Lista nie jest bezpieczna

Z doc. Igorem Kuzniecowem, białoruskim historykiem od 20 lat zajmującym się zagadnieniem sowieckich represji na terenie Zachodniej Białorusi, na temat białoruskiej listy katyńskiej rozmawia Adam Białous

Jakie informacje posiada Pan na temat białoruskiej listy katyńskiej?
– Po pierwsze, informacja o białoruskiej liście katyńskiej znajduje się w protokole z 3 marca 1959 r. napisanym przez szefa KGB ZSRS Aleksandra Szalapina. Protokół ten dotyczy m.in. rozstrzelania 7305 Polaków przetrzymywanych w więzieniach NKWD na Zachodniej Ukrainie i Białorusi. Pismo to zostało skierowane do Nikity Chruszczowa, sekretarza generalnego KPZS, jako informacja, że takie archiwalne dokumenty znajdują się w Komitecie Bezpieczeństwa Narodowego ZSRS. Na ukraińskiej liście katyńskiej znajduje się 3435 nazwisk, natomiast lista białoruska zawiera 3870 nazwisk. Mowa o białoruskiej liście katyńskiej jest również w podpisanym przez Ławrientija Berię rozkazie z 22 marca 1940 r. „O opróżnieniu więzień NKWD Ukraińskiej CCP i Białoruskiej CCP”. Tu bardzo ważne jest polecenie, aby z więzień NKWD na Zachodniej Białorusi przewieźć 3 tysiące aresztantów do więzienia NKWD w Mińsku. W rozkazie wyszczególniono, iż do Mińska ma trafić z więzienia w Brześciu 1,5 tys. osób, z więzienia w Wilnie 550 osób, z więzienia w Pińsku 500 osób, z więzienia w Baranowiczach 150 osób oraz 300 osób z innych więzień. Z tego dokumentu wiadomo też, że do siedziby NKWD w Mińsku z łagrów i więzień Beria kazał przewieźć też pewną liczbę aresztowanych funkcjonariuszy polskiej policji państwowej, pracowników polskiego kontrwywiadu oraz żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza. Z wyliczeń wynika, że w centralnym więzieniu NKWD w Mińsku przy ul. Włodarskiego, szczególnie w jego wewnętrznym oddziale, tzw. amerykance, w kwietniu 1940 r. uwięzionych było ponad 5 tysięcy obywateli Rzeczypospolitej. Z tej liczby 3870 osób zostało rozstrzelanych.

Władze w Mińsku twierdzą, że białoruska lista katyńska nie istnieje i że żaden Polak nie został podczas wojny na terenie Zachodniej Białorusi zamordowany przez NKWD.
– Te informacje przekazywane przez władze Białorusi nie mają żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Z dokumentów archiwalnych wynika, że Polaków na terenie Zachodniej Białorusi NKWD mordowało najpierw od 17 września 1939 r. do zakończenia wojny w roku 1945. A oprócz tego w czasie tzw. czystek, tj. likwidacji na tych terenach Armii Krajowej, co trwało od 1944 do 1952 roku. Wiem, że te fakty władze naszego kraju starają się podważyć. Czasem z taką gorliwością, że same sobie przeczą. Dla przykładu, 5772 osoby rozstrzelane w Mińsku przez NKWD w latach 1941-1950 zostały oficjalnie na Białorusi zrehabilitowane. Z tej liczby 25 proc. to byli Polacy, więc jak można twierdzić, że żaden Polak nie został zabity na Zachodniej Białorusi przez NKWD.

Pana zdaniem, władze Białorusi w sprawie białoruskiej listy katyńskiej należy pytać o oficerów czy ogólnie o Polaków?
– Na pytanie dotyczące oficerów polskich z białoruskiej listy katyńskiej władze Białorusi nie będą w ogóle odpowiadać w oficjalnym trybie. A w trybie nieoficjalnym będą zaprzeczać, że jacyś polscy oficerowie zostali zabici przez NKWD na terenie Zachodniej Białorusi. Jeżeli władze Polski chcą uzyskać jakąś konkretną odpowiedź, moim zdaniem, powinny kierować pytania nie o oficerów, ale ogólnie o Polaków z białoruskiej listy katyńskiej.

To jak rozmawiać z władzami Białorusi, aby pomogły w odnalezieniu listy?
– Według mnie, pytania w sprawie białoruskiej listy katyńskiej kierować trzeba przede wszystkim do władz Rosji, gdyż w Moskwie oryginał tej listy jest na pewno. Jednak niezależnie od tego, czy pisma kierowane będą do władz Białorusi czy Rosji, ważne jest, aby ich autorami, nadawcami, były tak wysokie polskie instytucje jak Ministerstwo Spraw Zagranicznych, konsulat polski w Mińsku czy Moskwie oraz Instytut Pamięci Narodowej. Te instytucje powinny też szybko reagować na wypowiedzi podważające istnienie białoruskiej listy katyńskiej, pisząc, że te informacje nie są prawdziwe, nie są zgodne z faktami, z treściami zawartymi w ujawnionych przez Rosję dokumentach archiwalnych. Władzom Białorusi można by też zaproponować powołanie wspólnej komisji, w której skład weszliby historycy i archiwiści Polski i Białorusi. Celem prac tej komisji byłoby dojście do prawdy na temat białoruskiej listy katyńskiej.

Białoruska lista katyńska może znajdować się w archiwum w Mińsku?
– Dopuszczam możliwość, iż egzemplarz białoruskiej listy katyńskiej przechowywany w archiwum w Mińsku mógł ulec zniszczeniu w czerwcu 1941 r., kiedy to Niemcy przeprowadziły zaskakujące uderzenie na ZSRS. Z relacji świadków wiadomo, że archiwum w Mińsku było ewakuowane w takim pośpiechu, iż wiele dokumentów, których wiadomo było, że się nie uda zabrać ze sobą – niszczono. Jednak jeżeli te moje przypuszczenia są nietrafne i lista obecnie znajduje się w mińskim archiwum, to jej los także nie jest pewny, gdyż może zostać zniszczona. Na pewno jednak jej oryginał leży na którejś półce archiwum FSB na Łubiance w Moskwie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj