fot. flickr.com

Konwencja Rady Europy „przemyca” aborcję?

Konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet może sprzyjać upowszechnianiu tzw. aborcji – alarmuje dr Joanna Banasiuk z Instytutu Ordo Iuris.

Konwencja Rady Europy, którą chce ratyfikować rząd Donalda Tuska, jest łudząco podobna do umowy zwanej konwencją z Belém do Pará. Działa ona w obrębie państw amerykańskich. Obie konwencje przewidują organ, nadzorujący realizację ich założeń w państwach sygnatariuszach. Charakterystyczne są także podobne kompetencje tych organów.

Komitet ekspertów konwencji z Belém do Pará rekomenduje państwom-sygnatariuszom umożliwienie kobietom, które stały się ofiarami przemocy, bezpłatnego dzieciobójstwa. Również wtedy, gdy ciąża ma zagrażać jej zdrowiu fizycznemu lub psychicznemu.

– Pomimo tego, że konwencja z Belém do Pará nie wspomina o aborcji, komitet monitorujący narzuca państwom-stronom konwencji jej legalizację, nakłania do jej propagowania. De facto mamy więc do czynienia z pewnym rozszerzającym traktowaniem przepisów konwencji. Przeprowadzając analogię konwencji Belém do Pará (i sposobem monitorowania tej konwencji) a naszą Konwencją Rady Europy, można mieć bardzo uzasadnione wątpliwości co do tego. Przypadkiem komitet, który będzie monitorował wdrażanie przepisów Rady Europy, nie będzie podobnie jak komitet monitorujący wykonywanie konwencji Belém do Pará narzucał państwom członkowskim aborcji – mówiła dr Joanna Banasiuk z Instytutu Ordo Iuris.

Ze względu na podobną tożsamość ideową konwencji z Belém do Pará i konwencji RE oraz zbieżności funkcjonalne Komitetów Ekspertów istnieje uzasadniona obawa, że będą się one angażować na rzecz liberalizacji rozwiązań prawnych, które chronią ludzkie życie w fazie prenatalnej – podkreśla prawnik.

RIRM

drukuj