fot. PAP/Marcin Obara

Michał Tusk zeznaje przed komisją śledcza ds. Amber Gold

„Na pewno wiedziałem, że spółka Amber Gold, która jest inwestorem w OLT Express, jest firmą, która budzi wiele wątpliwości. Możliwe, że wiedziałem, że Marcin P. miał w przeszłości jeden wyrok” – powiedział Michał Tusk. Syn byłego premiera i szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska składa dziś zeznania przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. Odpowiada na pytania posłów w związku z wątkiem lotniczym afery.

Po upadku należących do spółki linii lotniczych Amber Gold w 2012 r. okazało się, że współpracował z nimi pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku Michał Tusk. Miał się on zajmować obsługą prasową linii OLT Express i analizą ruchu lotniczego z Gdańska. Przed posiedzeniem komisji jej przewodnicząca poseł Małgorzata Wasserman mówiła o wątkach, jakie zostaną poruszone podczas przesłuchania.

Będziemy pytać o moment nawiązania współpracy pomiędzy lotniskiem, spółkami a OLT oraz jaką pracę wykonywał Michał Tusk dla obu tych podmiotów. Będziemy również pytać o to, kiedy dowiedział się o tym, iż jest to firma, za którą stoi wielka piramida finansowa. Spodziewam się spokojnego i rzeczowego przesłuchania i na takie liczę – powiedziała Małgorzata Wassermann.

Wiedziałem, że Amber Gold, która inwestowała w linie lotnicze OLT Express jest firmą, która budzi wiele wątpliwości; wokół tej firmy była podejrzana otoczka – mówił na wstępie swojego przesłuchania przed komisją śledczą Michał Tusk.

W połowie 2011 r. spółka Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express – linie OLT Express rozpoczęły działalność 1 kwietnia 2012 r.

Po upadku OLT Express pod koniec lipca 2012 r. okazało się, że ze spółką współpracował pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku Michał Tusk.

Jarosław Krajewski, poseł PiS, pytał świadka kiedy dowiedział się, że szef Amber Gold Marcin P. jest osobą prawomocnie skazaną za przestępstwa gospodarcze.

„Dokładnej daty oczywiście nie jestem w stanie powiedzieć (…) nie pamiętam czy wiedziałem o konkretnym wyroku. Powiedziałbym tak, że taka podejrzana otoczka wokół Amber Gold była mi znana” – odpowiedział. Zaznaczył, że nie pamięta od kiedy było mu to wiadome.

„Na pewno w listopadzie 2011 r. tak” – dodał.

„Czyli rozumiem, że przed podjęciem formalnej współpracy z OLT Express miał pan wiedzę na temat przestępczej działalności pana Marcina P.” – dopytywał Krajewski.

„To pan powiedział. Nie miałem wiedzy o przestępczej działalności dlatego, że poruszamy się w sferze pewnych niuansów. Nikt nie napisał wprost w 2011 czy 2010 roku, że Marcin P. to przestępca, a Amber Gold to piramida finansowa. To były różnego rodzaju sugestie, opinie” – odpowiedział Michał Tusk.

„Na pewno wiedziałem o tym, że Amber Gold, który jest inwestorem w OLT Express, jest firmą, która budzi wiele wątpliwości” – dodał świadek. Jak mówił, jest też możliwe, że wiedział, iż Marcin P. miał w przeszłości jeden wyrok.

W trakcie przesłuchania Tusk poinformował, że szefa Amber Gold poznał w listopadzie 2011 r., kiedy jako dziennikarz „Gazety Wyborczej” spotkał się z nim, by porozmawiać na temat inwestycji jego spółki w biznes lotniczy.

„Była to zgłoszona inicjatywa, tekst, który chciałem napisać i go napisałem” – powiedział Tusk.

