Media katolickie w Chile – osiągnięcia i wyzwania

Po zakończeniu procesu uniezależniania się Chile od Królestwa Hiszpanii w 1818 roku i po ustanowieniu systemu republikańskiego zaczęły powstawać w tym kraju ruchy i partie polityczne wspierane – począwszy od lat 40. XIX w. – przez coraz większą liczbę dzienników, które szybko stały się głównymi aktorami na chilijskiej scenie politycznej. Prasa zaczęła pełnić ogromną rolę w kształtowaniu opinii publicznej, w dyskusjach między obrońcami społeczeństwa opartego na zasadach katolickich a zwolennikami społeczeństwa liberalnego, w konsekwencji bardziej zsekularyzowanego.



W klimacie większej swobody wypowiedzi reprezentanci liberalizmu publicznie krytykowali system polityczny dominujący w kraju i rozpowszechniali swoje idee w takich dziennikach i czasopismach, jak: „El Semanario de Santiago” („Tygodnik Santiago”, 1842), „El Crepúsculo” („Brzask”, 1843) oraz pierwszej gazecie codziennej w Santiago „El Progreso” („Postęp”, 1842).

Kościół katolicki zareagował bardzo szybko i założył pismo „La Revista Católica” przy bezpośrednim poparciu arcybiskupstwa w Santiago. Jego redaktorami, poza samym arcybiskupem, była grupa kapłanów, w większości profesorów tamtejszego seminarium duchownego, a więc intelektualnie bardzo dobrze przygotowanych. Założenie „La Revista Católica” było odpowiedzią na panującą wówczas atmosferę w kulturze przepełnioną indyferentyzmem religijnym propagowanym przez prasę liberalną, który hierarchia kościelna w Chile uważała za zjawisko niezwykle groźne dla ówczesnej sytuacji w kraju i dla jego przyszłości.

Co 15 dni „La Revista Católica” starała się przedstawiać „dobroczynny wpływ religii” na wszystkie obszary społeczne, zwłaszcza w kraju w większości katolickim. W ten sposób Kościół zabrał głos, jako ważny protagonista, w pluralistycznej przestrzeni komunikacyjnej, w której toczyła się dyskusja polityczna poświęcona fundamentalnym wartościom, na których powinno się budować tożsamość narodu.

Tak więc, konfrontacja z władzą wykonawczą oraz powstanie środowisk liberalnych i ich prasy stało się faktem. Wszystkie te grupy były zainteresowane „odkatolicyzowaniem narodu” oraz „wykorzenieniem wiary z ludu” poprzez „szydzenie” z Eucharystii, „wyśmiewanie” prawd wiecznych, „negowanie” autorytetu Pisma Świętego, nazywanie katolicyzmu „sektą” i rzucanie obelg pod adresem arcybiskupa i księży. Dlatego żądano, aby dyskusja polityczna była „poważna”, „racjonalna” i „umiarkowana”.

Ponad 300 księży, łącznie z najwyższymi hierarchami kościelnymi w Chile, kierując się troską o konsekwencje, jakie powodowała prasa liberalna w społeczeństwie chilijskim, przystąpiło w 1868 r. do zredagowania dokumentu pt. „Czasopisma niereligijne wobec świadomości katolickiej”. Podkreślano w nim, że publikacje te powodują dziś więcej szkód niż w przeszłości, ponieważ z większą siłą niż książki przenikają do świadomości czytelników: czas publikacji jest szybszy; czytanie prasy staje się codziennym przyzwyczajeniem; publikacje prasowe wzbudzają zaufanie czytelników i w ten sposób osłabiają zdolność do ich krytycznego odbioru.

