PAP/EPA

M. Pompeo w Izraelu mówi, że Hezbollah naraża Liban na niebezpieczeństwo

Przebywający z wizytą w Izraelu sekretarz stanu USA Mike Pompeo określił w czwartek silnie uzbrojoną radykalną szyicką organizację Hezbollah jako zagrożenie dla Libanu. Przed wyjazdem do Bejrutu rozmawiał z władzami Izraela na temat tej wspieranej przez Iran milicji.

Szef amerykańskiej dyplomacji odwiedził także wraz z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu Ścianę Płaczu, co agencja Associated Press określa jako „bezprecedensową wizytę”.

Mike Pompeo, który odbywa podróż po Bliskim Wschodzie, promując twarde podejście administracji prezydenta Donalda Trumpa wobec Iranu, otrzymał ostrzeżenie od Izraela, zaniepokojonego tym, że znów może być na celowniku bojowników Hezbollahu, kończących swoją interwencję w wojnie domowej w Syrii – pisze agencja Reutera.

I dodaje, że Waszyngton coraz głośniej w ostatnim czasie wyrażał zaniepokojenie wpływami Hezbollahu, powtarzając obawy Izraela, którego siły zostały zatrzymane przez tę szyicką milicję podczas drugiej wojny libańskiej w 2006 roku.

Prezydent Izraela Reuwen Riwlin, który przyjął w czwartek Pompeo, powiedział, że premier Libanu Saad Hariri „nie może nikomu powiedzieć, że Liban można oddzielić od Hezbollahu”. Odniósł się w ten sposób do wpływów tego ugrupowania w Libanie, gdzie ma ono swych ministrów w rządzie koalicyjnym, a także deputowanych w parlamencie.

„Jeśli dojdzie do czegoś z terytorium Libanu w kierunku Izraela, to za odpowiedzialnego za to będziemy uważali Liban” – podkreślił prezydent Riwlin.

Mike Pompeo, pytany przez dziennikarzy, jaki przekaz zabierze do Libanu, dokąd ma się udać z Izraela, odpowiedział: „Zamierzamy bardzo jasno przedstawić, jak Ameryka postrzega Hezbollah, oraz nasze oczekiwania co do tego, w jaki sposób sukces Libanu zależy od narodu libańskiego, domagając się, by organizacja terrorystyczna nie miała kontroli nad swoim rządem, nie prowadziła polityki i nie stwarzała zagrożenia także dla swojego kraju”.

Reuters zauważa, że w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych w Libanie partie i pojedyncze osoby, które popierały posiadanie przez Hezbollah arsenału wojskowego, zdobyły większość miejsc w parlamencie. Prezydent Libanu Michel Naim Aoun nazwał uzbrojenie Hezbollahu „zasadniczym elementem obrony Libanu”, z kolei premier Hariri uważa, że posiadanie broni przez Hezbollah jest nielegalne.

Mike Pompeo w czasie wizyty w Izraelu również wzmocnił – jak pisze Reuters – ostrzeżenie Riwlina, że Izrael może wziąć odwet na Libanie za każdy atak ze strony Hezbollahu.

„Wszyscy znamy ryzyko, prawda? Hezbollah robi coś wewnątrz Libanu, ryzyko eskalacji jest realne. Libańczycy tego nie chcą. Izraelczycy tego nie chcą. Amerykanie tego nie chcą” – powiedział.

Izrael wielokrotnie przeprowadzał naloty na Hezbollah w Syrii, gdzie ta szyicka milicja, wspierana przez rosyjskie siły powietrzne, pomagała prezydentowi Syrii Baszarowi el-Asadowi w wojnie domowej z sunnickimi rebeliantami i bojownikami.

Mike Pompeo powiedział Riwlinowi, że Hezbollah wraz z palestyńskim Hamasem i szyickimi rebeliantami Huti w Jemenie, również popieranymi przez Iran, „są zdecydowani, aby zetrzeć ten kraj (Izrael) z powierzchni ziemi, a my (Stany Zjednoczone) mamy moralny i polityczny obowiązek, aby temu zapobiec”.

Reuters zwraca uwagę, że wizyta Pompeo w Izraelu, na trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi w tym kraju, była tam powszechnie postrzegana jako impuls dla premiera Benjamina Netanjahu, który cieszy się bliskimi stosunkami z Trumpem.

Associated Press kładzie nacisk na odwiedzenie przez amerykańskiego sekretarza stanu Ściany Płaczu w towarzystwie premiera Netanjahu. Czyni to Pompeo najwyższym rangą amerykańskim politykiem, który odwiedził to święte dla judaizmu miejsce wraz z liderem państwa żydowskiego.

Mike Pompeo oświadczył, że uważa, iż odwiedzenie Ściany Płaczu wraz izraelskim liderem jest ważne jako wyraz poparcia dla państwa żydowskiego.

„Uważam, że jest to symboliczne, że wysoki rangą przedstawiciel amerykańskich władz pojawia się tam z premierem Izraela” – powiedział sekretarz stanu USA, wskazując, że jest to „ważne miejsce dla wielu wyznań”.

Izrael zdobył Jerozolimę Wschodnią i Stare Miasto podczas wojny sześciodniowej w 1967 r. Przez kilkadziesiąt lat przedstawiciele amerykańskich władz powstrzymywali się od odwiedzania Ściany Płaczu z przywódcami izraelskimi, aby uniknąć wrażenia, że pojawienie się tam oznacza uznanie suwerenności Izraela nad najbardziej newralgicznymi świętymi miejscami w mieście. Palestyńczycy chcą, aby Jerozolima Wschodnia była stolicą ich przyszłego państwa.

Ale administracja Trumpa odwróciła – jak wskazuje AP – o 180 stopni długoletnią politykę, przenosząc w zeszłym roku ambasadę USA do Jerozolimy po uznaniu miasta za stolicę Izraela. Izrael twierdzi, że cała Jerozolima jest jej odwieczną i niepodzielną stolicą.

W przeszłości wielu amerykańskich polityków, w tym prezydent Trump i jego poprzednicy, odwiedzało Ścianę Płaczu prywatnie, ale nigdy wraz z izraelskim liderem, co czyni wizytę Pompeo „bezprecedensową” – podkreśla AP.

W grudniu ub.r. ambasador USA w Izraelu David Friedman pojawił się przy Ścianie Płaczu z Netanjahu, a w styczniu br. doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton – z doradcami izraelskiego premiera.

AP zwraca uwagę, że Pompeo podczas swej podróży po regionie nie ma zaplanowanych spotkań z palestyńskimi władzami, podczas gdy jego poprzednicy tradycyjnie spotykali się z Palestyńczykami, gdy odwiedzali Bliski Wschód. „Izraelczycy i Palestyńczycy żyją obok siebie. Musimy im pomóc wymyślić, jak to zrobić” – powiedział Mike Pompeo.

AP wskazuje, że wraz z uznaniem Jerozolimy za stolicę Izraela administracja USA odcięła opiewającą na setki milionów dolarów pomoc dla Palestyńczyków, co podsyciło kryzys finansowy, z jakim zmaga się Autonomia Palestyńska Mahmuda Abbasa.

PAP/RIRM

drukuj