M. Tusk oznajmił, że prezes gdańskiego portu lotniczego Tomasz Kloskowski powiedział mu o tym, iż „jest linia, która się rozwija w Gdańsku, że brakuje jej ludzi”. Tusk mówił, że Kloskowski powiedział mu, iż jego zdaniem posiada on „umiejętności i wiedzę, która mogłaby im się przydać” i spytał czy jest zainteresowany.

„Ja wtedy odpowiedziałem: tak, w sensie potwierdziłem to. To była końcówka 2011 r., albo początek 2012 r.” – dodał M. Tusk.

Jak zeznał, efektem tej rozmowy było jego spotkanie z Marcinem P. i Jarosławem Frankowskim z OLT Express.

„Daty też nie pamiętam dokładnie, na pewno miało to miejsce pomiędzy moją rozmową z Kloskowskim, a podjęciem współpracy fizycznej z OLT Express, czyli podejrzewam, że był to znowu przełom 2011/12 r.; grudzień, styczeń, luty, ten okres czasu” – powiedział.

Krajewski powiedział zaś, że według ustaleń komisji śledczej Michała Tuska od 15 marca 2012 r. łączyła z OLT Express umowa o świadczenie usług doradczych i menadżerskich, zaś od 16 kwietnia 2012 r. był on ponadto zatrudniony w Porcie Lotniczym Gdańsk na pełen etat na stanowisku specjalisty do spraw marketingu, a do zakresu jego obowiązków należała m.in. współpraca z liniami lotniczymi operującymi do i z Portu Lotniczego Gdańsk.

„Czy pan potwierdza?” – zapytał Krajewski. Świadek potwierdził.

„Moja współpraca z OLT Express była elementem mojego życia prywatnego, nie była wprost powiązana z moją pracą na lotnisku w Gdańsku” – mówił przed komisją śledczą ds. Amber Gold Michał Tusk.

Jarosław Krajewski przytoczył maila M.Tuska z 17 lipca 2012 roku do dyrektora zarządzającego OLT Express Jarosława Frankowskiego o treści:

„Rozumiem, że nie planujecie kąsania LOT-u bezpieczeństwem, myślisz, że mogę w takim razie te swoje zestawienie incydentów i zdarzeń z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, podesłać znajomym dziennikarzom, może teraz dla odmiany przywalą LOT-owi”.

Krajewski pytał świadka, dlaczego pisał do Frankowskiego ws. możliwości „przywalenia LOT-owi”. M.Tusk powiedział, że pojawiały się publikacje stawiające pod znakiem zapytania kwestie technicznego bezpieczeństwa operacji OLT Express.

„Zajmowałem się również wsparciem pijarowym OLT Express, więc przejrzałem raporty Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (…) z których wynikało, że w okresie od momentu, jak działa OLT Express, miał on znacznie mniej różnego rodzaju incydentów, niż miał LOT” – zaznaczył.

„W tym momencie zaproponowałem, żeby przygotować tego typu publikację, materiał. To standardowa robota pijarowa” – wyjaśnił M.Tusk.

Krajewski pytał, dlaczego będąc pracownikiem Portu Lotniczego Gdańsk, proponował jednemu z klientów Portu podjęcie działań mających na celu szkodzenie narodowemu przewoźnikowi lotniczemu.

„Wykonywałem dwie prace, pracowałem w Porcie Lotniczym Gdańsk, i jako jego pracownik wtedy, kiedy była taka potrzeba, konieczność, pomagałem wszystkim przewoźnikom, w tym Polskim Liniom Lotniczym LOT, a w tym momencie wykonywałem pracę dla OLT Express i wykonywałem ją tak, jak potrafię, m.in. tworząc tego typu raporty, czy publikację” – powiedział M.Tusk.

Poinformował, że Frankowski nie odpowiedział mu na jego maila.

„Sprawa nigdy nie wyszła poza fazę jakiejkolwiek realizacji” – zapewnił.

Przewodnicząca komisji śledczej Małgorzata Wassermann pytała świadka, jak jego pomoc dla linii lotniczych ma się do przekazywania znajomym dziennikarzom materiałów, w których mają „przywalić” LOT-owi.

