fot. PAP/Andrzej Grygiel

Katowice: Narodowcy chcą dymisji prezydenta miasta; M. Krupa: Katowice były i są wielokulturowe

Sympatycy środowisk narodowych demonstrowali w niedzielę na katowickim rynku domagając się m.in. dymisji prezydenta miasta Marcina Krupy, który wcześniej nie wyraził zgody na ich zgromadzenie. Prezydent podkreśla, że obcy jest mu nacjonalizm, a Katowice były i są wielokulturowe.

6 maja Marcin Krupa rozwiązał też inną demonstrację środowisk narodowych – Marsz Powstańców Śląskich – zablokowaną wówczas przez nielegalna kontrmanifestację; interweniowała policja, zatrzymując część manifestantów. Prezydent nie godził się również na niedzielną manifestację, tłumacząc to swoim sprzeciwem wobec faszyzmu i nacjonalizmu oraz względami bezpieczeństwa. W piątek decyzję Krupy uchylił sąd, argumentując m.in. że wolność zgromadzeń jest prawem konstytucyjnym oraz że zgromadzenie może przynosić treści kontrowersyjne, ale jeśli nie narusza prawa i nie stwarza zagrożenia bezpieczeństwa, to powinno się odbywać. Tym samym narodowcy mogli w niedzielę legalnie manifestować.

Podczas poprzedzającej niedzielną demonstrację konferencji prasowej organizatorzy ocenili decyzje prezydenta Katowic o rozwiązaniu manifestacji sprzed dwóch tygodni i o zakazie niedzielnego zgromadzenia jako „polityczne i skandaliczne”. Krytykowali poparcie udzielone Krupie na nadchodzące wybory samorządowe przez Prawo i Sprawiedliwość.

„Panie Krupa, pamiętamy, tobie głosu nie oddamy” – wołali, zarzucając prezydentowi hipokryzję i wzywając go do dymisji. Odżegnywali się też od związków z faszyzmem, podkreślając, że są polskimi nacjonalistami.

„Jako działacze narodowi, działacze idący w kierunku polskiej myśli narodowej, wyrzekamy się w jakikolwiek sposób faszyzmu, nie mamy z nim nic wspólnego. Ta decyzja (prezydenta Krupy – PAP) jest dla nas totalnie absurdalna i niezrozumiała” – mówił prezes okręgu śląskiego Młodzieży Wszechpolskiej Kamil Lisowski. Organizatorzy manifestacji podkreślali, że Młodzież Wszechpolska jest legalnie działającym stowarzyszeniem, które – jak mówili – „działa patriotycznie”, organizuje akcje charytatywne i imprezy upamiętniające polskich bohaterów.

„Przerywanie legalnych manifestacji – gdzie w tym Prawo i Sprawiedliwość”, „Krupa puszcza ZOMO przodem, my stoimy za Narodem” oraz „Wolność słowa dla nacjonalistów” – napisali na transparentach demonstranci, manifestujący pod hasłem „PiS-PO – jedno zło”. W zgromadzeniu wzięło udział kilkudziesięciu członków i sympatyków Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego i Ruchu Narodowego. Demonstracja przebiegła spokojnie, zgromadzona w pobliżu policja nie interweniowała.

„Bardzo się cieszę, że ta manifestacja przebiegła w sposób pokojowy, spokojny; nie widzieliśmy w Katowicach twarzy zamaskowanych kominiarkami, nie było obraźliwych transparentów, może poza takim, który mnie dotykał – ale też nie był dla mnie obraźliwy, a stwierdzający pewien fakt, że rzeczywiście ja nie jestem nacjonalistą i daleko mi do tej ideologii (…). Cieszę się, że nie było napisów +white boys+ i innych, które mogą godzić w uczucia innych ludzi” – skomentował po demonstracji Krupa.

Pytany, czy wobec przegranej w sądzie (choć demonstracja się odbyła, na rozpatrzenie przez sąd apelacyjny czeka odwołanie władz miasta – PAP) warto było podjąć działania służące zablokowaniu niedzielnej manifestacji, Krupa odpowiedział, że „absolutnie warto” – odwołał się przy tym do historii Katowic.

„Katowice były i są miastem wielokulturowym, wieloreligijnym i wielonarodowościowym – to była i jest wartość tego miasta, którą staramy się pielęgnować. To jest bardzo istotne, że tutaj jest miejsce dla wszystkich; nie można poprzez działania jednych grup eliminować inne grupy społeczne, które tutaj funkcjonują” – podkreślił prezydent miasta.

„Mnie jest daleka ideologia nacjonalistyczna i w tym kierunku chcę prowadzić miasto – aby było wzorowane na tych wartościach, jakie były w początkach budowy Katowic. To przynosi określony efekt, który widać po rozwoju miasta” – dodał. Pytany o wznoszone podczas manifestacji hasła wzywające go do dymisji, odpowiedział: „Na mnie mogą wszyscy mówić wszystko, co tylko sobie chcą, ważne, żeby nie uderzać w inne grupy społeczne zamieszkujące nasze miasto”.

Krupa podkreślił, że sądy są po to, aby rozstrzygać spory – jednym z nich był właśnie spór między środowiskiem narodowców a władzami Katowic w sprawie niedzielnej demonstracji. Niezgodę na demonstrację na rynku Krupa motywował m.in. przygotowaniami do innych odbywających się tam w niedzielę imprez.

PAP/RIRM

drukuj