fot. wikipedia.org

Lublin: obchody 36. rocznicy Lubelskiego Lipca 1980

36. rocznicę strajków, które latem 1980 roku przetoczyły się przez Lubelszczyznę, uczczono dziś w Lublinie. Protesty w 150 zakładach pracy, nazwane później Lubelskim Lipcem 1980, poprzedziły strajki na Wybrzeżu i powstanie Solidarności.

Na lubelskim dworcu kolejowym odprawiona została Msza św. Związkowcy, przedstawiciele władz, parlamentarzyści i samorządowcy złożyli kwiaty pod tablicą upamiętniającą strajk na kolei oraz przed pomnikiem „Doli Kolejarskiej” w pobliżu dawnej lokomotywowni. Sparaliżowanie lubelskiego węzła kolejowego należało do najważniejszych wydarzeń tamtej fali strajków.

– Tu na dworcu kolejowym w Lublinie i w województwie lubelskim zaczął się przedostatni etap naszej drogi do wolności.(…) Pojawiły się pierwsze postulaty polityczne, początkowo skromne. To był dodatek drożyźniany, pojawił się też postulat, który poruszył i zaniepokoił władze, aby zrównać zasiłki rodzinne milicji i bezpieki z zasiłkami rodzinnymi robotników – podkreślił wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

„Podpisywano porozumienia, które przynosiły ograniczony sukces: podwyżki wynagrodzeń, premii, zmiany w organizacji pracy, ale też obietnice nowych wyborów do rad zakładowych, co oznaczało pierwszą możliwość dopilnowania wykonania tych postulatów, uzgodnionych z władzami. Robotnicy w swoich porozumieniach zapisywali też gwarancje bezpieczeństwa dla strajkujących, a także zakaz wstępu dla milicji i bezpieki do zakładów pracy” – dodał Terlecki.

Odczytano listy, podkreślające znaczenie lubelskich protestów w 1980 roku, m.in. od prezydenta RP Andrzeja Dudy, premier Beaty Szydło oraz prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego.

Latem 1980 roku fala strajków na Lubelszczyźnie objęła 150 zakładów pracy i około 40 tys. ludzi. Obok innych przedsiębiorstw regionu, stanął też cały lubelski węzeł kolejowy. Kolejarze rozpoczęli protest 16 lipca w lokomotywowni, a potem zastrajkował cały węzeł. Ruch pociągów przez Lublin został na dwa dni zablokowany, a pociągi pasażerskie kończyły kursy pod miastem, skąd dowożono pasażerów komunikacją zastępczą.

Protesty w regionie rozpoczęły się 8 lipca w zakładach PZL Świdnik. Bezpośrednim impulsem do przerwania pracy była podwyżka cen w zakładowej stołówce, dlatego później mówiono, że „zaczęło się od kotleta”. Strajki trwały do 25 lipca.

Po raz pierwszy w PRL protestujący robotnicy pozostali w swoich przedsiębiorstwach, negocjowali z władzami i podpisywali porozumienia. Żądali podwyżek płac, poprawy warunków pracy, lepszego zaopatrzenia, ale także m.in. pociągnięcia do odpowiedzialności winnych marnotrawstwa i nadużyć, ograniczenia biurokracji, nowych wyborów do władz związków zawodowych, wolnej prasy.

Wkrótce po wygaśnięciu protestów na Lubelszczyźnie wybuchły strajki na Wybrzeżu, gdzie korzystano z lubelskich doświadczeń.

 

 

PAP/RIRM/TV Trwam News

drukuj