M.Tusk powiedział, że mail do Frankowskiego nie była częścią jego pracy dla Portu Lotniczego Gdańsk.

„Ten mail to element mojej pracy (…) w ramach umowy o współpracy z OLT Express. Ten mail nie ma związku z moją pracą na lotnisku” – powiedział.

„Moja współpraca z OLT Express była elementem mojego życia prywatnego, nie była wprost powiązana z moją pracą na lotnisku” – dodał.

Następnie Tusk został zapytany przez posła PiS Jarosława Krajewskiego o to, czy w korespondencji e-mailowej z Jarosławem Frankowskim z OLT Express, posługiwał się „opisem nadawcy Józef Bąk”. Michał Tusk wyjaśnił, że „Józef Bąk” to nazwa skrzynki e-mailowej.

„Z tego, co pamiętam, nie ma żadnego maila, w którym podpisałbym się >>Józef Bąk<<„ – dodał.

Krajewski dalej dociekał, co miało na celu posługiwanie się imieniem i nazwiskiem „Józef Bąk” w korespondencji mailowej z OLT Express.

„Panie pośle, nie posługiwałem się nigdy imieniem i nazwiskiem >>Józef Bąk<< w korespondencji z OLT Express” – powtórzył Tusk. Podkreślił, że skrzynkę e-mailową o nazwie „Józef Bąk” zarejestrował w 2000 roku, kiedy był w drugiej klasie liceum.

„I to była moja prywatna skrzynka mailowa. Korespondencji z użyciem tej skrzynki pocztowej, także z przedstawicielami OLT Express, podpisywałem się nie wiem, inicjałami, tak, jak to jest przyjęte między ludźmi, którzy się znają” – dodał syn b. premiera Donalda Tuska.

Zapewniał też, że każda osoba, która otrzymywała e-maila z tej skrzynki, wiedziała, kto jest autorem wiadomości.

„To jest być może zabawny element; wiem, że on tutaj budzi rozmaite reakcje u członków komisji – od rozweselenia po jakieś niestworzone teorie” – dodał Michał Tusk.

„Rozumiem, że ktoś może sugerować, że nie wiem, w 2000 roku, jak miałem kilkanaście lat, przewidziałem wszystko i sobie przygotowałem anonimowy e-mail” – ironizował świadek, zauważając, że „nie ma żadnego obowiązku”, żeby nazwa skrzynki e-mailowej „była (prawdziwym) imieniem i nazwiskiem”.

„To może być cokolwiek. Istotne jest to, jak się człowiek podpisuje w mailu i czy osoby, które z nim korespondują, wiedzą, iż to jest ta osoba” – argumentował świadek.

Krajewski zapytał następnie dlaczego Tusk nie stworzył na potrzeby współpracy z OLT Express nowego konta e-mailowego, tylko „podawał się – jeśli chodzi o nazwę nadawcy – jako Józef Bąk”.

„Stworzenie adresu mailowego na ogólnodostępnej domenie jest bardzo proste” –  zaznaczył poseł PiS.

W tym momencie odezwał się pełnomocnik Tuska, mec. Roman Giertych.

„Pani przewodnicząca, ja mam taką prośbę – na podstawie art. 148, par. 2 Kodeksu postępowania karnego, prosiłbym o oznaczenie w protokole tej wypowiedzi pana posła, którą przed chwilą wypowiedział jako niestanowiącej ani pytania, ani odpowiedzi świadka” – zwrócił się Giertych do szefowej komisji Małgorzaty Wassermann.

„Informuję pana mecenasa, że w protokole jest wszystko – zarówno pytania, jak i odpowiedzi” – odparła posłanka Prawa i Sprawiedliwości.

„Tak, pani przewodnicząca, ale ponieważ art. 148 nakazuje osobie, która chce, aby coś było w protokole zaznaczone, wypowiedzenie tego, to ja niestety będę musiał każdą tego typu sugestię, komentarz, który nie stanowi pytania, oznaczać w protokole osobno” – dodał mecenas.

