fot. misyjne.pl

M. Rutkowska w „Naszym Dzienniku”: Zbrodniczy ateizm

Przed rozpętaniem wielkiego terroru wobec Kościoła w czasie rewolucji francuskiej modni ulubieńcy salonów sączyli przez lata pełną nienawiści propagandę antykatolicką. Wzniecanie niechęci i wrogości to zawsze pierwszy etap, by łatwiej przejść do fizycznych prześladowań kapłanów i zniszczenia depozytariusza wiary objawionej dwa tysiące lat temu przez Chrystusa. Metody destrukcji zmieniły tylko szaty, mechanizm pozostał ten sam. Gilotyną są dziś przede wszystkim media, które zadadzą śmierć cywilną każdemu, kto powie „non possumus” rozwadnianiu nauki Kościoła.

Dziś front walki budują ręka w rękę lewica, liberałowie, masoneria, wolnomyśliciele, rozliczne sekty. Ateistyczna międzynarodówka, inicjując kolejny etap wojny, wzięła na sztandary – jako nowy „uciskany proletariat” – ludzi o nieuporządkowanych skłonnościach w intymnej sferze życia i wykorzystuje ich do rozszarpania doktryny katolickiej. To, czego nie udało się przeprowadzić w poprzednich rewolucjach – unicestwić Kościoła terrorem, eksterminacją fizyczną, szykanami – teraz ma się dokonać w bardziej aksamitny sposób. Często rękami ludzi nazywających się katolikami, ale którzy „przewrotną nauką fałszują wiarę Bożą, za którą Jezus Chrystus został ukrzyżowany”, ostrzegał wieki temu przed „wilkami w owczej skórze” św. Ignacy Antiocheński. Kościół ma się tak „przystosować” do rzeczywistości, by nie różnić się czymkolwiek od tysięcy innych instytucji życia publicznego. A gdy zamilknie głos nazywający dobro dobrem, zło złem, grzech grzechem, zniknie ostatnia przeszkoda na drodze do ustanowienia świeckiej „światowej religii” – bez Boga, bez Dekalogu, bez rodziny.

Rewolucja wczoraj

„Jeżeli przyjdą zniszczyć Naród, zaczną od Kościoła, bo Kościół jest siłą tego Narodu” – zawsze powtarzał Prymas Stefan Wyszyński. Wojnę Kościołowi wypowiedziały wszystkie rewolucje, od rewolty protestanckiej Lutra przez rewolucję francuską, bolszewicką, przewrót 1968 r., po niszczącą dziś naszą cywilizację rewolucję homoseksualną.

Związek Sowiecki oficjalnie przyjął ideologię ateizmu i z walki z religią uczynił narzędzie do zniszczenia Kościoła i stworzenia ateistycznego społeczeństwa. Trudno nawet dziś spokojnie czytać o ogłoszonej w 1932 r. „pięciolatce antyreligijnej”, która ogłaszała, że „do dnia 1 maja 1937 roku na całym terytorium ZSRS nie powinno pozostać ani jednego domu modlitwy i samo pojęcie boga [sic!] winno zostać przekreślone, jako przeżytek średniowiecza, jako instrument ucisku władz robotniczych”.

Jak zastraszyć, upokorzyć, zniechęcić do wiary i Kościoła? Bezpieka i propagandowe ramię państwa sowieckiego – Związek Bezbożników Wojujących – przećwiczyły wszystkie metody, które stosowali ich francuscy protoplaści. W rewolucyjnej Francji rozpoczęto eskalowanie wrogości wobec Kościoła od konfiskaty dóbr kościelnych i tzw. konstytucji cywilnej kleru. W bolszewii Kościół też najpierw ograbiono z własności, pozbawiono wszelkich praw, a potem podjęto fizyczną rozprawę z księżmi i wiernymi.

Młodzieżowe bojówki bolszewików wpadały do kościołów w trakcie nabożeństw i wszczynały awantury. Mniej wytrwali bali się chodzić do kościoła, jak np. w Kijowie, gdzie bezbożnicy kazali księżom z parafii św. Mikołaja sporządzić listę wszystkich uczęszczających na nabożeństwa, z podaniem nazwisk, zawodu, adresu.

Nienawiść do Kościoła sączyły wydawane w wielomilionowych nakładach antykatolickie książki, gazety, filmy, spektakle teatralne, gdzie kapłani byli zawsze przedstawiani jako kontrrewolucjoniści i krwiopijcy, a wiara jako zabobon i ciemnota. Przez miasta przechodziły obsceniczne maskarady w szatach liturgicznych, publicznie palono na stosach obrazy religijne.

