Koniec spływów Dunajcem?

Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica SA w przyszłym roku trafi w ręce czeskiego inwestora. Tak planuje Ministerstwo Skarbu Państwa. Protestują posłowie opozycji i lokalna społeczność

Resort, nie zważając na sprzeciw lokalnej społeczności, chce sprzedać Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica dwóm inwestorom z Czech: Energo-Pro A.S. oraz jej spółce zależnej Cambert Investments Sp. z o.o. Umowę przedwstępną podpisano kilka dni temu, ale resort skarbu nie informuje o szczegółach dotyczących chociażby wartości transakcji, która ma być sfinalizowana w przyszłym roku. W ocenie senatora Stanisława Koguta (PiS), decyzja o pozbyciu się elektrowni jest bezsensowna. Aż dziw bierze, że Czechom, którzy chcą kupić majątek elektrowni, się opłaca, a Polakom nie – dziwi się senator. – Niestety, nikt nie dba o zabezpieczenie naszych interesów narodowych.

 

Tak jest chociażby w przypadku dochodowych Polskich Kolei Linowych i prywatyzacji kolejki na Kasprowy Wierch. Dochodowa spółka, jaką jest Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica, powinna pozostać w polskich rękach – podkreśla senator. W skład ZEW Niedzica wchodzą cztery elektrownie wodne o łącznej mocy ok. 100 megawatów. Spółka notuje korzystne wyniki finansowe.

 

Woda poza turbinami

Przeciwne sprzedaży są związki zawodowe. Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Bolesław Stopa przypomina, że tama w Czorsztynie, która produkuje energię elektryczną, była budowana przede wszystkim ze względu na zminimalizowanie zagrożenia powodziowego, które niesie Dunajec. Fakt ten podkreśla także poseł Anna Paluch z PiS, która wielokrotnie występowała do ministerstwa skarbu, krytykując sprzedaż elektrowni. – Jeżeli dochodzi do przeniesienia własności Skarbu Państwa na podmiot prywatny, to zachodzi uzasadniona obawa co do bezpieczeństwa terenów poniżej zapory w Czorsztynie – uważa.

 
Zbiornik czorsztyński powstał w celu obniżenia kulminacji powodziowych i zwiększenia przepływów minimalnych na Dunajcu i Wiśle, a także dla wykorzystania energetycznego potencjału wody. Zapora została oddana do użytku w lipcu 1997 r. i już w pierwszych dniach swojego istnienia uratowała przed klęską powodzi tereny w dolinie Dunajca, m.in.: Czorsztyn, Krościenko, Ochotnicę Dolną, Tylmanową, a także miasta Stary i Nowy Sącz. – Jest oczywista kolizja funkcji wytwarzania energii z funkcją prawidłowej gospodarki wodnej i zabezpieczeniem przed powodzią, o czym widać resort skarbu nie pamięta albo nie chce pamiętać – uważa Paluch. W jej ocenie, dbając wyłącznie o maksymalizację zysku, prywatny właściciel nie będzie wypuszczać wody poza turbinami, bo to oznacza stratę. Tymczasem przy prowadzeniu gospodarki wodnej, biorąc pod uwagę prognozy meteorologiczne, trzeba regulować poziom wody w celu odtworzenia zapasów przeciwpowodziowych. – W tej chwili właścicielem ZEW Niedzica jest spółka ze stuprocentowym udziałem Skarbu Państwa, czyli podmiot publiczny, który może być rozliczany także z dbałości o bezpieczeństwo powodziowe. Jeżeli ZEW kupi spółka zagraniczna, w tym wypadku Czesi, to istnieją uzasadnione obawy, że nie będą oni dbać o bezpieczeństwo i w razie czego uciekną przed konsekwencjami, bo prawo polskie w tym względzie jest słabe. Szkody mogą być niepowetowane – przestrzega Anna Paluch. Choć resort skarbu w komunikacie dotyczącym przedwstępnej umowy sprzedaży akcji ZEW Niedzica nie informuje o wartości transakcji, to z pewnością nie przekroczy ona w znaczący sposób 500 mln złotych. – Ciekawe, w jaki sposób minister skarbu zabezpieczy w umowie interesy państwa – pyta Paluch.

 

 

 

Flisacy mają problem

Obawy mają też flisacy. Górale z pięciu miejscowości skupieni w Polskim Stowarzyszeniu Flisaków Pienińskich na rzece Dunajec nie wykluczają, że przyszłemu inwestorowi – nastawionemu wyłącznie na produkcję energii – nie będzie zależało na lokalnej tradycji. A spływy Dunajcem, uzależnione od poziomu wody, z których rocznie korzysta nawet 280 tys. turystów, mogą być zagrożone. Do tej pory flisacy uzgadniali kwestie regulacji poziomu wody w Dunajcu z dyrekcją elektrowni. Boją się, że po przejęciu przez Czechów będzie to niemożliwe. W konsekwencji nie będzie turystów, a kilka tysięcy ludzi, którzy żyją z flisactwa, może utracić źródło utrzymania. Rykoszetem uderzy to także w okoliczne gminy, którym spadną dochody z tytułu podatków.

 

 

Posłowie zapowiadają kolejne interpelacje i monity do resortu. Wątpliwości budzi sprzedaż spółki, która ma nieuregulowany stan prawny terenów, na których działa. Chodzi o ziemie wywłaszczone pod budowę zapory i zalewu, które po spiętrzeniu wody zajęły mniej miejsca niż pierwotnie przewidywano. – Postępowania w tej sprawie jeszcze trwają, dlatego w swojej interpelacji zapytałam, jak minister wyobraża sobie sprzedaż spółki, która ma nieuregulowany stan prawny terenów, na których działa. W odpowiedzi napisano, że minister nie sprzedaje terenów, tylko udziały w spółce Skarbu Państwa. Moim zdaniem, takie podejście do sprawy to cynizm i głupota – uważa poseł Paluch. Podpisanie ostatecznej umowy sprzedaży Czechom akcji spółki ZEW Niedzica zaplanowano na pierwsze półrocze 2013 roku.


drukuj