brak zaufania i decyzje z którymi nie zgadza się większość Polaków. Jak choćby zgoda rządu na narzucenie nam kwot uciekinierów z Afryki, których mamy przyjąć.

Według sondażu Ipsos przeprowadzonego dla Wiadomości TVP, Zjednoczona Prawica czyli PiS, Solidarna Polska i Polska Razem może liczyć na 38 proc. poparcia. PO daleko w tyle z wynikiem zaledwie 26 proc. Uzyskanie takiego wyniku daje Zjednoczonej Prawicy 243 mandaty i możliwość samodzielnego rządzenia. Partia Kukiza uzyskała 7 proc. a Nowoczesna Ryszarda Petru oraz PSL 6 proc. Poza Sejmem znalazłaby się Zjednoczona Lewica z 5 proc. poparciem.

Czy PiS ma szansę na utrzymanie tej przewagi, a może nawet jej zwiększenie? Na to pytania stara się odpowiedzieć dr Andrzej Zapałowski z Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Prawo i Sprawiedliwość musi się wsłuchać w oczekiwania nie tylko swojego elektoratu, ponieważ jego elektorat już jest zdefiniowany w głosowaniu na niego, ale także wsłuchać się w elektoraty pokrewne – w elektoraty PiS-u i części elektoratu PO, która uważa, że Platforma przestała już realizować ich oczekiwania – zaznacza dr Andrzej Zapałowski.

Kandydatka na premiera Beata Szydło, która spotkała się z wolontariuszami pomagającymi partii w kampanii, podkreślała, że dziś najważniejszy jest w Polsce dialog.

Słucham Polaków, rozmawiam z Polakami, bo dzisiaj potrzebny jest dialog. Potrzebne jest to wzajemne bycie ze sobą. Dzisiaj w Polsce jest bardzo dużo do zrobienia bardzo dużo wielkich spraw, ale tak naprawdę te wielkie sprawy są tym, o czym wszyscy marzymy – o normalnym życiu w bezpiecznej Polsce. O tym marzą dzisiaj Polacy i my możemy te marzenia spełnić – zaznaczyła Beata Szydło.

Zdaniem analityków, Platforma Obywatelska nie realizuje interesu Polaków i właśnie w takich kategoriach postrzegana jest dziś decyzja o przyjęciu uchodźców pod dyktando Brukseli.

Jednak Ewa Kopacz stara się robić dobrą minę do złej gry, szukając usprawiedliwienia swoich decyzji.

Na tym właśnie polega demokracja, że większość decyduje. Jeżeli więc w Unii Europejskiej zdecydowano, że otwieramy się solidarnie dla tych, którzy uciekają z Afryki przed ochroną swojego życia i zdrowia ze swoimi najbliższymi, ze swoimi małymi dziećmi – to dzisiaj Europa otwiera się solidarnie na pomoc – mówiła premier Ewa Kopacz.

Te decyzje są jednak źle odbierane przez Polaków. Jak pokazują sondaże około 56 proc. Polaków uważa, że rząd Ewy Kopacz źle zrobił zgadzają się na narzucenie nam ilości uciekinierów, których musimy przyjąć.

Jednak, jak wskazuje Marcin Pawlik z Klubu Jagiellońskiego, wynik sondażu może być trochę przekłamany. Zaznacza, że w tzw. „Polsce B”, imigrantów nie chce nawet 80 proc. społeczeństwa. Dodaje, że te 56 proc. może być jedynie w większych miastach, gdzie ludzie nie obawiają się takiej ilości imigrantów.

Nie trudno wywnioskować, że partiom godzącym się na przyjęcie fali imigrantów czyli PO, PSL i SLD, ta sprawa popularności nie przysporzy. W innej sytuacji jest Prawo i Sprawiedliwość – mówi poseł tej partii Jarosław Zieliński.

Nasze stanowisko jest bardzo racjonalne. Polega na tym, że nie odcinamy się od pomocy dla prawdziwie potrzebujących, rzeczywistych uchodźców, ale jednocześnie widzimy priorytety potrzeb. Najpierw powinna być udzielona pomoc dla naszych niedoszłych repatriantów ze Wschodu – wskazuje Jarosław Zieliński.

Wczoraj sejmowa Komisja Finansów Publicznych zdecydowała o tym, że przeznaczony na pomoc polskim repatriantom 1 mln 200 tys. zł posłuży przyjęciu fali imigrantów z Afryki. Ostatecznie, rząd z decyzji tej szybko się wycofał.

TV Trwam News/RIRM

drukuj