fot. PAP/EPA

Katastrofa niemieckiego samolotu we francuskich Alpach

Na miejscu wczorajszej tragedii we francuskich Alpach nie znaleziono nikogo żywego. Na pokładzie maszyny znajdowało się 150 osób. Udało się natomiast wydobyć jedną z czarnych skrzynek maszyny. Na miejsce katastrofy przybyli dziś kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Francois Hollande oraz premier Hiszpanii Mariano Rajoy. 

Airbus A320 wystartował przed godziną 10.00 z Barcelony i leciał do Dusseldorfu w Niemczech. Samolot zniknął z radarów niedaleko miejscowości Barceloneta. Na pokładzie znajdowali się obywatele różnych narodowości. Nie ma informacji o tym, by wśród pasażerów tragicznego lotu byli Polacy. Nadzieje na znalezienie żywych są znikome.

– O godzinie jedenastej potwierdzono, że zginęło 72 obywateli Niemiec i 35 Hiszpanii.  Była też jedna ofiara z Wielkiej Brytanie, Holandii, Kolumbii, Meksyku, Japonii, Danii, Belgii i Izraela. Dwie osoby pochodziły z Australii, Argentyny, Iranu, Wenezueli i Stanów Zjednoczonych – powiedział Thomas Winkelmann, dyrektor naczelny Germanwings.

Ratownicy, którzy dolecieli na miejsce śmigłowcem mówią o przerażającym widoku, rozbitego na drobne kawałki wraku.

Prezes Lufthansy wyraził ubolewanie z powodu tragedii do jakiej doszło w Alpach.

– Najważniejsze jest teraz, by być w myślach z tymi, którzy stracili swoich bliskich. I to jest to, co robimy. Jesteśmy w żałobie z rodzinami pasażerów i krewnymi załogi. Następnie będziemy próbować znaleźć przyczynę tej straszliwej katastrofy – zaznaczył Carsten Spohr, prezes Lufthansy.

W bólu z rodzinami ofiar łączą się, także władze poszczególnych krajów.

– Żadna siła na świecie nie może zabrać bólu spowodowanego utratą bliskiego członka rodziny, przyjaciela lub partnera. Możemy tylko dzielić ten ból z rodzinami ofiar. I w ten sposób dać im choć trochę pocieszenia – powiedziała Sylvia Lohrmann, minister oświaty i nauczania w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Krótko przed katastrofą samolotu kontrolerzy lotów bezskutecznie próbowali nawiązać kontakt radiowy z jego załogą. Jak mówi Bernard Cazeneuve, francuski minister spraw wewnętrznych dziś rozpocznie się analiza zapisów jednej z czarnej skrzynek, którą znaleziono na miejscu tragedii.

– Czarna skrzynka została znaleziona wczoraj. Jest uszkodzona dlatego dzisiaj biuro śledcze zbada warunki, w których będzie poddana analizie. Wierzymy, że będziemy mogli jej użyć ale trzeba przejść pewne procedury. Obecnie bez elementów czarnej skrzynki trudno będzie przedstawić hipotezę dotyczącą okoliczności tej tragedii – powiedział francuski minister.

Wiadomo, że w chwili, gdy rozbił się samolot, panowały dobre warunki atmosferyczne, a niebo było prawie bezchmurne. Eksperci snują liczne spekulacje na temat tragicznego lotu.

– Więc teraz pytanie brzmi, dlaczego nie nadali sygnału? – Nie nadali, ponieważ nie mogli? bo coś się z nimi stało? Czy stracili tlen lub ktoś zrobił coś złego, lub byli zbyt zajęci? Ale zwykle, będąc pilotem, nigdy nie jesteś zbyt zajęty. Gdy pilot potrzebuje natychmiastowej pomocy wystarczy połączenie radiowe, zazwyczaj jest się to „mayday mayday” i mówi numer lotu i to, co się dzieje. To trwa tylko około pięciu sekund – stwierdził Michael Barr, ekspert ds. bezpieczeństwa lotniczego.

Za sterami maszyny siedział doświadczony pilot, który pracował 10 lat dla niemieckiego przewoźnika. Samolot kontrolowany był wczoraj wieczorem, a ostatni przegląd techniczny przeszedł w 2013 roku. Obszar na którym rozrzucone są szczątki maszyny ma prawie 4 hektary i jest trudno dostępny, m.in. ze względu na strome ściany skalne i znaczne różnice wysokości. Dokładne przeszukanie tego terenu potrwa co najmniej tydzień.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj