fot. pl.wikipedia.org

Kraków: IPN poszukuje ofiar UB na cmentarzu Rakowickim

Badacze z Instytutu Pamięci Narodowej rozpoczęli w czwartek prace poszukiwawczo-ekshumacyjne na cmentarzu Rakowickim w Krakowie – poinformował w czwartek PAP krakowski oddział IPN.

Celem tych prac ma być odnalezienie i przebadanie szczątków żołnierzy z oddziału PAS NZW Tadeusza Gajdy „Tarzana” (Pogotowie Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego), zgrupowania Józefa Kurasia „Ognia” oraz oddziału partyzanckiego „Wiarusy”, pozbawionych życia w latach 1946–1950 – poinformowano w komunikacie prasowym.

Podjęcie badań wiąże się z prowadzonymi przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie śledztwami w sprawie zbrodniczej działalności funkcjonariuszy Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu i Tarnowie, polegającej na zabójstwach, bezprawnym pozbawieniu wolności oraz fizycznym i moralnym znęcaniu się nad działaczami podziemia niepodległościowego w latach 1945–1956 – podał IPN.

Planowane zakończenie prac ma nastąpić 19 października 2017 r.

W poniedziałek specjaliści z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN szukali śladów pochówków na dawnym dziedzińcu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy pl. Inwalidów w Krakowie. Badania nie ujawniły takich śladów.

Jak zapowiadał wówczas Dawid Golik z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, kolejne poszukiwania dotyczyć będą szczątków ofiar na cmentarzu Rakowickim.

„Będziemy szukać tam, gdzie mamy dokumentację z ksiąg cmentarnych i wskazania mówiące jednoznacznie, że były tam pochówki osób zamordowanych z wyroków wojskowego sądu rejonowego czy też zabitych w walce” – powiedział Dawid Golik.

Jak wyjaśnił, nie były to pochówki anonimowe.

„Jeżeli chodzi o Kraków, to mamy to szczęście, że w większości przypadków wpisywano imię i nazwisko tej osoby, mamy konkretne pola grobowe, konkretne kwatery, gdzie te osoby były chowane. Niestety tych informacji z cmentarza nie przekazywano dalej rodzinom, nie można też było udostępniać ksiąg, dlatego część rodzin nigdy nie dowiadywała się, gdzie leżą ich bliscy. I w latach 70. te groby były ponownie zajmowane na nowe pochówki. Tylko i wyłącznie jeżeli udało się przekupić grabarza lub funkcjonariusza bezpieki, dotrzeć do ksiąg, to ludzie wiedzieli o tych pochówkach” – powiedział Dawid Golik.

PAP/RIRM

drukuj