fot. PAP

Kobieta w stanie błogosławionym odłączona od aparatury podtrzymującej życie

Sąd w Dublinie orzekł, że można odłączyć aparaturę podtrzymującą przy życiu kobietę w stanie błogosławionym. U kobiety lekarze stwierdzili śmierć mózgu. Decyzja oznacza, że w majestacie prawa zostanie zabita kobieta i dziecko.

Lekarze na początku grudnia stwierdzili u młodej kobiety w 15. tygodniu ciąży, śmierć pnia mózgu w wyniku odniesionego urazu mózgowego.

Decyzja bulwersuje tym bardziej, że jak alarmują katoliccy lekarze – śmierć mózgowa nie istnieje. Z najnowszych badań wynika, że 10 proc. pacjentów, u których lekarze stwierdzili śmierć mózgową, w ogóle nie miało uszkodzonego mózgu. 50 proc. miało śladowe uszkodzenia. Znane są także przypadki pomyślnego rozwoju ciąży u kobiet, u których orzeczono śmierć mózgową.

O. dr n. med. Jacek Maria Norkowski, podkreśla, że komisja amerykańskich naukowców, która odniosła się do tez tzw. Raportu Harwardzkiego zakazała w ogóle używania nazwy „śmierć mózgowa”.

– Uzasadnienie Raportu Harwardzkiego jako utylitarystyczne, sprzeczne z kantowską zasadą, że nie wolno działać na niekorzyść kogokolwiek nawet, gdyby miało to przynieść korzyść komuś innemu. To uzasadnienie moralne jest nie do przyjęcia. Następnie członkowie tej komisji przyznali, że w niektórych przypadkach ciała chorych, którzy spełniają kryteria śmierci mózgowej są żywe. W związku z tym zaproponowali, aby nie używać w ogóle nazwy „śmierć mózgowa”, „śmierć pnia mózgu”, „śmierć mózgu”. Po angielsku nazywa się to „brain death” – chodzi o śmierć człowieka, a nie tylko narządów, nawet jeśli jest to mózg. Zaproponowano nową nazwę – „całkowita dysfunkcja mózgu”. To także jest nazwa na wyrost ponieważ, na ogół, nie mają całkowitej dysfunkcji mózgu – powiedział o. dr n. med. Jacek Maria Norkowski.

Prof. dr hab. med. Jan Talar, opisuje przypadek młodego człowieka, który doznał ciężkiego urazu  głowy, ze złamaniem podstawy czaski i licznymi krwiakami, uszkodzeniem mózgu i pnia mózgu. Po trepanacji czaszki chory długo przebywał w śpiączce.

Stan zaburzeń przytomności trwał długo, ponieważ dopiero po pięćdziesięciu dniach udało się uratować pana Bogdana. Minęło jeszcze kilka dni i pan Bogdan samodzielnie wyszedł ze szpitala. Minęło trochę czasu, kiedy trzeba było skupić myśli na tym, jak to się stało. Przecież według wiedzy akademickiej, według dostępnego piśmiennictwa ten pan spełniał kryteria śmierci mózgowej i nie powinien żyć – zauważył Prof. dr hab. med. Jan Talar.

 

 

RIRM/TV Trwam News

drukuj