fot. R. Sobkowicz/Nasz Dziennik

M. Kamiński: ABW za rządów PO-PSL inwigilowała 48 dziennikarzy

Z audytu prowadzonego w służbach specjalnych wynika, że 48 dziennikarzy było inwigilowanych przez ABW w czasach rządów PO-PSL – powiedział minister-koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński (PiS). PO podkreśla, że nie wiadomo, czy chodziło o działania nielegalne.

Kamiński uczestniczył w posiedzeniu sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, która na wniosek PO rozmawiała o przyczynach dymisji komendanta głównego policji insp. Zbigniewa Maja. Został on powołany przez obecny rząd w grudniu 2015 r., ale w lutym 2016 r. ogłosił, że odchodzi. Szef MSWiA Mariusz Błaszczak zapewniał, że w policji jest wszystko w najlepszym porządku. PO pytała m.in., czy Błaszczak próbował weryfikować informacje o rzekomych nielegalnych podsłuchach dziennikarzy.

Nawiązując do tej kwestii Mariusz Kamiński powiedział, że do końca lutego będzie trwał audyt w służbach specjalnych, w ramach którego „badany jest wątek inwigilacji dziennikarzy”.

„Informuję państwa oficjalnie, że w tym momencie istnieje lista 48 dziennikarzy, którzy w czasach rządów Platformy Obywatelskiej i PSL-u byli inwigilowani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego” – powiedział Mariusz Kamiński.

„Być może lista ta ulegnie rozszerzeniu, natomiast 48 osób wykonujących zawód dziennikarza było inwigilowanych przez ABW” – powiedział minister.

Nie odpowiadał na pytania opozycji, jaką formę miała ta „inwigilacja” – czy chodziło o stosowanie technik operacyjnych, czy też np. o pobieranie billingów lub danych geolokalizacyjnych.

Dodał, że audyt nie został jeszcze zakończony, więc obecnie nie może przesądzić, czy inwigilacja wobec dziennikarzy była legalna, czy nie.

Na brak odpowiedzi na pytanie o legalność działań ABW zwraca uwagę ostatni minister, koordynator służb specjalnych w rządzie PO-PSL Marek Biernacki.

„Podejrzewam, że to jest temat rzucony jako zastępczy, żeby przykryć wpadkę z policją” – powiedział Marek Biernacki.

Zaznaczył, że choć jeden przypadek nielegalnego inwigilowania dziennikarzy byłby czymś bardzo nagannym. Zwrócił uwagę, że mogło chodzić o czynności na zlecenie prokuratury (a więc legalne) w takich sprawach jak poszukiwanie źródeł przecieków informacji niejawnych do prasy, „afera taśmowa”, gdzie nagrania krążyły w mediach, lub ewentualna współpraca z Rosją, która prowadzi wojnę informacyjną z Zachodem.

Mariusz Kamiński zapowiedział, że lista dziennikarzy zostanie przekazana posłom z Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Dodał, że o sprawie została poinformowana premier Beata Szydło. „Więc proszę nie zarzucać pani premier jakiejkolwiek dezinformacji w tym zakresie” – powiedział Kamiński.

Odnosząc się do sprawy insp. Maja, Kamiński zauważył, że gdy CBA w maju 2014 r. skierowało do łódzkiej prokuratury materiały dotyczące insp. Maja, ówczesnego wicekomendanta wojewódzkiego policji w Gdańsku, ABW prowadziła postępowanie dotyczące przyznania mu certyfikatu dostępu do informacji tajnych UE i NATO.

„W sierpniu 2014 r. taki certyfikat został wydany” – poinformował Kamiński. Jego zdaniem to niepokojące, że jedna służba rozpracowywała Maja, a druga przyznała mu certyfikat. Tak funkcjonowały służby pod waszymi rządami – zwrócił się Mariusz Kamiński do posłów PO.

Minister podkreślił też, że rozpracowywanie Maja przez CBA, która przekazała informacje do prokuratury, „w żaden sposób nie wpłynęło na jego karierę zawodową”. „Mamy prawo być zaskoczeni i zdziwieni jako ci, którzy przejęli władzę po was, jak funkcjonowały służby, jakie tu zapadały decyzje” – mówił Mariusz Kamiński do posłów PO. Poinformował, że on sam dowiedział się od nowego szefa CBA o sprawie insp. Maja w dniu jego nominacji na szefa policji, ale już po tym fakcie.

O informację na temat powodów dymisji komendanta głównego policji insp. Maja wnioskowała PO. W jej imieniu Marek Wójcik zwrócił uwagę, że odwołanie szefa policji zawsze budzi wątpliwości, a dymisja po dwóch miesiącach na stanowisku musi rodzić bardzo poważne pytania.

Natomiast odwołanie w związku z okolicznościami, które już teraz zostały ujawnione, czyli postępowania prowadzone w Biurze Spraw Wewnętrznych, postępowanie prowadzone w prokuraturze w Łodzi, rzeczywiście powodują, że ta sytuacja ma znamiona skandalu” – ocenił Marek Wójcik.

