fot. PAP/EPA

Kosztowne wejście do strefy euro

Podczas przystąpienia Polski do strefy euro NBP przekaże do EBC z rezerw walutowych środki o wartości 5474,2 mln euro. Takie wyliczenia podał resort finansów.

Oficjalne aktywa rezerwowe wyniosły w lutym 2013 roku 81 mld 610 mln euro.

Jednak wymiernych start z tytułu przystąpienia jest znacznie więcej podkreśla część ekspertów. Ekonomista dr Marian Szołucha stwierdził, że należy liczyć się z kwotą nie kilku – jak podaje resort finansów – miliardów, ale kilkudziesięciu.

Ponadto jak dodaje doktor tracilibyśmy każdego roku możliwość uzyskiwania przez budżet państwa wpłat z tytułu zysków wypracowanych przez NBP.

– To może się skończyć bardzo złymi konsekwencjami dla Polski. Polskie firmy budowlane bankrutują, podwykonawcy dalej nie mają należnych im środków, a minister mówi opinii publicznej, że wszystko jest dobrze. Wszyscy wiemy, że autostrady i drogi budowane w Polsce są jednymi z najdroższych w Europie. Bardzo przykre jest to, że po mimo wielomiliardowych kwot z UE nie ma kolei. Pan minister nie potrafi tych pieniędzy zagospodarować, nie potrafi ich wydać. Kolej polska dalej się nie rozwija, dalej dochodzi do katastrof, ale to wszystko nie jest wina kolejarzy, bo tych mamy bardzo dobrych. Wina jest tego, że kolej jest niedoinwestowana – mówi dr Marian Szołucha.

Ekspert zwraca także uwagę, że pozbylibyśmy się tzw. poduszki kursowej, czyli płynnego kursu złotego do euro, który chroni gospodarkę przed kryzysami płynącymi z zewnątrz. Dr Marian Szołucha akcentuje, że strefa euro to eksperyment, który się nie sprawdził w swoich najważniejszych założeniach a jednym z nich była osłabiona realna konwergencja. Polega ona na zrównywaniu się poziomów rozwoju bogatych i biedniejszych państw 27.

– Bylibyśmy jako członkowie strefy euro zobowiązani również do dokładania się w znacznie większym stopniu niż to robimy obecnie, do wszelkich funduszy ratunkowych stabilizacyjnych eurolandu więc de facto do ratowania finansów kraju i obywateli państw znacznie od nas bogatszych, bo bylibyśmy bez wątpienia krajem najbiedniejszym, krajem strefy euro. Poza tym w przypadku strefy eurolandu co przecież ciągle wchodzi w grę, sytuacja jest ciągle nieustabilizowana nieporównanie bardziej ucierpielibyśmy – dodaje dr Marian Szołucha.

RIRM

drukuj