fot. PAP/EPA

Merkel nie przestraszy Putina

Analiza dr. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego sytuacji na Ukrainie w kontekście wizyty kanclerz Angeli Merkel w Kijowie.

Obietnice Angeli Merkel to zbiór pobożnych życzeń w wymiarze polityczno-militarnym, bo cóż znaczy zakończenie walk na Ukrainie i jednocześnie coraz większe kontrolowanie granicy ukraińsko-rosyjskiej. Granica może być kontrolowana wyłącznie w skutek rozstrzygającego zwycięstwa militarnego Ukraińców nad dywersantami rosyjskimi. Ponieważ jednak Putin na to nie pozwoli będzie podtrzymywał wrzenie i będzie starał się uniemożliwić skuteczną kontrolę granicy ukraińsko-rosyjskiej. Niemcy przecież tego nie zapewnią, a Ukraińcy mogą to zapewnić wyłącznie w drodze wojskowej. Jest to zatem twierdzenie wewnętrznie sprzeczne.

Oczywiście cieszy perspektywa pomocy finansowej dla Ukrainy. Kwestię tę trzeba widzieć bardziej w kategoriach pewnych gestów niezupełnie pozbawionych znaczenia materialnego. Przypomnę, że rząd polski postawił do dyspozycji funduszu stabilizacyjnego strefy euro 6 miliardów 250 milionów euro, a nie 500 milionów, jak w tym przypadku na odbudowę Donbasu stawiają znacznie bogatsze od Polski Niemcy. Zatem marginalizacja Polski w tej rozgrywce wynika z braku aktywności, z braku stosownych decyzji co do przeznaczenia środków materialnych na realizację polskich celów politycznych na tym obszarze. One powinny po pierwsze dotyczyć złamania agresji rosyjskiej, a zatem wsparcia materiałami wojennymi armii ukraińskiej w tym zakresie, w jakim Polska technologicznie i finansowo jest w stanie to zrobić. Wtedy oczywiście bylibyśmy niezbędnym elementem jakiegokolwiek porozumienia. W tej chwili nie jesteśmy.

Co do perspektyw spotkania w Mińsku to myślę, że ono może być ciekawe politycznie, w tym rozumieniu, że mamy do czynienia z rozmnożeniem podmiotów, to znaczy że nie tylko będzie Rosja, ale także Białoruś i Kazachstan, które nie są zachwycone akcją rosyjską dezintegracji terytorialnej sąsiada pod hasłem obrony ludności rosyjskojęzycznej. Zarówno Kazachstan jak i Białoruś mają bowiem poważne obszary i nie mogą uznać logiki Moskwy, która może zmierzać do ich oderwania.

Z drugiej strony sama Ukraina i te części Zachodu, które biorą udział w grze  (Niemcy i Francja) nie będą w stanie rozstrzygnąć, czy narzucić Rosji niczego nierosyjskiego definitywnie zamykającego konflikt. W związku z tym sądzę, że to spotkanie raczej skończy się deklaracjami, czy pewnymi postulatami obu stron, natomiast nieporozumieniem i zamknięciem rozgrywki o Donbas, a faktycznie o całą Ukrainę nie nastąpi. Zamknięcie konfliktu w tej chwili możliwe byłoby tylko w przypadku rezygnacji Rosji z zamiaru destabilizacji kraju, a Rosja z tego nie zrezygnuje, bo to by oznaczało klęskę Putina, czy przyznanie się do porażki na zewnątrz, jak i wewnątrz kraju.

Decentralizacja rozumiana na sposób polski, czyli jako wzrost roli samorządów w administrowaniu państwem jest pożądana, ale nie w warunkach wojennych i przede wszystkim nie może być elementem porozumienia międzynarodowego. To czy Ukraina zechce przyjąć taki, czy inny ustrój wewnętrzny, nikogo nie powinno interesować. To jest sprawa Ukrainy, a nie ustaleń międzynarodowych rosyjsko-niemiecko-francusko-ukraińskich. Byłoby dziwne gdyby Kijów zgodził się na jakiekolwiek zewnętrzne umocowanie własnego systemu wewnętrznego, na sposoby wyłaniania władz i skali ich zależności, bądź niezależności od centrum. To jest poza dyskusją. Jeśli Ukraina się na to zgodzi, to oznaczałoby wasalizację państwa i zbudowanie instrumentu jego stałej destabilizacji przez Rosję. Byłbym bardzo zaskoczony gdyby Poroszenko poszedł na tego typu układy. Niemcy podnosząc tę kwestię czynią nierozsądnie, bo podtrzymują temat wywołany przez Rosję, który nie ma perspektyw pozytywnego zakończenia w warunkach militarnego nacisku rosyjskiego na Ukrainę.

Co do porównywania planu Merkel do planu Marshalla, można to ująć jako gest propagandowy. Wszystko to powinno być postrzegane w kategoriach skali środków materialnych, jakie mogą być przeznaczone na dany program w porównaniu do potrzeb. Ważne jest czy będą to środki odczuwalne społecznie na Ukrainie, czy też będą to środki, o których będziemy rozmawiali w mediach i politycy będą mogli przy okazji rozmaitych wystąpień powoływać się, że to czy tamto zrobiono.

Przypomnę, że dla Grecji, która jest krajem liczącym ok. 10 mln mieszkańców, w stosunku do 45 milionowej Ukrainy przeznaczono jedynie w pierwszej transzy pomocy ponad 120 mld euro, więc jeśli 500 mln euro dla Ukrainy ma zmienić sytuację, to jest nieporozumienie. To, co powiedziałem nie powinno być rozumiane jako narzekanie, że Unia Europejska nie traktuje państw nieczłonkowskich tak, jak traktuje państwa członkowskie, bo to jest naturalne i oczywiste, natomiast to nie uchyla argumentu, że przeznaczenie takich kwot o których mówimy, czyli pół miliarda zamiast 120 mld na 45 milionowy kraj w porównaniu do 10 milionowego kraju nie ma szans zmienić realiów socjalnych w tym państwie i nie będzie miało rozstrzygającego znaczenia strategicznego.

RIRM 

drukuj