Duchowieństwo chilijskie, dokonując swoistej diagnozy sytuacji, w jakiej znajdował się kraj, podkreślało, że rozwój „złej prasy” wpisał się w charakter stulecia, w którym „dominuje gorączkowa aktywność, wszędzie patrzy się tylko na korzyść materialną, na zysk, a ludziom nie pozwala się poświęcać czasu na zdobycie wykształcenia poważnego i sumiennego”. Wnioski, które z tego wypływały, wskazywały, że „skoro dziś czas to pieniądz, książka zaś wymaga czasu i drogo kosztuje, a przez to nie odpowiada ludziom”; zatem „książki zostały skazane na zapomnienie i zastąpione przez gazety”.

Stwierdzenie, że czytelnictwo książek zostało zastąpione przez lekturę gazet, bazowało na charakterystycznych walorach przypisywanych prasie: „gazeta jest lepsza i o wiele wygodniejsza; wskazuje nam najciekawsze momenty dnia, wydarzenia handlowe na rynku; otrzymujemy ją w domu o danej godzinie; towarzyszy nam na spacerze, w podróży (…). I po przeczytaniu każdy uważa się za będącego na bieżąco z najbardziej palącymi problemami, nie martwi się już o poszerzanie wiedzy ani nie przyjmuje żadnych uwag: również dyskusja zabiera czas”.

Inną cechą przypisywaną gazetom było stosowanie różnych form atakowania podstaw religii, począwszy „od poważnych artykułów po czasopisma żartobliwe i lekki zapis wydarzeń”. Takie zróżnicowanie formy przy przekazywaniu treści pozwalało prasie „adoptować się do wszystkich poziomów inteligencji, charakterów i upodobań” czytelników.

Jeśli zaś chodzi o poziom czytelnictwa dzienników stwierdzono, że są one dostępne dla wszystkich: „choćby bardzo biedny był jakiś człowiek, prawie nigdy nie zrezygnuje z prenumeraty czasopism; nie ma sklepu, choćby najmniejszego, w którym nie spotkałbyś jakiegoś pisma, a ci, którzy nie są prenumeratorami, chodzą codziennie czytać do swoich przyjaciół i sąsiadów. A jakby tego było mało, gazeta jest wystawiona na widok publiczny przy bramie drukarni i nigdy nie brakuje tam grupy czytelników”. Ten akapit dokumentu jest bardzo ciekawy z punktu widzenia historycznego, ponieważ przedstawia nam obraz sytuacji, w której nie tylko elity czytywały prasę, lecz także inne grupy społeczne, zwłaszcza miejskie, choć o niższym wykształceniu czy mniejszej zasobności portfela.

Wyjściem z tej sytuacji i sposobem stawienia czoła atakom na Kościół katolicki ze strony prasy liberalnej okazało się założenie dziennika „El Estandarte Católico” („Sztandar Katolicki”), który zastąpił „La Revista Católica”, a jego pierwszy numer ukazał się 20 lipca 1874 roku. Ta zmiana strategii medialnej bazowała na przekonaniu Kościoła, iż sposoby komunikacji oraz panująca polityka nie mogą być rzetelnie oceniane poprzez wydawane raz w tygodniu czasopisma, gdyż „dzienniki wrogie religii urosły w liczbę i są wydawane w milionach egzemplarzy w kraju”.

Zadania i cele związane z powstaniem nowego, katolickiego dziennika zostały wyjaśnione na stronie tytułowej pierwszego numeru. Styl dziennikarski był teraz dużo bardziej energiczny i pełen zapału w porównaniu z „La Revista Católica”: „Dziennik jest bronią wojenną, i to najpotężniejszą z broni w czasach, w których żyjemy (…). My jesteśmy prostymi wojownikami, którzy mają pokonać wrogów. Uznaliśmy, że wypełnimy naszą świętą służbę, gdy opowiemy się za obroną religii w codziennych obowiązkach dziennikarza”.

Wyjątkową rolę przypisano możliwości szybkiej reakcji na wydarzenia, jaką umożliwiała gazeta ukazująca się codziennie. Postrzegano to jako znak czasów, w których książki zostały zastąpione przez dzienniki, podobnie jak karoce zostały wyparte przez pociągi: „W czasach kolei żelaznej i telegrafu najbardziej poszukiwaną jakością jest szybkość, z czym jednak wiąże się powierzchność”.