Jego zdaniem skandalem jest fakt, że „człowiek, w stosunku do którego można sformułować tak wiele oskarżeń, został przez pana ministra (SWiA Mariusza Błaszczaka) rekomendowany pani premier na stanowisko komendanta głównego”.

Wójcik zwrócił też uwagę na liczne zmiany kadrowe na stanowiskach w policji, które – jak mówił – doprowadziły do chaosu i destabilizacji pracy tej formacji. „Niestety, po tych dwóch miesiącach możemy powiedzieć, że upolitycznienie policji doszło do zupełnie niebywałych rozmiarów” – ocenił poseł PO, którego zdaniem czynności policji „zostały w sposób bezprzykładny wykorzystane do gry politycznej i do ataku na opozycję”. Wójcik odwołał się do sprawy rzekomego podsłuchiwania dziennikarzy przez Biuro Spraw Wewnętrznych KGP za czasów poprzedniego rządu.

W odpowiedzi Mariusz Błaszczak zarzucił Wójcikowi, że nie docieka prawy, lecz ma już swoją tezę. Szef MSWiA podkreślił, że Maj sam zrezygnował, a nie został odwołany. „Kiedy brakuje argumentów, to pojawiają się tego rodzaju ataki ze strony opozycji, która – to jest też moje wrażenie – nie może się pogodzić z faktem, że utraciła władzę” – ocenił minister.

„W policji jest wszystko w najlepszym porządku. Polacy mogą czuć się bezpiecznie. Wszystko, czego jesteśmy świadkami, to awanturnictwo polityczne. Niestety, jesteśmy świadkami takiego zachowania opozycji, ale proszę się nie obawiać – w policji pracują tysiące rzetelnych, ofiarnych funkcjonariuszy” – podkreślił minister.

Zaznaczył też, że policja funkcjonowała i funkcjonuje normalnie, czego dowodem są jej sukcesy, w tym zatrzymanie na Malcie podejrzanego o zabójstwo Kajetana P.

„Opowiadałem się i opowiadam za zmianami kadrowymi, dlatego, że ja uważam, że policja jest służbą, w której stanowiska dowódcze powinni piastować oficerowie, którzy są energiczni, nie są wypaleni. Którzy mają odpowiednie doświadczenie, odpowiednie przygotowanie – ten wątek merytoryczny jest tu najważniejszy. Ale też nie ukrywałem tego, że chcemy, aby dowódcami w policji byli funkcjonariusze, którzy przystępowali do policji po 1989 r., a nie do MO” – argumentował Mariusz Błaszczak.

Potwierdził, że przygotowywany jest nowy regulamin KGP, bo zmiany wymaga „czapa” nad polską policją. „Przesuniemy ponad sto etatów z KGP do komend powiatowych” – zapowiedział, potwierdzając zamiar przeniesienia Biura Spraw Wewnętrznych z KGP do MSWiA.

„Nie pracuje z nami ten, kto nie odpowiada naszym standardom, gdy chodzi o bezpieczeństwo kraju” – mówił wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński, odnosząc się do odwołania insp. Maja. Zieliński wskazywał, że gdy informowano o kolejnych sprawach za czasów dowodzącego policją od stycznia 2012 r. do lutego 2015 r. gen. insp. Marka Działoszyńskiego, nie odwołano go ze stanowiska. „Utrzymywaliście tego komendanta długo, w końcu odwołaliście, bo utrzymywać go na stanowisku już dłużej się nie dawało” – dodał minister.

Zieliński przypomniał, że w połowie lipca zeszłego do KGP wpłynął anonim z zarzutami wobec Maja.

„W ślad za tym szef Biura Spraw Wewnętrznych odpisał, że sprawa będzie weryfikowana niejawnie przez Biuro – nie znamy wyników tego badania. O tej korespondencji dowiedzieliśmy się po ujawnieniu innych spraw komendanta Maja. Czy wiedziała o tym minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska, nie wiem. Warto o to zapytać” – mówił, odpowiadając posłowi Edwardowi Siarce (PiS).

Odpowiadając na zarzuty Marii Janyski (PO) i Zbigniewa Sosnowskiego (PSL), że konferencja Zielińskiego i Maja, na której krytykowali wydatki poprzedniej KGP na gabinet komendanta nie przysłużyła się dobrze autorytetowi policji, Zieliński oświadczył, że „w tej 100-tysięcznej formacji 99,99 proc. policjantów i funkcjonariuszy nawet nie może sobie pomarzyć o tym, co zobaczyliśmy w gabinecie komendanta głównego”.

Wójcik ripostował, że obarczanie poprzedniego rządu odpowiedzialnością za powołanie Maja nie jest uczciwe ani honorowe. Nawiązał też do słów Błaszczaka, że w policji wszystko jest dobrze.

Trudno wystawić lepsze świadectwo komendantowi Gajewskiemu (nadinsp. Krzysztof Gajewski był szefem KGP po Działoszyńskim a przed Majem – PAP) i komendantowi Działoszyńskiemu, którzy przecież zarządzali policją przez ostatnie lata, w związku z czym to chyba nie do tego dobrego stanu policji doprowadził komendant Maj, który odszedł z policji raptem po dwóch miesiącach” – zauważył Wójcik.

PAP/RIRM

drukuj