Komisja Millera w myśl porozumienia wojskowego

Premier Donald Tusk powołał komisję Jerzego Millera na podstawie porozumienia wojskowego z 1993 r., a następnie sam zdezawuował podstawę istnienia tej komisji – powiedział prof. Karol Karski w Polskim Punkcie Widzenia w TV Trwam.

Kierownik zakładu Międzynarodowego Prawa Publicznego UW wyjaśnił, że porozumienie wojskowe przewiduje wspólne decydowanie i rozstrzyganie stron polskiej i rosyjskiej. W przypadku badania katastrofy smoleńskiej to Rosjanie przejęli prowadzenie całości postępowania. W międzyczasie bowiem rząd Donalda Tuska zawarł porozumienie z rządem rosyjskim o stosowaniu konwencji chicagowskiej.

 Komisja zostaje powołana w wykonaniu porozumienia wojskowego. Za chwilę okazuje się, że rząd polski dezawuuje to porozumienie, czyli usuwa jedyną podstawę prawną powołania komisji pana Millera. Mamy tutaj do czynienia z dosyć poważnym problemem, ponieważ gdzieś znika nam podstawa prawna powołania tego grona – mówi profesor Karol Karski.

Z tej sytuacji rodzą się wątpliwości dotyczące legalności działań komisji Jerzego Millera, ale przede wszystkim realne skutki – jednym z nich jest to, że wrak pozostaje wciąż w Rosji – stwierdził prof. Karski.

– Uwagi do raportu MAK, czyli do raportu strony rosyjskiej zostały zgłoszone przez komisję Millera i zostały potraktowane jak nieistniejące. Nie odniesiono się do nich, jak wymaga tego załącznik 13. do konwencji chicagowskiej, nawet nie przetłumaczono na inne języki, tylko dołączono i poinformowano, że takie zostały złożone. To pokazuje, że strona rosyjska ma świadomość, że występują tutaj pewne problemy, że strona polska powołała tą swoją polską część na podstawie przepisów porozumienia, które następnie zostało przez tą samą stronę polską zdezawuowane. Teraz te dwie części, które powinny pracować wspólnie – nie pracowały wspólnie. Jednocześnie mieliśmy do czynienia z przekazaniem całości badań stronie rosyjskiej. Skutek tego jest też taki, że do dziś wrak znajduje się na terytorium federacji rosyjskiej – dodaje prof. Karski.

Obecnie przy kancelarii premiera ma pracować zespół, który będzie bronił też komisji Jerzego Millera ws. katastrofy smoleńskiej. Dodatkowo okazuje się, że samo kierowanie zespołem jest dobrze płatne. Jak wyliczył „Nasz Dziennik” szef zespołu Maciej Lasek miesięcznie może zarabiać nawet 8 tys. zł. Wszystko to z pieniędzy podatników.

Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej poseł Antoni Macierewicz mówi, że celem zespołu jest obrona samego premiera. Poseł ubolewa, że znalazły się osoby, które chcą bronić kłamstwa smoleńskiego.

– W istocie chodzi o obronę Donalda Tuska, który to podpisał, który oddał całe śledztwo stronie rosyjskie, który boi się on konsekwencji politycznych wyjścia prawdy na jaw. Stąd zaangażowanie całego aparatu państwowego w to kłamstwo smoleńskie, lecz w tym tylko i to przykre patrzeć iż znaleźli się ludzie, którzy są gotowi zaangażować jako janczarzy tego kłamstwa smoleńskiego. To jest za srebrniki po prostu funkcja janczara – akcentował poseł Antoni Macierewicz. 

 

RIRM

drukuj