fot. PAP/EPA

Kolejny dzień protestu rolników w Białymstoku

Dziś szósty dzień protestu rolników w Białymstoku. Maszynami rolniczymi zastawiany jest cały pas ulicy przed Podlaskim Urzędem Wojewódzkim.

Rolnicy domagają się wyższych rekompensat za szkody wyrządzone w uprawach przez dziki i wypłacania ich przez Skarb Państwa, a nie, jak obecnie: koła łowieckie. Chcą też powołania niezależnych komisji szacujących straty.

Jak podkreśla Stanisław Rogalski, członek zarządu Podlaskiej Izby Rolniczej, odpowiedzialność za kryzys ponosi Skarb Państwa.

– Odszkodowania proponowane przez koła łowieckie są zbyt niskie. Nie z winy kół, tylko z winy niskiego budżetu wprowadzono obostrzenia, że nie wolno dokarmiać w lesie dzikiej zwierzyny. Spowodowano, że ta zwierzyna wyszła z lasu. Ci rolnicy, którzy przyjechali pod Urząd Wojewódzki i tutaj koczują, domagają się, żeby za obiady dzików opłacono fakturę, bo normalnie, jak człowiek idzie do restauracji, płaci fakturę. Tutaj nie ma komu zapłacić, a wyrządzone są gigantyczne szkody – podkreśla Stanisław Rogalski.

Rolnicy wskazują, że szkody spowodowane przez dziki są efektem nadmiernego rozwinięcia populacji tych zwierząt z powodu zakazu polowania obowiązującego do lipca. Wprowadzono go po wykryciu u zwierząt z Podlasia wirusa afrykańskiego pomoru świń.

Zarząd Podlaskiej Izby Gospodarczej domaga się nowelizacji prawa i zmiany rozporządzeń dotyczących okresów polowań. Rolnicy czekają także na spotkania z szefami resortu rolnictwa oraz środowiska, jednak do tej pory – jak mówią – nie dostali odpowiedzi. Zapowiadają, że protest potrwa do chwili zaakceptowania ich postulatów przez rząd.

RIRM

drukuj