Kłamstwo ma krótkie nogi

Ujawniamy notatkę służbową ze spotkania zwołanego przez wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego, na którym polecił pracownikom NFOŚiGW szukanie pretekstu do wypowiedzenia aneksu będącego częścią umowy z Fundacją „Lux Veritatis” na poszukiwanie źródeł geotermalnych


Twierdząc na początku lutego br., że „nie jest prawdą, że minister środowiska szuka pretekstu, aby odebrać Fundacji ‚Lux Veritatis’ dotację przyznaną przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża wód termalnych na terenie miasta Torunia”, wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski świadomie kłamał. Dotarliśmy do notatki służbowej ze spotkania z pracownikami NFOŚiGW, które odbyło się na jego życzenie 5 grudnia 2007 roku. Na spotkaniu nakazał im „pilne zbadanie możliwości wypowiedzenia aneksu” do umowy z Fundacją „Lux Veritatis” na poszukiwawczy odwiert geologiczny w Toruniu.

Ujawniona przez „Nasz Dziennik” notatka służbowa ze spotkania Stanisława Gawłowskiego, wiceministra środowiska, z pracownikami NFOŚiGW, na którym poleca on zebranym szukanie możliwości unieważnienia umowy zawartej pomiędzy Fundacją „Lux Veritatis” a Funduszem jest, zdaniem naszych rozmówców, rzeczą nad wyraz skandaliczną. Według nich, podważa ona zaufanie do organów obecnej władzy, która – kierując się sobie tylko wiadomymi względami politycznymi – potrafi niszczyć cenne inicjatywy i przedsięwzięcia obywatelskie.

Przypomnijmy, że jeszcze w lutym tego roku Gawłowski, w odpowiedzi na interpelację poseł Anny Sobeckiej (PiS), zapewniał w Sejmie, że nie jest prawdą, iż minister środowiska szuka pretekstu, aby odebrać Fundacji „Lux Veritatis” dotację przyznaną przez NFOŚiGW na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża wód geotermalnych na terenie Torunia. Następnie na początku stycznia Maciej Nowicki, minister środowiska, na konferencji prasowej stwierdził, że umowa zawarta pomiędzy fundacją a Funduszem ma charakter cywilnoprawny i jest wiążąca.

Okazuje się jednak, że obaj urzędnicy wprowadzali opinię publiczną w błąd. Z notatki służbowej ze spotkania wiceministra Gawłowskiego z pracownikami NFOŚiGW, sporządzonej 7 grudnia ub.r., jasno wynika, że resort szukał możliwości rozwiązania umowy.

Były prezes zarządu Funduszu Kazimierz Kujda przypomina, że umowa między fundacją a Funduszem była zawierana z najwyższą starannością. – Zachowaliśmy szczególną staranność, wiele czynności było takich, których się zwykle nie stosuje. Na przykład u beneficjenta – Fundacji „Lux Veritatis” – była przeprowadzona kontrola postępowania przetargowego, która nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości, tzn. że postępowanie było przeprowadzone prawidłowo – a w przypadku finansowania krajowego takich kontroli się nie robi. Takie kontrole robi się u beneficjantów, którzy korzystają ze środków unijnych: funduszu spójności lub strukturalnego – podkreśla Kazimierz Kujda.


Wycinanie konkurencji?


Ojciec Jan Król CSsR zwraca uwagę na pozamerytoryczny kontekst zerwania przez Fundusz umowy, co nastąpiło we wtorek. – O upolitycznieniu tej sprawy świadczy również to, że pan Stanisław Gawłowski nie pozwolił nikomu być prezesem rady nadzorczej, tylko przyznał sobie to stanowisko. Zauważmy, że on jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska, a minister tego resortu opiniuje uchwały rady nadzorczej. Więc mamy do czynienia z taką sytuacją, że ostatecznie to pan Gawłowski opiniuje swoje decyzje. Mówi się również o pewnej firmie, z którą pan Gawłowski jest związany bardzo ściśle. Jest to firma, która zajmuje się stawianiem wiatraków – a więc konkurencyjna wobec innych nośników energii odnawialnej – zauważa o. Jan Król.

– Jest to ewidentna sprawa, że resort środowiska szukał pretekstu, aby unieważnić umowę z Fundacją „Lux Veritatis”, i posługiwał się tu jedynym kryterium – nieracjonalnym, niemerytorycznym, nie kierował się dobrem państwa, tylko i wyłącznie jedną rzeczą – nie chciał za wszelką cenę dopuścić do tego, aby geotermia w Toruniu powstała. Przypuszczam, że były tego dwa powody: jeden typowo polityczny, a w drugim chodziło o doprowadzenie do sytuacji, ażeby koncesja na dotację wygasła i wtedy przyznałoby się ją zupełnie innemu podmiotowi gospodarczemu – zaznacza natomiast Jan Szyszko, były minister środowiska, a obecnie poseł PiS.


Chcą głowy Gawłowskiego


Cała sprawa zbulwersowała posłów Prawa i Sprawiedliwości. – Jeżeli takie dokumenty rzeczywiście istnieją, to świadczy to o tym, że od samego początku szukano pretekstów do tego, ażeby utrudnić możliwość wywiązania się z tej umowy, a wręcz ją przekreślić. To jest sytuacja niedopuszczalna, gdy urzędnik państwowy nie analizuje dokumentów w sposób obiektywny, ale pozwala sobie na poszukiwanie pretekstów czy też wręcz wydawanie poleceń, które zmierzają do zachwiania prawnie funkcjonującą umową zawartą w sposób niebudzący wątpliwości zgodnie z prawem – twierdzi Stanisław Zając (PiS) z sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.

Sprawą zszokowany jest również poseł Dariusz Bąk (PiS) z komisji ochrony środowiska. – Jeśliby się potwierdziło, że rzeczywiście sekretarz stanu poszukuje pretekstu do zerwania umowy, to jest to rzecz skandaliczna, która jest nie do wyobrażenia w demokratycznym państwie prawa. To jest sytuacja, która powinna prowadzić do natychmiastowej dymisji takiego urzędnika państwowego – oburza się poseł.


Jacek Dytkowski
drukuj