Konfesjonał i ołtarz Narodu

Jasna Góra przyjęła Ojca Świętego z modlitwą i pieśnią na ustach. Choć wizyta
trwała niewiele ponad dwie godziny, pielgrzymi przygotowywali się na nią od
miesięcy. W sam zaś dzień przyjazdu Namiestnika Chrystusa do Częstochowy od
wczesnych godzin rannych gromadzili się na placu przed szczytem jasnogórskim,
by w modlitewnym wspólnym czuwaniu przygotować się na to, jakże długo oczekiwane,
spotkanie. Nad głowami powiewały transparenty delegacji z całego kraju, m.in.
z Bełchatowa, Konina, Szczecina, Łodzi, Radomia czy Warszawy. Słychać było
także Czechów, Niemców, Ukraińców… Pierwsza grupa pojawiła się na jasnogórskich
błoniach już o godz. 4.30! – Ojciec Święty zasłużył na ten nasz trud – odpowiedzieli
na nasze zdziwienie z pewnością w głosie, która wprost onieśmielała.
Żadnego pielgrzyma pragnącego spotkać się z Następcą św. Piotra nie powstrzymała
przed przybyciem na Jasną Górę ani niepewna pogoda – raz słońce, raz deszcz,
ani fakt, że Papież miał przyjechać dopiero późnym popołudniem. A zbierali
się oni zarówno na samych błoniach, jak i w sąsiadujących z nimi parkach i
w Alei Najświętszej Maryi Panny. Czuwanie rozpoczęło się już o godz. 5.30 odśpiewaniem
Godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. O godz. 10.00 rozbrzmiało
pierwsze nabożeństwo, mające przygotować wiernych do godnego przyjęcia Ojca
Świętego Benedykta XVI. Na jasnogórskich błoniach w modlitwie pokutnej uczestniczyło
kilka tysięcy osób. Około 40 spowiedników czekało na obrzeżach placu na skruszonych
penitentów. Chętnych nie brakowało, wszyscy bowiem pragnęli świadomie i z czystym
sercem przyjąć dostojnego Gościa. Tak, aby słowa Jana Pawła II, wypowiedziane
tu w 1997 r. podczas VI pielgrzymki do Polski, że "Jasna Góra to konfesjonał
i ołtarz Narodu", nie pozostały bez pokrycia. A może tak silne było poczucie
wspólnoty wiernych…
W samo południe wierni odmówili modlitwę "Regina caeli", a pół godziny
później wysłuchali kantaty maryjnej Józefa Skrzeka. Po koncercie rozbrzmiały
pełne ekspresji okrzyki "Benedetto!". Może to fakt, że na placu nie
było sektorów, przyczynił się do tak spontanicznych reakcji wiernych… Na
bliskość ludzi, którzy mają podobną hierarchię wartości, których jednoczą w
tym niezwykłym dla polskiego Narodu miejscu wspólne przekonania, trudno bowiem
pozostać obojętnym. Niezwykła dyscyplina pątników pozwoliła niemal natychmiast
zmienić nastrój i w skupieniu odmówić modlitwę różańcową, tak bliską Maryi,
Królowej tego miejsca. Pragnęli w niej prosić Boga o rychłą beatyfikację Jana
Pawła II. W godzinie miłosierdzia ks. kard. Henryk Gulbinowicz odprawił uroczystą
Mszę św.
Gdy śmigłowiec z Ojcem Świętym na pokładzie kilkanaście minut po godz. 17.00
pojawił się na częstochowskim niebie, nad placem poderwały się tysiące rąk
trzymających flagi, chusty, transparenty… Jeden z nich szczególnie rzucał
się w oczy: "Nos Toti Tui Benedicte" (Jesteśmy cali Twoi, Benedykcie).
Z głębi serc płynęły słowa najpiękniejszych polskich pieśni maryjnych. W oczach
wiernych można było zobaczyć łzy wzruszenia. Mimo zmęczenia z całych sił głosili
światu, że Bóg jest miłością, a Maryja Matką całego Kościoła.
– Jest dla nas wielkim zaszczytem gościć w sercu Polski Następcę Świętego Piotra
Apostoła, gdyż tam, gdzie jest Piotr, tam jest żywy Kościół – powitał Ojca
Świętego generał paulinów o. Izydor Matuszewski. Słowa ojca generała potwierdzały