Michał Tusk, dopytywany dlaczego nie stworzył nowej skrzynki e-mailowej, wyjaśnił, że „Józef Bąk” była jego prywatną skrzynka, której używał od lat i nie widział powodu, żeby ją zmieniać.

„Miałem dużo zajęć z samym zarejestrowaniem działalności gospodarczej, więc rzeczywiście nie przykładałem do tego wagi. Powiem tak: przez cały ten okres, zarówno mojej współpracy z OLT Express, jak i w ogóle okres życia i korzystania z tej skrzynki, nigdy nie było to dla nikogo problemem poza, że tak powiem, osobami, które komentują ten fakt, tworząc teorie i dorabiając do tego jakieś historie niestworzone. Nie miałem żadnego powodu tak naprawdę, żeby rejestrować nowy adres specjalnie na tę okazję” – powiedział Michał Tusk.

Tusk pytany przez posła Kukiz’15 Tomasza Rzymkowskiego, czy przed podjęciem pracy dla OLT Express rozmawiał na temat ze swoim ojcem, ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem, odpowiedział, że nie pamięta dokładnie, żeby na ten temat rozmawiał z ojcem.

„To, co mogę potwierdzić, co pamiętam, to pamiętam, że rozmawiałem z nim wtedy o tym, że chcę przejść na lotnisko i że nie będę pracował w >>Gazecie Wyborczej<< i to ostatnie mu się nie spodobało, że nie będę dziennikarzem, ponieważ to była rzecz, która miała dla niego ogromne znaczenie i uważał, że jest to dobra, bezpieczna i taka właściwa ścieżka rozwoju dla mnie” – mówił.

„Ja teraz nie jestem w stanie panu jednoznacznie potwierdzić po 5 latach, że wtedy mówiłem o tym, że będę pracował w OLT Express, więc na pewno było spotkanie dotyczące, że tak powiem, moich planów życiowych” – dodał.

Dopytywany, czy jego ojciec wyrażał wątpliwości co do podjęcia współpracy z OLT Express M.Tusk podkreślił, że nie prowadzi notatek z rozmów rodzinnych. Pytany, czy nie wyklucza, że taka rozmowa o wątpliwościach, co do jego pracy w OLT Express mogła mieć miejsce odpowiedział: „nie wykluczam”.

Rzymkowski przytoczył w trakcie przesłuchania także zeznania Jarosława Frankowskiego (dyrektora zarządzającego OLT Express – PAP), w których – jak mówił poseł Kukiz’15 – pojawia się stwierdzenie, że szef Amber Gold Marcin P. poinformował go w rozmowie, że Michał Tusk nie był zainteresowany współpracą, bo „tata mu nie pozwolił”.

Pytany, czy potwierdza te zeznania, M. Tusk powiedział, że nie potwierdza.

„Na pewno takich słów nie użyłem, bo to nie jest mój język i to by było dla mnie uwłaczające i w ogóle nie było takiego tematu” – powiedział.

Dopytywany, że wcześniej nie wykluczył rozmowy z ojcem na temat jego wątpliwości co do OLT Express, odpowiedział, że nie wykluczył, iż tematem jego rozmowy z ojcem „mogła być praca dla lotniska lub OLT Express”.

„Nie wiem tego, nie pamiętam, natomiast, skoro nie pamiętam jej za dobrze, tzn. że ona nie mogła być jakąś wyjątkowo stresującą dla mnie rozmową czy zapadającą w pamięć, więc na pewno nie było tam jakichś rad czy obostrzeń, które miałyby skutkować takim komunikatem” – podkreślił M.Tusk.

„Gdyby rzeczywiście było tak, że tata mi zabronił, to w tym momencie, dlaczego miałbym w końcu jednak tę współpracę rozpocząć? Nie widzę tutaj logicznego sensu” – dodał.