Zakładając dziennik, Kościół katolicki w Chile wychodził naprzeciw swoim oponentom, stając na tym samym poziomie, jeśli chodzi o sposób komunikacji, którego ci używali do rozpowszechniania swoich poglądów. Pomysł, aby zwalczać dzienniki liberalne ich własną bronią, został nawet pochwalony przez Papieża Leona XIII, który przesłał redaktorom błogosławieństwo apostolskie w następujących słowach: „Jako że poprzez dzienniki, bardziej niż przez inne środki, przenika dziś do narodów trucizna rozkładu i niewiary, z radością przyjęliśmy wieść, że aby stawić czoła temu rosnącemu złu, powstało w Chile lekarstwo tej samej natury”.

Założenie dziennika pozwoliło Kościołowi na przedstawianie z większą siłą swojego punktu widzenia. Poprzez „El Estandarte Católico” Kościół wyraźnie zachęcił do walki politycznej przeciw rządom liberalnym, popierając Partię Konserwatywną i stanął w opozycji wobec praw, które miały doprowadzić do sekularyzacji społeczeństwa.

Pomimo przegranej związanej z przyjęciem „ustaw laickich” w latach 80. XIX wieku. Kościół powoli wyzwalał się z interwencji państwa w swoje wewnętrzne sprawy i tą drogą kontynuował wpływ na przestrzeń publiczną. Choć prawdą jest, że nie osiągnął tego, by państwo i jego przedstawiciele nadal byli katolikami, a w systemie edukacji publicznej uczono religii, ale osiągnął to, że społeczeństwo nadal pozostało katolickie, a sam Kościół zachował swoją obecność instytucjonalną podczas różnorakich ceremonii publicznych, np. wiążących się z kultem Matki Bożej z Góry Karmel, Patronki Chile.

Do dzieła, które podjęła hierarchia Kościoła w Chile w XIX wieku, włączyły się również inne gazety redagowane przez księży i świeckich, wśród których warto wyróżnić pismo należące do Partii Konserwatywnej „El Independiente” (1864) oraz niektóre pisma będące własnością sektorów ludowych, takie jak: „Mensajeros del Pueblo” (1870) oraz „El Chileno” (1883).

Wiek XX i wyzwania masowości

W pierwszych latach nowego stulecia prasa chilijska rozpoczęła proces modernizacji, który szedł śladami prasy północnoamerykańskiej, zwłaszcza z Nowego Jorku. Oznaczało to pozyskiwanie czytelników masowych, włączenie reklamy jako głównego nośnika finansowego wydawnictwa; uprzywilejowanie wiadomości, ustanowienie jako priorytetu obiektywnej informacji i pozostawienie komentarza na drugim planie; obsługę nowych frontów informacyjnych (ekonomia, biznes, sport, życie społeczne); zorganizowanie skutecznej dystrybucji, ale także troskę o formalną stronę dziennika poprzez stosowanie nagłówków oraz obrazów. Chciano już nie tylko wpływać na czytelników, lecz także zarabiać. Doprowadziło to do powstania w Chile ważnych firm dziennikarskich. Wyróżniały się dwa dzienniki „El Mercurio” (1900) oraz „El Diario Ilustrado” (1902). Ten ostatni, który przetrwał do 1970 r., narodził się z inicjatywy wpływowych polityków konserwatywnych i miał otwarte poparcie Kościoła katolickiego. Nie były to już czasy księży dziennikarzy, gdyż dziennikarstwo stawało się raczej zawodem i z punktu widzenia ekonomicznego, założenie i utrzymanie pisma stawało się coraz bardziej wymagające. Dziennik ten, stawiając na obiektywizm dziennikarski w społeczeństwie coraz bardziej pluralistycznym, nie ogłosił się wyraźnie katolickim. Podobnie uległa osłabieniu pierwotna bliskość dziennika z duchowieństwem. Było to odbiciem niezadowolenia, z jakim konserwatywny świat chilijski przyjął nauczanie społeczne encykliki „Rerum novarum” (1891). Już jakiś czas później młodzi członkowie partii konserwatywnej, krytykując swoich starszych współwyznawców, założyli nowe ugrupowanie polityczne budowane na zasadach socjal-chrystianizmu.

