Księgowa ekwilibrystyka ministra Rostowskiego

Wypowiedź Elżbiety Barys, radcy prawnego, posłanki na sejm III kadencji, dla Radia Maryja.

Według wyliczeń profesora Janusza Jabłońskiego, pracownika departamentu statystyk Narodowego Banku Polskiego, dług naszego kraju oscyluje obecnie na granicy trzech bilionów złotych.

Rząd Donalda Tuska zabiegał w Unii, aby należne funduszom emerytalnym pieniądze wliczały się w dług. To się nie udało. Stąd nastąpiło przesunięcie tych składek na indywidualne konta w ZUS. Próbowano stosować różne zabiegi, np. wliczanie do aktywów niektórych dóbr majątkowych państwa. Ostatnio departament statystyki NBP, konkretnie profesor Jabłonowski, wyliczył, że dług Polski wynosi trzy biliony złotych. Jest to 220% PKB. W tej chwili widać panikę rządu, co z tym fantem zrobić. Jednak patrząc na budżet – żadnego pozytywnego ruchu w celu rozwiązania tego problemu nie ma. Zostaniemy z potężnym długiem, co przekłada się na stagnację gospodarki. Aby pokrywać dług nasze obligacje muszą być bardzo wysoko oprocentowane. Rodzi to sytuację, w której złoty utrzymuje dosyć wysoką wartość, ale jednocześnie jest przedmiotem spekulacji. Nie mamy w państwie kontroli przepływu pieniądza. Jest to podstawowa rzecz pozwalająca na odbudowanie finansów państwowych. Polityka Unii idzie w kierunku braku kontroli nad przepływem pieniądza, co wiąże się z globalną gospodarką.

Tych bilionów złotych nikt nie podważył, nawet minister Rostowski; nie mówiąc o rządzie, zapadło milczenie. Jeżeli się nie kwestionuje tego wyliczenia, nie kwestionuje się metodologii wyliczenia, oznacza to więc prawdziwość tego wyliczenia. Patrząc na zadłużenie poszczególnych sektorów jest ono realne i może oscylować w tych kwotach. Widzę, że ta ekwilibrystyka księgowa jest robiona na potrzeby Unijne – aby jakoś to wyglądało.

Przy takim niskim wzroście nie będziemy w stanie obsługiwać tego zadłużenia, chyba że wzorem Stanów Zjednoczonych i Unii zaczniemy dodrukowywać pieniądz. Miesięcznie w Ameryce drukuje się czterdzieści milinów dolarów.  Może, jeśli i my zaczniemy drukować pieniądze, które i tak nie są nic warte, nie będziemy się przejmować długami. Tylko, że to doprowadzi do wybuchu takiej inflacji, iż nikt nie będzie w stanie jej opanować. Skąd wiemy, że dług jest poważny? Gdy już widzimy, że firmy nie są w stanie pokrywać swoich zobowiązań, to znaczy, że dług wewnętrzny jest bardzo duży. Instytucje publiczne nie płacą prywatnym za usługę i zaczyna się taka sytuacja. Przerabialiśmy już to w latach 80. i 90. Taka sytuacja powoduje brak możliwości rozwoju i brak możliwości obsługi swojego długu.

Po tym wyliczeniu przez departament statystyki NBP, co dziwne, że takie coś się ukazało; rząd zamilkł. Zaczął wykonywać różne, swoje wyleczenia. Czy wliczą dług w jedną rubrykę, czy w inną, nie ma to znaczenia, ten dług trzeba spłacić; inaczej nas zlicytują. Tak samo jest w państwie. Nie możemy powiedzieć nagle, że tego płacić nie będziemy. Gdy patrzymy na łupki, gdzie moglibyśmy pozyskiwać ogromne pieniądze, to jest stagnacja, wręcz zaczynamy się cofać. Owszem, odbywają się odwierty, ale powinno być to przyspieszone. Jeżeli kupujemy za dużo gazu z Rosji, powinniśmy mieć szansę ten gaz odsprzedawać. Trzeba patrzeć tam, gdzie rodzi się  pieniądz. Jeśli patrzy się na administrację, to tam pieniędzy nie jesteśmy w stanie wygenerować. Musimy iść do realnej gospodarki. Można konsolidować części gospodarki, które by dawały efekt. To się nie dzieje od 20 lat. Politycy mówią, że taka dobra jest ta globalna gospodarka. Należy zważyć, że w Polsce nie ma żadnej firmy o zasięgu globalnym. O czym Ci ludzie rozmawiają?

drukuj