Podczas przesłuchania członkowie komisji śledczej nawiązywali do sprawy jednoczesnej współpracy Tuska z liniami lotniczymi OLT Express i pracy w Porcie Lotniczym w Gdańsku.

„Czy pan przynosił Marcinowi P. poufne informacje z lotniska?” – pytała szefowa komisji Małgorzata Wassermann.

Michał Tusk odpowiadając na pytanie zaznaczył, że poza dwoma spotkaniami z szefem Amber Gold Marcinem P., które – jak mówił – „były pewnymi ogólnymi spotkaniami związanymi z rozpoczęciem współpracy”, później nie kontaktował się z Marcinem P. w sprawach merytorycznych. Jak wskazał, w sprawach merytorycznych kontaktował się z ówczesnym dyrektorem zarządzającym OLT Express Jarosławem Frankowskim.

„Nie przekazywałem Jarosławowi Frankowskiemu żadnych informacji, których Port Lotniczy Gdańsk nie przekazuje liniom lotniczym” – podkreślił.

Michał Tusk był pytany o to, dlaczego podjął współpracę z Marcinem P. mając świadomość, jak sam stwierdził, że działalność Amber Gold budzi wątpliwości.

„W pewnym sensie zwyciężyła ciekawość, chęć rozwoju własnego i realizowania siebie w zakresie, jaki mnie interesował” – odpowiedział.

„Na pewno przeprowadzałem sobie takie drzewko decyzyjne, czy warto, podjąłem wtedy oczywiście decyzję, która okazała się być decyzją opartą na złych przesłankach” – powiedział.

Pytanie o to, kiedy świadek dowiedział się o umieszczeniu Amber Gold na liście ostrzeżeń, zadała Joanna Kopcińska z Prawa i Sprawiedliwości. M. Tusk dodał w swej odpowiedzi, że wywiad z Marcinem P. dotyczył jego inwestycji w lotnictwo.

„Wtedy na pewno już wiedziałem” – zaznaczył świadek.

Kopcińska spytała też M. Tuska kiedy i w jaki sposób dowiedział się o kłopotach linii lotniczych OLT Express, których właścicielem była spółka Amber Gold.

M. Tusk odpowiedział, że pierwsze sygnały w tej kwestii „to były anonimowe informacje na forach internetowych”.

„Pamiętam taką jedną szczególnie. To była informacja na forum lotnictwo.net.pl dotycząca tego, że OLT Express nie płaci na catering i to był chyba początek lipca” – powiedział.

M.Tusk dodał, że w międzyczasie słyszał i „gdzieś na lotnisku krążyła taka informacja, że OLT Express nie płaci za opłaty lotniskowe”.

„W połowie lipca była taka sytuacja, że OLT Express ograniczyło mocno działalność i to już było wtedy wiadomo, że sytuacja jest słaba” – powiedział.

Świadek zaznaczył, że potem spotkał jeszcze przypadkowo na lotnisku w Gdańsku dyrektora zarządzającego OLT Express Jarosława Frankowskiego.

„Rozmowa była bardzo krótka, był zdenerwowany i było czuć, że to się wszystko sypie” – powiedział M.Tusk.

Dodał, że nie kojarzy, aby o tych anonimowych wpisach w internecie z kimś rozmawiał.

„Nie pamiętam, abym to wyjaśniał z kimkolwiek” – zeznał.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann dopytywała, czy świadek miał wiedzę o rozliczeniach OLT z gdańskim lotniskiem.

„Dostępu do dokumentów księgowych nie miałem, więc nie mogłem wiedzieć, jakie są stany rozliczeń OLT Express” – odpowiedział M. Tusk. Dodał, że nie pamięta, aby ze strony lotniska ktoś mu mówił o tej kwestii, choć nie wykluczył, że w lipcu 2012 r. mógł mu o tym wspominać prezes Portu Lotniczego w Gdańsku Tomasz Kloskowski.

