fot. PAP/Radek Pietruszka

Ks. H. Zieliński: „Oszukali papieża”

Zdjęcia papieża Franciszka całującego dłonie Marka Lisińskiego, rzekomej ofiary wykorzystania seksualnego przez księdza, obiegły świat. Tymczasem ostatnie publikacje dziennikarzy, których trudno posądzić o zmowę, podważają wiarygodność bohatera owego happeningu. Na oszustwa byłego już szefa Fundacji „Nie lękajcie się” zgodnie wskazują publikacje Sebastiana Karczewskiego z „Naszego Dziennika” i Katarzyny Włodkowskiej z „Gazety Wyborczej” – akcentuje ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika „Idziemy”.

***

Publikujemy artykuł ks. Henryka Zielińskiego, redaktora naczelnego tygodnika „Idziemy”, który ukazał się w 23 (712), 9 czerwca 2019 r.

Oszukali papieża

Zdjęcia papieża Franciszka całującego dłonie Marka Lisińskiego, rzekomej ofiary wykorzystania seksualnego przez księdza, obiegły świat. Tymczasem ostatnie publikacje dziennikarzy, których trudno posądzić o zmowę, podważają wiarygodność bohatera owego happeningu. Na oszustwa byłego już szefa Fundacji „Nie lękajcie się” zgodnie wskazują publikacje Sebastiana Karczewskiego z „Naszego Dziennika” i Katarzyny Włodkowskiej z „Gazety Wyborczej”.

Karczewski w wydanej przed miesiącem książce „Pedofilią w Kościół” opowiada, jak Lisiński stał się „ofiarą księdza pedofila”. Według ustaleń autora, wszystko zaczęło się od tego, gdy w listopadzie 2007 r. Lisiński zgłosił się do ks. Zdzisława Witkowskiego, podając się za byłego ministranta z parafii, w której ksiądz kiedyś pracował. Poprosił o pożyczkę w wysokości 30 tys. zł, rzekomo na leczenie żony. Kiedy ks. Witkowski zorientował się, że w sprawie choroby żony Lisińskiego został oszukany, zażądał zwrotu pieniędzy. Wówczas Lisiński najpierw przeprosił i zobowiązał się na piśmie do zwrotu pożyczki, a potem w 2008 r. napisał donos do biskupa płockiego Piotra Libery, jakoby w latach 1980- 1981 był wykorzystywany seksualnie przez ks. Witkowskiego.

Po osobistym spotkaniu z Lisińskim płocki biskup pomocniczy Mirosław Milewski uznał jego wyznania za prawdziwe. Ponoć dlatego, że na księdza wcześniej była już skarga. To stanowisko podzielił również bp Libera. Ksiądz Witkowski został ukarany w procesie kanonicznym trzyletnią suspensą oraz dożywotnim zakazem pracy z dziećmi i młodzieżą, mimo że, jak wynika z dostępnych akt, biegły psycholog dawał wiarę księdzu, a promotor sprawiedliwości (kościelny odpowiednik prokuratora) postulował uznanie księdza niewinnym zarzucanych mu czynów. Kongregacja Nauki Wiary nie zgodziła się na przeniesienie księdza do stanu świeckiego, o co wnioskował bp Libera – biskup przyznał to w wywiadzie dla Wirtualnej Polski 6 maja 2019 r. Kongregacja uznała jednak, że dotychczasowa kara nałożona przez biskupa na ks. Witkowskiego jest sprawiedliwa. Karczewski twierdzi jednak, że dokumenty, które trafiły do Kongregacji w tej sprawie są o wiele bardziej obciążające księdza niżeli to, co wynikałoby z ustaleń sądu kościelnego.