Podczas gdy w innych krajach na świecie prześladowania religijne miały nowy charakter, dyskusja w Chile skoncentrowała się głównie na kwestii społecznej i na ubóstwie dużej części społeczeństwa, a to wszystko w politycznym kontekście stabilnej demokracji.

Misja księdza Alberta Hurtada

Kościół oddzielił się już od państwa (1920) i działając w przestrzeni prywatnej, koncentrował swój główny wysiłek na rozszerzaniu sieci szkół i uniwersytetów w całym kraju. Główną rolę odgrywał zakon jezuitów, stwarzając silne więzi z młodymi konserwatystami i ze światem robotniczym. W tym kontekście szczególną rolę odegrał młody ksiądz jezuita Alberto Hurtado, który w 1941 r. apelował do sumienia religijnego społeczeństwa chilijskiego, pytając: „Czy Chile jest krajem katolickim?”. Wskazywał na zło, które wywoływało korozję duszy narodowej: ubóstwo, niesprawiedliwość, wady, niskie pensje, brak wykształcenia ludu, niegodne warunki mieszkaniowe, oddalenie biednych od Kościoła i braki kapłanów. Jego propozycją było „zdobycie Chile dla Chrystusa”. Z tym ogromnym wyzwaniem w latach 40. XX wieku przemierzał ubogie dzielnice miast, wspierał powstawanie katolickich związków zawodowych, zakładał schroniska dla ludzi bezdomnych i głosił konferencje skierowane do najbogatszych, aby budzić w nich świadomość społeczną, i do najbiedniejszych, aby podtrzymać ich na duchu i pomóc im w organizowaniu się na rzecz zmiany sytuacji. Ojciec Hurtado, dziś święty Albert, udzielał niezliczonych wywiadów do poczytnych dzienników i czasopism oraz do najważniejszych stacji radiowych w Chile. Jego celem było przekazywanie wszystkim doktryny społecznej Kościoła. Choć bywał krytykowany przez świeckich i duchownych, nawet przez niektórych jezuitów, za styl swoich kazań, nie zaprzestał ciągłego odwoływania się do sumień. Z tym zamiarem, krótko przed śmiercią, założył w październiku 1951 r. pismo „Mensaje” („Wiadomość”), które wychodzi po dziś dzień. Pragnął, aby publikowano w nim artykuły o treści religijnej, społecznej i filozoficznej, aby „ukierunkowywać i stać się świadectwem obecności Kościoła we współczesnym świecie”. W artykule redakcyjnym pierwszego numeru wyjaśniał, że nazwa pisma odwołuje się do „wiadomości, którą Syn Boży przyniósł z nieba na ziemię, a którego brzmienie naszego pisma pragnie przedłużać i stosować do naszej chilijskiej ojczyzny i naszych burzliwych czasów”.

Niezwykłym elementem przesłania ojca Hurtada było pragnienie posłużenia się mediami, aby rozwiązać problem ubóstwa i budować katolicyzm z silnym akcentem socjalnym. Ten projekt zachowuje swoją aktualność także w naszych czasach i jednocześnie stanowi jeden z historycznych fundamentów wiarygodności społecznej katolicyzmu wśród Chilijczyków, obejmując nawet niekatolików.

