Lublin: Chcą pokazywać prawdę o tzw. aborcji

Pomimo sprzeciwu urzędników, obrońcy życia wyrazili w Lublinie swoje niezadowolenie finansowaniem przez Ratusz działalności organizacji wspierających tzw. aborcję.

Przypomnijmy, Fundacja „Pro prawo do życia” zwróciła się do miasta o pozwolenie na zorganizowanie pikiety antyaborcyjnej przed lubelskim Ratuszem, jednak urzędnicy odmówili. Sprawa jest kuriozalna, ponieważ gospodarz miasta z ramienia PO zakazał podobnej manifestacji także w czerwcu 2013 roku. Tamtą decyzję, uchylił 10 stycznia Naczelny Sąd Administracyjny, uznając, że prezydent miasta nie miał prawa zabronić organizacji zgromadzenia. Pomimo zakazu, 15. obrońców życia stanęło w południe przed Ratuszem z plakatami ukazującymi zabite w trakcie aborcji dzieci.

– Było nas mniej niż 15 osób i tylko dlatego mogliśmy się tutaj zjawić. Gdyby nas było więcej niż 15 osób prawdopodobnie skończyłoby się mandatem. Są to oczywiście działania bezprawne dlatego, że Naczelny Sąd Administracyjny już raz się wypowiedział, iż nie wolno zakazywać w tym miejscu zgromadzeń publicznych. Prezydent nie uszanował wyroku NSA i zakazał nam kolejnego zgromadzenia publicznego. Jest to bardzo dziwna decyzja prezydenta i wprowadzająca bardzo niebezpieczne standardy w Lublinie. Wolność zgromadzeń jest fundamentem demokracji. Prezydent, nie respektując tej wolności, godzi w dobra konstytucyjne – mówił Krzysztof Kasprzyk z Fundacji „Pro Prawo do Życia”.

Pokazywanie prawdy o aborcji, m.in. poprzez zdjęcia uśmierconych dzieci poczętych ma sens – dodał.

Mamy takie sygnały. Ostatni taki sygnał, tj. z Kraśnika sprzed roku: przyjechała na nasz kurs jedna z dziewczyn, której koleżanka zobaczyła wystawę i nie dokonała aborcji, nie zabiła swojego dziecka. My, między innymi dlatego robimy te wystawy, bo one działają. I mamy więcej takich relacji. Będzie cieplej, na pewno pikiet będzie więcej – zaznaczył Krzysztof Kasprzyk.

RIRM

drukuj