Wątpliwości Karczewskiego co do prawdziwych intencji Lisińskiego potwierdza pośrednio również Tomasz Sekielski, autor reportażu filmowego „Tylko nie mów nikomu”. Przyznał on, że sceny z udziałem Lisińskiego zostały usunięte po tym, jak za swój udział w filmie miał on zażądać 50 tys. zł. O kłamstwach i wyciąganiu pieniędzy napisała także Katarzyna Włodkowska w „Gazecie Wyborczej”. Opisała wyłudzenie przez Lisińskiego od kobiety wykorzystywanej w dzieciństwie przez zakonnika dużej sumy pieniędzy, rzekomo na nowatorskie leczenie raka trzustki, na którą to chorobę jakoby cierpiał Lisiński. Faktycznie nie cierpiał na raka. „Marku, skłamałeś” – pisze Włodkowska. Przyznaje, że już wcześniej przyszła jej myśl, że Lisiński „handluje ofiarami”, udostępniając za odpowiednie sumy kontakty do nich. Po tych publikacjach rada Fundacji „Nie lękajcie się” przyjęła dymisję Marka Lisińskiego z funkcji prezesa.

Ostatnio wątpliwości co do nadużyć seksualnych ks. Witkowskiego wobec Lisińskiego podniósł nie tylko portal W Polityce, ale także Wirtualna Polska. Tytuł na tym ostatnim jest nader wymowny: „Ujawniamy tajemnice Marka Lisińskiego. Pożyczył pieniądze, a potem oskarżył księdza o molestowanie”. Po tych publikacjach rzecznik kurii diecezjalnej płockiej Elżbieta Grzybowska wydała 1 czerwca oświadczenie, w którym stwierdza: „Wina duchownego oskarżonego o molestowanie Pana Marka Lisińskiego została potwierdzona podczas prowadzonego przed Sądem Biskupim w Płocku postępowania” oraz: „zebrane materiały, jak i postawa oskarżonego duchownego w toku postępowania kanonicznego, dały podstawy do uznania Pana Marka Lisińskiego za ofiarę molestowania seksualnego”. Wcześniej jednak kuria płocka ujawniła list, w którym Lisiński żąda 200 tys. zł, obiecując za to nie tylko zrzeczenie się wszelkich roszczeń, ale nawet wycofanie się z działalności publicznej w Fundacji „Nie lękajcie się”.

Ale to nie koniec sprawy. W Stolicy Apostolskiej i w Kościele w Polsce trwa dochodzenie, jakim sposobem Marek Lisiński został 20 lutego przedstawiony Franciszkowi jako ofiara księdza pedofila. Ówczesnemu szefowi „Nie lękajcie się” towarzyszyły dwie feministki zaangażowane w jego Fundację: posłanka Joanna Scheuring-Wielgus i publicystka Krytyki Politycznej, radna Warszawy Agata Diduszko-Zyglewska. Cale zajście odbyło się poza udziałem Watykańskiego Sekretariatu Stanu. Grzegorz Górny w artykule na portalu W Polityce sugeruje, że spotkanie mógł ułatwić współpracujący z tym środowiskiem dawny jezuita Stanisław Obirek. Dotychczasowe ustalenia naszej redakcji wskazują jednak na inny trop. Wynika z nich również, że papież Franciszek już wie, iż w sprawie zaaranżowanego happeningu z raportem o pedofilii w Kościele w Polsce i całowania dłoni Marka Lisińskiego został oszukany.

Z wymiany korespondencji między Agatą Diduszko-Zyglewską i Katarzyną Włodkowską wynika, że ta pierwsza nalegała na odłożenie publikacji tekstów o Marku Lisińskim w Gazecie Wyborczej. Materiały na ten temat były bowiem zbierane już od listopada 2018 r. O co chodziło skrajnie lewicowym działaczkom, które musiały już znać niewygodna prawdę o swoim idolu? Ujawnienie tej prawdy przed wyborami znacznie osłabiłoby spodziewany wpływ filmu Sekielskiego na wynik wyborów. A nadziei, że skandal z pedofilią w Kościele rozpętany na ostatniej prostej wpłynie na zmniejszenie poparcie dla prawicy, były aż nadto wyraźnie artykułowane.

ks. Henryk Zieliński

drukuj