zgromadzone na jasnogórskich błoniach rzesze wiernych, które nie były anonimowym
tłumem, ale wspólnotą ludzi połączonych ogromnym pragnieniem umocnienia w wierze.
Gdy Ojciec Święty po polsku wypowiedział do zebranych wiernych słowa powitania,
wszyscy zareagowali niezwykle entuzjastycznie. Brawa, okrzyki, zawołania: "Niech
żyje Papież!" i "Dziękujemy!", brzmiały zupełnie tak samo jak
wtedy, gdy był tutaj Jan Paweł II. I z każdym zawołaniem były coraz odważniej
wypowiadane, tak jakby wierni chcieli zapewnić pielgrzymującego po polskiej
ziemi Namiestnika Chrystusa, że miłują go nie mniej od jego poprzednika. I
istotnie wśród pątników żywe było przekonanie, że narodowość Ojca Świętego
tak naprawdę nie ma znaczenia. – To bardzo dobrze, że właśnie Niemiec został
wybrany na Papieża. Może skieruje to wzrok nas wszystkich na fakt, że Kościół
jest powszechny. Może stanie się też krokiem do ostatecznego pojednania między
naszymi narodami – usłyszałam od pielgrzymów z Warszawy.
Atmosfera jasnogórskiego spotkania była zadziwiająca nawet dla obytych z duchem
pielgrzymim wiernych. – Było znacznie więcej skupienia niż emocji – powiedział
mi paulista Marcin Romanowski. Po raz kolejny zatem okazało się, że Jasna Góra
to miejsce niezwykłe, potrafiące jednoczyć ludzi w duchu modlitwy. Poruszający
– nie tylko dla Ojca Świętego – był moment odsłonięcia Cudownego Wizerunku
Matki Bożej Częstochowskiej. Gdy Benedykt XVI ukląkł, by oddać hołd Najświętszej
Panience, wraz z nim uklękli wierni zgromadzeni na jasnogórskich błoniach.
Przed pełnym miłości spojrzeniem Najlepszej z Matek ugięło się niejedno kolano,
wyciszyło się niejedno serce… Klękali nawet dziennikarze. Niejeden fotografował
na kolanach.
Cała wizyta Benedykta XVI na Jasnej Górze przesiąknięta była duchem maryjnym:
począwszy od daty, którą wybrano nieprzypadkowo – Benedykt XVI przybył bowiem
do Najlepszej Matki wszystkich Polaków, by oddać Jej hołd w narodowym Dniu
Matki, a skończywszy na napisie umieszczonym na murach przy jasnogórskim ołtarzu
polowym, mającym kształt zmodyfikowanego hasła całej pielgrzymki do Polski: "Trwajcie
mocni w wierze z Maryją".
Po nabożeństwie na Jasnej Górze, które skończyło się przed godz. 19.30, Ojciec
Święty udał się do Sali Rycerskiej. Tam spotkał się z ojcami paulinami, a następnie,
żegnany równie gorąco jak witany, na lądowisko, skąd śmigłowcem odleciał do
Krakowa. Wizyta w jasnogórskim sanktuarium zakończyła się niemal z 40-minutowym
opóźnieniem. Ale czyż odwiedziny u Matki mogą się nie przedłużyć?! Przecież
z tymi, których się kocha, trudno się rozstać… Ojciec Święty Benedykt XVI,
jeszcze jako kardynał, był z wizytą w Częstochowie dwukrotnie: w 1980 i 2002
roku. Zapewne dlatego odniosłam wrażenie, że czuł się tu jak w domu, jak u
Matki.
Gdy po zakończonej uroczystości wracałam z wiernymi ze spotkania modlitewnego,
na twarzach rysowała się radość, a zarazem ogromne skupienie. – To człowiek
błogosławiony pośród wszystkich! To naprawdę się czuło! – wykrzyczała mi z
radością pewna młoda mieszkanka Częstochowy. – Benedykt XVI urzekł mnie swoją
miłością. Zdobył me serce bardzo konkretnymi wymaganiami, które niesie w swym
przesłaniu. My, młodzi ludzie, potrzebujemy przykładu, aby radośnie iść za
Chrystusem – mówiła Kasia z Białej Podlaskiej. Pozostaje mieć nadzieję, że
Pasterz Kościoła powszechnego na trwałe odmienił serca swoich owiec.

Aneta Jezierska

drukuj