Pod koniec maja Frankowski pytany przed komisją śledczą, czy wie coś o relacjach Kloskowskiego i Marcina P. i ich ewentualnych spotkaniach, odpowiedział: „było jedno spotkanie, gdzie byliśmy w czwórkę i to było dość ważne spotkanie, kiedy informowaliśmy port w Gdańsku o naszych planach założenia tam bazy lotniczej”. Dopytywany o datę powiedział, że „musiał to być” koniec marca 2012 r.; udział brali w spotkaniu – jak powiedział Frankowski – Marcin P., on, Kloskowski i Michał Tusk.

Kloskowski, który przesłuchany został przez komisję śledczą we wtorek, zaprzeczył, że doszło do takiego spotkania, w którym ze strony OLT Express braliby udział Marcin P. i Frankowski, a ze strony portu on i Michał Tusk.

„To jest nieprawda, takiego spotkania nigdy nie było” – oświadczył Kloskowski.

„Jeżeli tak zeznał pan Frankowski, to kłamał” – dodał.

M. Tusk pytany w środę przez posła Witolda Zembaczyńskiego z Nowoczesnej powiedział, że nie pamięta takiego spotkania.

„Kojarzę coś, że było takie spotkanie i to było spotkanie, w którym OLT Express miało przekazać oficjalnie listę kierunków, wiele takich rzeczy, które mnie, jako pasjonata, bardzo interesowały, więc o ile pamiętam, to rzeczywiście siedziałem w biurze i czekałem, aż zejdzie mój kierownik Adam Skonieczny i nam zreferuje to, czego się dowiedział” – zaznaczył.

„Proszę pamiętać, że moja praca na lotnisku to było dziennie kilka spotkań, z różnymi ludźmi” – dodał M. Tusk.

Dopytywany, czy doszło do spotkania w składzie: on, Kloskowski, Marcin P. i Frankowski, M. Tusk powiedział: „Nie wydaje mi się, nie jestem w stanie (powiedzieć tego) z absolutną pewnością, bo to było 5 lat temu, ja takiego spotkania nie pamiętam, żebyśmy byli w czwórkę”.

Tusk pytany, czy podejmując zatrudnienie w OLT Express był otoczony opieką służb specjalnych w związku z tym, że jego ojciec Donald Tusk sprawował wówczas funkcję premiera, odpowiedział, że „nie spotkał się z symptomami tego typu działań”.

O to, czy nie było konfliktu interesów w kontekście działalności zawodowej świadka w porcie lotniczym i współpracy z należącymi do Amber Gold liniami lotniczymi OLT Express, pytał poseł Witold Zembaczyński (Nowoczesna).

„Dla mnie nie było konfliktu interesów, ponieważ nie miałem ani razu sytuacji, w której musiałem rozważać, że zrobię coś dla jednego, co będzie złe dla drugiego. Takiej sytuacji nie było” – powiedział Tusk.

„(…) Mnie obowiązywał kodeks pracy dla Portu Lotniczego Gdańsk i obowiązywała mnie specyficzna umowa szczegółowa, która określała zakres zadań, które mam wykonywać dla OLT” – dodał.

Zembaczyński dopytywał też świadka, czy posiadał on formalną, pisemną zgodę prezesa lotniska na dodatkowe zatrudnienie.

„Nie, nie miałem formalnej zgody, natomiast to była powszechna wiedza, ja się z tym nie kryłem. Wiedział o tym mój kierownik, moi współpracownicy w dziale, każdy o tym wiedział” – odpowiedział M. Tusk. Zwracał jednocześnie uwagę, że zatrudnianie pracownika linii lotniczych przez lotnisko „może być atutem dla lotniska”.

Polityk Nowoczesnej pytał też o straty gdańskiego lotniska w związku z upadłością spółek OLT Express. We wtorek prezes tego lotniska Tomasz Kloskowski zeznał przed komisją śledczą, że straciło ono 4 mln zł w związku z niezapłaconymi fakturami.

