fot. PAP/Maciej Kulczyński

Ks. prof. W. Cisło: Nie wolno nam zapomnieć o Syrii

W wywiadzie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja ks. prof. Waldemar Cisło podkreślił, że w przypadku pomocy dla Syrii nie może się powtórzyć sytuacja z wojny w Iraku, gdzie obserwatorom znudziła się trwająca od wielu lat wojna. Nie możemy pozwolić sobie na obojętność wobec osób tam cierpiących – dodał.

RIRM: Jak obecnie wygląda sytuacja w Syrii?

Ks. prof. Waldemar Cisło: Sytuacja w Syrii po ostatnich wydarzeniach bardzo się komplikuje. Nie ma tam stabilizacji, bo nigdy nie wiemy, która ze stron zainteresowanych tym konfliktem przejmie inicjatywę. Raz przejmują ją rebelianci, a innym razem strona rządowa. Jest to ciągłe stąpanie po beczce prochu. Tam wojna trwa już od kilku lat. Zniszczone są tam miejsca pracy, występuje ogromna inflacja, bowiem przed wojną za 1 dolara płaciło się 50 funtów syryjskich, natomiast dzisiaj za 1 dolara płaci się 500 funtów syryjskich. Zatem ludzie, którzy nie mają pracy, a wcześniej mieli oszczędności, dzisiaj tych oszczędności praktycznie już nie mają. Osoby mieszkające w Syrii skazane są na pomoc z zewnątrz. Żeby rodzina mogła egzystować, potrzebuje ok. 100 dolarów miesięcznie. Od samego początku wojny ludzie tam mieszkający otrzymują od nas paczki żywnościowe czy talony, bo chcemy, ażeby mogli sobie czasami coś wybrać, aby nie otrzymywali przez 5 lat ciągle to samo. Dla nich bardzo ważne jest, abyśmy jako chrześcijanie z Europy i innych krajów dali im poczucie stabilizacji i kontynuacji tej pomocy. Kiedy tam byliśmy, to oni nas pytali: „Czy o nas nie zapomnicie?”. W Iraku można odnieść wrażenie, że ponieważ ta wojna trwa tak długo, to sytuacja znudziła wielu obserwatorów i najgorsze, co się wtedy rodzi, to obojętność. Dzisiaj w mediach widzimy na „pasku”, że zginęło np. 50 osób w Bagdadzie, i na wielu osobach nie robi to żadnego wrażenia. Kiedy w Polsce zginą 2-3 osoby, to mamy całodzienny reportaż. Każde życie jest jednakowo ważne. Smutne jest, że ta obojętność się coraz bardziej rozszerza. Musimy robić wszystko, żeby obojętność nie dotknęła kolejnego kraju.

RIRM: W jaki sposób zatem możemy pomóc?

Ks. prof. Waldemar Cisło: Kiedy byliśmy w Syrii, to kilkadziesiąt rodzin, z którymi się spotykaliśmy, mówiło nam, że część z osób miała możliwość wyjazdu, ale tego nie chcieli. Ci, którzy chcieli wyjechać i stać ich było na to, już wyjechali. Pozostali tam najbiedniejsi. W naszym przekonaniu każda pomoc jest ważna. Jeśli ktoś będzie uciekał przed wojną, zarówno z Syrii, jak i Iraku, to my nie możemy mu odmówić tej pomocy.

RIRM: Jakie są tam największe problemy?

Ks. prof. Waldemar Cisło: Przede wszystkim trzeba doposażyć szpitale, o czym mówił nawet Ojciec św. Franciszek. Polacy to robią. M.in. Dolny Śląsk pomaga Aleppo czy polski rząd przekazał środki na to, aby dofinansować czy opłacić leczenie dzieci, których na to nie stać. Przez lata wielu ludzi nie miało wody w blokach. Starsi ludzie musieli schodzić z 2-3 piętra po czystą wodę. Problemem jest również brak prądu, leków itd. Jest to cała mozaika problemów, z którymi ci ludzie się borykają.

RIRM: Sytuacja w Syrii chociaż w najmniejszym stopniu się poprawia?

Ks. prof. Waldemar Cisło: Mamy symptomy powrotu normalności. Otwierane są kawiarnie czy restauracje, więc powoli to życie wraca do normy.

RIRM: Jak wyglądała Syria i Irak przed świętami wielkanocnymi?

Ks. prof. Waldemar Cisło: Ludzie żyjący na tamtych terenach zapewne wielu z nas zawstydzają swoją postawą. Zauważmy, jak często my zwalniamy się z obowiązków religijnych, np. nie chce nam się iść do kościoła, bo zła pogoda, nudny ksiądz itd. Tam ludzie, idąc do kościoła, nie wiedzą, czy w ogóle wrócą. Tam kościoły są wysadzane, a chrześcijanie mordowani. Jest to świadectwo, które powinno nas w Europie poruszać. Byliśmy niedawno w Mosulu, w Dolinie Niniwy, gdzie kościoły są zdewastowane. Niektóre z nich były pozamieniane na strzelnice. W tych ruinach ludzie się dzisiaj gromadzą. Powoli te kościoły sprzątają i przywracają do jakiegokolwiek wyglądu. Ale tam się modlą. Niby są to tylko ruiny, ale w czasie nabożeństwa są pełne.

RIRM: Czy ataki bronią chemiczną i ciągłe groźby zamachów napełniają chrześcijan coraz większym strachem?

Ks. prof. Waldemar Cisło: Ks. bp Kyrillos z Egiptu powiedział w niedawnym wywiadzie dla jednej z gazet, że „jesteśmy gotowi na męczeństwo”. Oni żyją w takim nastawieniu. Możemy się od takiego nastawienia wiele nauczyć. Myślę, że jeśli się pytamy, dzięki czemu Kościół w Europie istnieje, to może dzięki krwi tamtejszych męczenników. Atak bronią chemiczną to sprawa polityczna. Pamiętajmy tylko, ażeby zbyt szybko nie wydawać sądów, bowiem pretekstem do ataku na Irak było posiadanie broni atomowej, której do dziś chyba nie znaleziono. Bądźmy zatem ostrożni.

RIRM: Zatem określenie chrześcijan w Syrii mianem „współczesnych męczenników” nie jest na wyrost?

Ks. prof. Waldemar Cisło: Oczywiście. Pamiętamy chociażby 21 Koptów prowadzonych w pomarańczowych kostiumach. To była jedna z najbardziej poruszających scen. Mamy świadectwa z Maluli, gdzie troje studentów jeden po drugim byli mordowani w coraz bardziej brutalny sposób. Oni zostali męczennikami. Ale takich przykładów jest bardzo wiele. Były jednak osoby, które nie wytrzymywały, bo matki wyrzekały się Chrystusa, żeby chronić swoje córki przed zgwałceniem czy innym pohańbieniem. Są więc różne historie. Jest to wojna, gdzie nikt nie ma kontroli i nikt nad tym nie panuje. Musimy się modlić, ażeby coś takiego się u nas nie stało. Pamiętajmy, że od 70 lat żyjemy bez wojny i oby tak pozostało.

RIRM: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ks. prof. Waldemar Cisło: Dziękuję.

 

RIRM

drukuj