fot. PAP/EPA

Kryzys w Nikaragui

Nikaragua od kwietnia boryka się z protestami. Kraj pogrążył się w kryzysie,  po tym jak prezydent Daniel Ortega zapowiedział wprowadzenie nowej reformy, która miała podnieść podatki. Na ulicach wciąż trwają demonstracje przeciwników i zwolenników Daniela Ortegi.

Nikaragua jest pogrążona w najgłębszym od lat 80. kryzysie społeczno-politycznym. Od połowy kwietnia kraj jest podzielony.

– Jest to jedyny rząd, który wspiera nas w ubezpieczeniach społecznych i dlatego jesteśmy tutaj, aby wspierać naszego przywódcę Daniela Ortegę – mówi protestujący mieszkaniec Nikaragui.

– Jest wielu ludzi, którzy zostali niesprawiedliwie uwięzieni. Oni zabili wiele dzieci i młodych ludzi. Chcemy, aby ten kraj powrócił do wolności, aby dyktator Ortega odszedł – podkreśla jedna z protestujących.

I mimo tego, że Daniel Ortega, na skutek licznych protestów zrezygnował z reformy, to one jednak wciąż trwają, a liczba ofiar wciąż rośnie.

– Przyszli tam, gdzie się zgromadziliśmy i zaczęli nas atakować. I właśnie teraz byliśmy na marszu, a oni też strzelali – zaznacza mieszkaniec Nikaragui.

Tak w Nikaragui wygląda każdy dzień. Po tym, jak 18 kwietnia bieżącego roku rząd Daniela Ortegi podniósł podatki i jednocześnie zmniejszył świadczenia emerytalne, na ulice wyszli zarówno ludzie starsi, jak i młodzież. Reakcja rządu była bardzo agresywna, wojsko strzelało do cywilów. W wyniku starć życie straciło blisko 300 osób, a tyle samo zostało uwięzionych.

Zwolennicy Daniela Ortegi twierdzą, że terroryzm obecny na ulicach ich kraju nie jest spowodowany rządami prezydenta. Wczoraj tysiące zwolenników maszerowało ulicami miast, aby wesprzeć swojego przywódcę

– Maszeruję, żeby wezwać do sprawiedliwości. Domagamy się ukarania tych terrorystów, którzy zabili naszą policję, a także aby nastał pokój, który zjednoczy Nikaraguańczyków – wskazuje jeden ze zwolenników Daniela Ortegi.

Daniel Ortega również ogłosił, że demonstracjami manipulują gangi i inne interesy polityczne. Rząd chce rozpocząć negocjacje z obywatelami, jednak najpierw musi nastąpić pokój, a w tej chwili wydaje się to niemożliwe.

TV Trwam News/RIRM

drukuj