„Te 4 mln zł to niezapłacone opłaty lotniskowe, których i tak by nie było, gdyby OLT Express nie istniało, te niezapłacone faktury by się nie pojawiły. Natomiast pojawiło się dużo innych przychodów, których też by nie było, gdyby nie było OLT Express” – mówił M. Tusk.

„Gdybyśmy podliczyli dokładnie i uczciwie (…) to zapewnie wyszłoby, że lotnisko zarobiło” – dodał.

O rozmowy Michała Tuska z ojcem na temat OLT Express pytał podczas środowego posiedzenia komisji jej wiceszef, Marek Suski z PiS.

„Przed chwilą mówił pan o tym, że tata był niezadowolony, że zrezygnował pan z pracy w >>Gazecie Wyborczej<<, natomiast w wywiadzie dla >>Gazety Wyborczej<< wspomniał pan o swojej rozmowie z ojcem, która miała miejsce w czerwcu (2012 roku – PAP) i w tym wywiadzie stwierdził pan, że pana tacie, Donaldowi Tuskowi, współpraca z OLT Express nie podobała i było to niemądre” – powiedział poseł PiS.

Michał Tusk odparł, że dokładnej daty rozmowy z ojcem nie pamięta; odbyła się latem. Jak dodał, nie jest w stanie też powiedzieć, czy przed spotkaniem ówczesny premier wiedział, że jego syn pracuje dla OLT Express, czy dowiedział się już w czasie spotkania.

„To spotkanie miało charakter taki, jaki jest opisany w tym wywiadzie, tzn. on powiedział, że to jest niemądre” – podkreślił świadek.

Suski dopytywał o reakcję Michała Tuska na argumenty ojca. Syn obecnego szefa Rady Europejskiej odpowiedział, że był świadom „atmosfery podejrzliwości wokół Amber Gold” (spółka ta była właścicielem linii OLT Express).

„Podejrzewam, że dokładnie tych samych argumentów użył mój ojciec. Razem wiedzieliśmy, że to jest, mówiąc tak kolokwialnie, lipa (…), czyli że są pewne podejrzenia wokół Marcina Plichty, że KNF wydała swoje ostrzeżenie wcześniej dotyczące produktów finansowych Amber Gold” – relacjonował Michał Tusk.

Polityk PiS dociekał, dlaczego więc świadek zdecydował się pracować dla „lipy” i pobierał od niej pieniądze. „Jak pan to wytłumaczy?” – spytał Suski.

„To był skrót myślowy, tak jak już odpowiedziałem wcześniej panu posłowi, że wiedziałem o tych zastrzeżeniach, natomiast dowodów żadnych nie było. Amber Gold zasypywał polskie miasta, prasę – od lewa do prawa reklamami dotyczącymi swych produktów i dawał bardzo dużo symptomów legalności swego biznesu” – tłumaczył Tusk.

Stąd – jak przekonywał – „zapewne” jego reakcja na rozmowę z ojcem „nie była zbyt szybka tak naprawdę”.

„Na samą rozmowę tak naprawdę żadnej reakcji nie było. To też świadczy o tym, że żadnych jakiś tam argumentów, które by mną wstrząsnęły, na tej rozmowie nie było” – zaznaczył świadek.

Przyznał też, że mimo wiedzy o „pewnych zastrzeżeniach” dotyczących Amber Gold, podjął „pewne ryzyko” decydując się na współpracę z OLT Express.

„I jest to moja, że tak powiem „broszka”, ja taką decyzję podjąłem i to mnie obciąża, natomiast jeśli chodzi o rozmowę z ojcem, nie dowiedziałem się z niej niczego nowego poza samą opinią ojca o tym, że to, co robię, jest niemądre. Tam pojawił się znowu temat tego, że powinienem pracować jako dziennikarz, bo to było bezpieczne, dobre, właściwe” – mówił Michał Tusk.

„Można powiedzieć, że w pewnym sensie ojciec był dumny z tej mojej pracy  (jako dziennikarza), a to go ewidentnie rozczarowywało” – dodał syn. b. premiera.

PAP/RIRM

drukuj