Wrogości do Kościoła katolickiego uczono już od najmłodszych lat. W szkołach kazano dzieciom pluć na krzyż i znieważać symbole religijne. Organizowano konkursy na najbardziej bluźniercze wyzwiska na Pana Boga, urządzano „sąd nad Bogiem”. Programy wszystkich przedmiotów szkolnych podporządkowane były propagandzie ateizmu. „Uczyńmy z każdej szkoły twierdzę antyreligijnego wychowania dzieci i młodzieży” – wzywał Związek Bezbożników.

Katolicy trwali w oporze. Kościół, choć praktycznie zlikwidowany jako instytucja, jako jedyny nie podporządkował się władzy sowieckiej, nie zerwał jedności ze Stolicą Apostolską i zachował jedność. Trudno zapomnieć ostatnie słowa męczennika za wiarę, ks. Konstantego Budkiewicza, rozstrzelanego w Moskwie w 1923 r.: „Proszę oddać moje ostatnie pozdrowienie ks. Cieplakowi i oświadczyć mu, że do ostatniej chwili pozostałem wierny Stolicy Apostolskiej”. Za cenę ogromnych ofiar Kościół ocalił swój autorytet i wiarę w sercach katolików.

Strategia dewiacji

W 1987 r. w amerykańskim piśmie dla homoseksualistów „Guide Magazine” Marshall Kirk pisał bez ogródek: „W krótkim czasie zręczna i bystra kampania medialna może przemienić wspólnotę gejowską w matkę chrzestną cywilizacji zachodniej”. Dwa lata później wydał książkę „Po balu. Jak w latach 90. Ameryka pokona swój strach i nienawiść wobec gejów”. Dziś widzimy, jak sprawnie zapowiedzi stały się faktem. To, co wydawało się rojeniem oderwanych od życia lewicowych intelektualistów, jest obecnie częścią systemu politycznego, prawnego większości krajów Zachodu, które bez oporu skapitulowały przed agresywnym ruchem homoseksualnym, ulegając jego wynaturzonym roszczeniom. Teraz przyszedł czas na Polskę.

Nakreślona przez Kirka w sześciu punktach medialna strategia ma znieczulić społeczeństwo na zagrożenia płynące z uznania homoseksualizmu za normę. Co zrobić, gdy oswajaniu z dewiacją sprzeciwia się Kościół katolicki? Propagandysta radzi: „Skoro konserwatywne Kościoły potępiają gejów, możemy zrobić tylko dwie rzeczy, aby osłabić homofobię głęboko wierzących. Po pierwsze, możemy zamącić wody moralności przez akcentowanie poparcia dla gejów ze strony bardziej umiarkowanych Kościołów, formułowanie teologicznych wątpliwości co do konserwatywnej interpretacji Biblii, wskazywanie na przypadki nienawiści i niekonsekwencji. Po drugie, możemy podkopać moralny autorytet homofobicznych Kościołów, przedstawiając je jako przestarzały zaścianek, nienadążający za czasami oraz najnowszymi osiągnięciami psychologii”.

Środowiska LGBT w Polsce mają otwarty dostęp do wszystkich głównych kanałów informacji i przy pomocy medialnych sojuszników realizują plan Kirka. Dla zmiażdżenia oporu na celownik wzięto ostatnio seminaria duchowne. „Kościół w Polsce został opanowany przez ludzi niekompatybilnych ze współczesnością” – jakże enuncjacje, które spłynęły spod pióra dziennikarza „Gazety Wyborczej”, przypominają stylistykę tekstów propagandowych z lat 50. i 60. minionego wieku. Księża znów nazywani są „propagatorami ciemnoty, ksenofobii i zabobonu”. Kościołowi wytyka się, że zamiast zamknąć się w kruchcie, „wychodzi zza krat na zewnątrz, formuje umysły katechizowanych dzieci, wpływa na wybory polityczne parafian, wywiera naciski na ustawodawców i przywódców politycznych”. „Wylęgarnią” postaw nietolerancji i ksenofobii mają być seminaria duchowne, które „kształcą wrogów demokracji”.

W myśl jakobińskiej taktyki wroga należy wyeliminować albo przynajmniej tak zohydzić, żeby nikomu nie przyszło do głowy traktować go jako autorytet. Tak lobby homoseksualne buduje antykatolicki klimat i daje przyzwolenie na kolejne profanacje w kościołach, ordynarne ataki na biskupów broniących ortodoksji katolickiej. Czas prześladowań Kościoła trwa, ale mamy obietnicę Chrystusa, że „bramy piekielne go nie przemogą”, a On będzie z nami „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Małgorzata Rutkowska, „Nasz Dziennik”

drukuj