fot. PAP/Tomasz Gzell

Marcin P. przed komisją śledczą: Ja nic Polakom do zwrócenia nie mam

„Ja nic Polakom do zwrócenia nie mam panie pośle (…) kompletnie nic” – tak Marcin P. skomentował słowa Witolda Zembaczyńskiego (Nowoczesna), że podczas środowego przesłuchania ma niepowtarzalną okazję do tego, by „zwrócić coś Polakom”. Kategorycznie zaprzeczył też, że Amber Gold była piramidą finansową.

Zeznający przed komisją śledczą były szef Amber Gold odmawia odpowiedzi na znaczną część pytań, powołując się na toczące się przeciw niemu postępowanie karne. Odmówił m.in. odpowiedzi na pytanie o kontakty z politykami, a także o to, jacy „profesorowie mu doradzali”.

KPRM musiała mieć wiedzę o tym, co się dzieje ze sprawą Amber Gold; (…) Donald Tusk na pewno miał tę wiedzę; ja bym miał tę wiedzę, gdyby mój syn pracował w takiej spółce i wobec niej toczyło się postępowanie – stwierdził przesłuchiwany.

P. przekonywał też, że nigdy nie było założenia, by Michał Tusk „miał być kamuflażem” dla jego działalności. Nigdy nie został przeze mnie wykorzystany w jakichkolwiek sytuacjach politycznych, czyli wpływów u ojca czy innych osób – powiedział były szef Amber Gold.

Miałem przecieki z ABW, to nie były przecieki od Michała Tuska, ale dostarczane przez osoby trzecie związane z ABW, w tym także przez niektórych dziennikarzy – dodał Marcin P. Jako osobę, która miała uprzedzać go o czynnościach ABW wskazał Emila Marata.

„Marat powoływał się na kogoś z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów; nie pamiętam nazwiska” – mówił Marcin P.

Na pytanie szefowej komisji Małgorzaty Wassermann: „czy na pana Cichockiego?”, odpowiedział: „Być może tak”.

Oficjalny kontakt z funkcjonariuszem ABW po raz pierwszy był 16 sierpnia 2012 roku – zeznał P. Jak dodał, nie jest w stanie stwierdzić, czy był nieoficjalny kontakt z ABW.

B. szef Amber Gold powiedział także, że świadkowie, którzy twierdzą, iż tylko on miał dostęp, który umożliwiał modyfikację danych w systemie księgowym spółki Amber Gold, kłamią. Według niego, takich osób było więcej, m.in. główny informatyk, czy pracownicy działu płatności.

Marcin P. został zapytany przez szefową komisji Małgorzatę Wassermann, czy w systemie księgowym Amber Gold była możliwość usuwania i modyfikacji danych księgowych.

„Dane do systemu COMARCH XL, który był powiązany z systemem AGNET wprowadzało się w dwojaki sposób – były automatyczne przeniesienia danych z systemu AGNET, których edytować w systemie COMARCH XL nie można było i one były automatycznie zapisywane i one musiały być modyfikowane, jeżeli w ogóle ktokolwiek miał uprawnienia do modyfikacji w systemie AGNET lub dane wprowadzane ręcznie do systemu COMARCH XL, które były zapisywane najpierw do bufora, a później przenoszone do księgi głównej” – mówił b. szef Amber Gold.

Marcin P. mówił też, że każdy, kto zwiera umowę, powinien mieć świadomość konsekwencji, jakie ponosi. Podkreślił, że można stracić środki w wyniku umowy na „produkty obarczone ryzykiem”.

„Podejrzewam, że też pewnie byłbym rozczarowany, gdybym stracił swoje środki” – tak P. odpowiedział na pytanie Stanisława Pięty (PiS), czy klienci Amber Gold mogą się czuć rozczarowani. „Jednakże, jest coś takiego, jak warunki umowy i czytając warunki umowy, każdy, kto zwiera umowę, powinien mieć świadomość konsekwencji, jakie ponosi” – oświadczył P.

PAP/RIRM

drukuj