fot. twitter.com/GitanasNauseda

Litwa: nowo wybrany prezydent 16 lipca uda się z wizytą do Polski

Nowo wybrany prezydent Litwy Gitanas Nauseda już 16 lipca, a więc cztery dni po zaprzysiężeniu, uda się z pierwszą zagraniczną wizytą do Warszawy – poinformował w środę szef litewskiej dyplomacji Linas Linkeviczius.

„Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią prezydent elekt z pierwszą wizytą zagraniczną uda się do Polski” – powiedział dziennikarzom Linkeviczius po spotkaniu z Nausedą. Uroczystość zaprzysiężenia prezydenta zaplanowana jest na 12 lipca.

Decyzję o wyborze Polski jako celu pierwszej wizyty Nauseda uzasadnia dużym potencjałem w dalszym rozwoju stosunków dwustronnych w dziedzinie gospodarczej, społecznej, bezpieczeństwa i obronności.

Linkeviczius zaznaczył, że kontakty z innymi tradycyjnymi partnerami Litwy stale będą obecne w kalendarzu nowego prezydenta, ale terminy innych wizyt zagranicznych nie są jeszcze uzgodnione.

Szef litewskiego MSZ wskazał ponadto, iż po zmianie na stanowisku prezydenta w polityce zagranicznej kraju „może dojść do drobnych zmian taktycznych”, nie należy jednak spodziewać się „strategicznych zwrotów”. Już wcześniej Nauseda zapowiedział utrzymanie dialogu z Białorusią i zmianę retoryki wobec Rosji.

„W stosunku do Rosji chciałbym używać słów trochę innych niż te, które były używane dotychczas” – mówił podczas kompanii wyborczej Nauseda. Podkreślał jednak, że „Litwa nie może przymykać oczu na to, co się dzieje na Ukrainie i w innych krajach sąsiednich”.

Jeżeli chodzi o Białoruś, prezydent elekt we wtorek wskazał, że „jest to bardzo ważny sąsiad, bardzo ważny partner”, któremu Litwa „poświęci wiele uwagi”.

„W naszym interesie jest posiadanie za wschodnią granicą niezależnego, samodzielnego i silnego gospodarczo partnera” – powiedział.

Gitanas Nauseda, 55-letni ekonomista i doktor nauk społecznych, 26 maja wygrał wybory prezydenckie na Litwie, pokonując kandydatkę partii konserwatywnej Ingridę Szimonyte. Nauseda jest politykiem proeuropejskim o poglądach centroprawicowych; startował w wyborach jako kandydat niezależny.

PAP/RIRM

drukuj