W stronę nowych platform medialnych: radio katolickie

Dekady lat 40. i 50. XX wieku były złotym okresem dla radia w Chile. Naśladując północnoamerykański model prywatno-komercyjny, chilijski system radiowy obejmował swym zasięgiem niemal cały kraj, a większość domów posiadała odbiorniki radiowe. Były to lata masowych migracji z wiosek do miast, w których zaczęły powstawać slumsy. Stanowiło to poważny problem społeczny, przy okazji którego wspólnoty protestanckie zaczęły dosłownie usuwać Kościół katolicki ze świata miejskiego. Wówczas radio stało się nowym narzędziem docierania do mas; do osób, które praktycznie nie czytywały prasy i żyły w warunkach skrajnego ubóstwa materialnego i duchowego.

W tym kontekście arcybiskupstwo w Santiago wraz z organizacjami kościelnymi wzięło na siebie zadanie prowadzenia najstarszej rozgłośni radiowej w Chile – Radia Chilijskiego – poprzez kupno większościowego pakietu akcji. Wiele diecezji i archidiecezji w kraju, w różnym stopniu, systematycznie nabywało albo zakładało rozgłośnie radiowe, które z biegiem czasu utworzyły prawdziwą sieć stacji katolickich. Większe rozgłośnie katolickie, finansowane przez reklamę, oraz mniejsze, dotowane przez różne organizacje i sponsorów prywatnych, stworzyły wspaniałe ekipy dziennikarskie, zwłaszcza w Santiago i największych miastach prowincji. Służyły również za towarzystwo oraz rozrywkę rodzinom wiejskim i miejskim, a także niosły nauczanie Kościoła i jego pasterzy do każdego zakątka kraju.

Ale nie tylko ewangelizowały, informowały czy zajmowały się rozrywką, lecz również odegrały ważną rolę polityczną. Najpierw w epoce premiera Salvadora Allendego, gdy katolickie rozgłośnie radiowe zdecydowanie odrzuciły ogłoszony w 1972 r. pomysł upaństwowienia edukacji ludowej poprzez projekt Zjednoczonej Szkoły Narodowej (ENU), który ostatecznie się nie powiódł.

Dużo ważniejsza okazała się rola, jaką odegrały katolickie rozgłośnie po przewrocie wojskowym, który obalił premiera Allendego w 1973 r., gdy zaczęły nagłaśniać łamanie praw człowieka przez dyktaturę wojskową i krytykować przypadki wygnań, tortur i zaginięć przeciwników reżimu. Rozgłośnie, nie tylko katolickie, każdego dnia reprezentowały głos biskupów Chile, którzy pragnęli dać schronienie prześladowanym i przepowiadali „nietykalność człowieka ze względu na to, że jest dzieckiem Bożym”. Nawet gdy narzucono duże ograniczenia wolności słowa, to dotknęły one głównie stacje telewizyjne i dzienniki. Niemniej jednak radio i wiele opozycyjnych czasopism, pomimo cenzury i prób likwidacji zdołały informować o tym, co rząd ukrywał przed opinią publiczną, posługując się wieloma „lukami prawnymi”, które na to pozwalały.

W 1986 roku, trzy lata przed końcem rządu Augusta Pinocheta, założono Stowarzyszenie Rozgłośni Katolickich (ARCA), które w owym czasie tworzyło dziewięć stacji radiowych docierających do wszystkich zakątków kraju.

Aktualnie ARCA zrzesza 63 rozgłośnie działające przede wszystkim na falach FM. W większości stacji program jest różnorodny i niekoniecznie o charakterze wyłącznie religijnym. Do tych rozgłośni trzeba dodać 13 własnych, które należą do Radio Maria Chile (nie wchodzącego w skład ARCA), wśród nich jedna na fali FM w Santiago.

Jednak Radio Chilijskie z Santiago musiało zaprzestać emisji na początku 2006 roku. Powodem zamknięcia stacji były poważne problemy ekonomiczne będące skutkiem złego zarządzania. Do tego należałoby dodać konieczność stawienia czoła pojawiającej się konkurencji, wśród której znalazły się radiowe holdingi narodowe i zagraniczne, które posiadały olbrzymie środki finansowe i potencjał ludzki, ale również segmentaryzację słuchalności i reklamy.

Poza goryczą spowodowaną zamknięciem radia istotne było uświadomienie sobie, że Kościół pozostał bez swojej podstawowej rozgłośni na poziomie ogólnonarodowym, gdyż radio przewodziło rozległej sieci terenowych stacji i posiadało niezwykłe biuro prasowe. Niestety, aktualnie w Chile nie jest już możliwe dotarcie z przesłaniem katolickim do słuchaczy na poziomie masowym, co oczywiście stanowi wielką stratę.

Wyzwania telewizji katolickiej: sprawa

Korporacji Telewizyjnej Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego w Chile – Kanał 13

Ta stacja telewizyjna rozpoczęła nadawanie 21 sierpnia 1959 roku. Natychmiast stała się jedyną na świecie, która była kanałem transmisji naziemnej o zasięgu narodowym i skierowanym do publiczności masowej, a jej właścicielami byli – i nadal pozostają – arcybiskupstwo z Santiago oraz Papieski Uniwersytet Katolicki w Chile.

Bez żadnej subwencji kościelnej, prywatnej czy państwowej Kanał 13 zdołał osiągnąć wysoki poziom uznania społecznego i wiarygodności dziennikarskiej, stając się liderem również komercyjnym. Począwszy od lat 90. XX stulecia, gdy pojawiła się telewizja prywatna w Chile, Kanał 13 zaczął tracić uznanie i rentowność, nie tylko z powodu nowej konkurencji, ale także z uwagi na to, że wysokie zyski stacji z poprzednich dekad zostały rozdane w całości pracownikom.

Dlatego w okolicach 1997 roku kanał cierpiał na głęboką zapaść, popadł w poważne długi. Stał się również celem ostrej krytyki duchowieństwa i świeckich z powodu emitowanych treści. Pomimo tych ataków i trudnej sytuacji ekonomicznej, Kościół wraz z uniwersytetem nadal byli zainteresowani utrzymaniem takiego medium, jakim był Kanał 13. Podkreślano, że stacja docierająca do mas mogłaby stać się ważnym narzędziem ewangelizacji, ponieważ – jak podkreślał Papież Jan Paweł II – środki przekazu są „forami konstytutywnymi wspólnoty”, dlatego są pierwszorzędnym narzędziem kształtowania, informowania oraz inspirowania, zwłaszcza młodzieży.

W 2004 roku władze Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego w Chile w porozumieniu z arcybiskupstwem w Santiago zainaugurowały nowy model zarządzania Kanałem 13, tworząc radę (zarząd) z większymi kompetencjami w dziedzinie linii programowej, akceptowania i kontroli budżetu, powoływania odpowiedzialnych za redakcje.

Radę tworzyło 7 członków, którzy rekrutowali się w większości spośród pracowników naukowych uniwersytetu zajmujących się różnymi dziedzinami. Ponieważ pracowałem jako wiceprzewodniczący tej rady w latach 2004-2007, byłem świadkiem wielkich wyzwań, które stały przed nami, i ciągu zmian, które powoli wprowadzaliśmy do różnych obszarów. Między innymi uważaliśmy, że Kanał 13 powinien cechować się linią programową odzwierciedlającą jego tożsamość katolicką i uniwersytecką, zaangażowaną na rzecz propagowania wartości chrześcijańskich i godności człowieka, służby społeczeństwu i poszukiwania prawdy. Rozumieliśmy linię programową nie jako cenzurę, lecz jako wyraźny znak tożsamości, który nas wyróżniał wewnątrz systemu mass mediów. Taki sposób działania przyświecał Kanałowi 13 i nadawał sens jego programom. Uważaliśmy też, że powinniśmy działać dla dobra wspólnego. Dostrzegaliśmy, że takie podejście było rzadko obecne w mediach. W kwestii oferty programowej obserwowaliśmy, że duch konkurencji z innymi stacjami często zachęcał do produkowania łatwych treści sensacyjnych, pospolitych i banalizacji pewnych wspólnych wartości. W tym kontekście należało dążyć do tego, by Kanał 13 stał się stacją rodzinną i zdobył markę kojarzoną z jakością i zaufaniem.

Wprowadzenie tych i innych zmian w firmie liczącej ponad 1000 pracowników i emitującej program 20 godzin dziennie wymagało wielkiego osobistego i zawodowego wysiłku.

Rezultaty przychodziły powoli. Rok później sondaże pokazały, że widzowie postrzegali Kanał 13 jako bardziej rodzinny i najlepiej przekazujący pozytywne wartości.

Uzyskano również dobre wyniki ekonomiczne, z zyskiem rzędu 10 mln USD w latach 2004-2006.

Podsumowując i nie ukrywając wielkich trudności, które trzeba było pokonać, oraz tematów, które pozostały niedokończone, myślę, że nasza stacja z biegiem czasu zaczęła realizować zobowiązanie i wprowadzać w życie przekonanie ekipy profesjonalistów dotyczące tworzenia telewizji pozwalającej na ubogacanie życia ludzi i pomaganie im w ciągłym wznoszeniu wzroku ku górze.


Refleksje końcowe


Myślę, że strategia bycia bardziej konkurencyjnym na rynku oraz stawiania czoła przesłaniu „irreligijnemu” innych stacji była podobna do przyjętej przez Kościół i jego dziennik „El Estandarte Católico” w XIX wieku: zastosowaliśmy broń przeciwnika i użyliśmy jej w służbie Ewangelii Chrystusa, ale nie mówiąc z ambony czy katedry, lecz poprzez kanał docierający do odbiorców masowych. Dzięki temu nasz wybór nie polegał na omijaniu form związanych z reality show, telenowelami czy magazynami, lecz na wprowadzaniu do nich wartości katolickich.

Stało się dla nas jasne, że nie powinniśmy oczekiwać owoców w krótkim czasie, gdyż proces zmian, który zainicjowaliśmy – spotykający się z krytyką ze strony duchownych i świeckich – potrzebował najpierw realizacji poszczególnych etapów, zanim wkroczył w dojrzałą fazę.

Innym wnioskiem było odkrycie, że widzowie odpowiadają entuzjastycznie na treści, które ich jednoczą, wzbudzają poczucie tożsamości, edukują i oferują rozrywkę, na treści, które dają im nadzieję. Widzowie są zainteresowani i otwarci na programy, które niosą pozytywne przesłanie.

Nauczyliśmy się również, że reklamodawcy są gotowi nawet na duże ryzyko i na zaangażowanie w sensowne projekty, które zwiążą ich firmy z programami cieszącymi się zaufaniem i posiadającymi dobrą jakość.

Na zakończenie chciałbym dodać, że tak, jak to uczyniono w przeszłości, zwłaszcza w XIX wieku, kiedy zrozumiano, że wobec twardych wymagań „prasy irreligijnej” katolicy powinni być zdolni do działania odważnego, kreatywnego i profesjonego, tak i dziś powinniśmy odzyskać i uaktualnić owe doświadczenia, aby analogicznie jak wtedy stawić czoła skomplikowanym wyzwaniom w dziedzinie kultury, finansów, technologii i kapitału ludzkiego dzisiejszego świata.

Dziś Kościół zaprasza nas, abyśmy odkryli synergię między spojrzeniem ku górze i tym, co mogą nam zaoferować mass media, zapraszając do poszerzania horyzontów.


Prof. Patricio Bernedo, Pontificia Universidad Católica de Chile

tłum. ks. dr Piotr Roszak


Fragmenty wykładu wygłoszonego podczas II Międzynarodowego Kongresu „Media katolickie na świecie i w Polsce – szanse i zagrożenia”, który odbył się w dniach 21-22 listopada ubiegłego roku w WSKSiM w Toruniu.


drukuj