fot. Robert Sobkowicz/Nasz Dziennik

Już 6 lat trwa rosyjskie śledztwo

Od 6 lat w sprawie katastrofy smoleńskiej toczy się rosyjskie śledztwo. Powołano rządową komisję prowadzoną przez Władimira Putina, swój raport wydał także Międzypaństwowy Komitet Lotniczy z siedzibą w Moskwie. Obecnie dochodzenie prowadzi Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej.

Dimitrij Miedwiediew, ówczesny prezydent Rosji, poinformował po katastrofie smoleńskiej, że okoliczności tej tragedii zostaną dokładnie zbadane w ścisłej współpracy ze stroną polską.

10 kwietnia, w dniu katastrofy, ówczesny premier Rosji Władimir Putin zatwierdził skład rządowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy, którą kierował osobiście. Putin zaproponował również, by badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej było prowadzone zgodnie z załącznikiem nr 13 do konwencji chicagowskiej z 1944 r. o lotnictwie cywilnym.

W dokumencie czytamy: „Państwo miejsca zdarzenia wszczyna badanie okoliczności wypadku i jest odpowiedzialne za prowadzenie takiego badania.”

Propozycję zaaprobował rząd Donalda Tuska, co dotąd budzi ogromne kontrowersje.

– Dzisiaj już nie ulega wątpliwości, że Donald Tusk i minister Sikorski nie wiedzieli, kiedy podejmowali zobowiązania, na mocy których oddano śledztwo w ręce rosyjskie, że podstawą badania powinna być polsko-rosyjska umowa z 1992 r. dotycząca statków o tym statusie, jaki miał samolot, którym udawała się polska delegacja do Smoleńska – wskazuje prawnik prof. Grzegorz Górski.

W wyniku obustronnej decyzji Międzypaństwowy Komitet Lotniczy i rosyjskie ministerstwo obrony rozpoczęły prace. Na ich czele stanęła przewodnicząca gen. Tatjana Anodina. W pracach uczestniczył przedstawiciel strony polskiej, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich.

Końcowy raport poznaliśmy 12 stycznia 2011 r.

– Bezpośrednią przyczyną katastrofy były: brak decyzji na czas o odejściu na zapasowe lotnisko mimo otrzymania informacji o warunkach pogodowych na lotnisku w Smoleńsku, które były gorsze niż dopuszczalne minimum. Obniżenie lotu poniżej dopuszczalnej wysokości stu metrów mimo braku widoczności naziemnych punktów orientacyjnych i mimo ostrzeżeń kontroli lotów – poinformowała gen. Tatjana Anodina odczytując końcowy raport MAK-u.

MAK w całości winą obarczył stronę polską, krytycznie oceniono także rolę ówczesnego dowódcy sił powietrznych, gen. Andrzeja Błasika – podkreśla prof. Wojciech Polak.

– Opublikowali mnóstwo rzeczy nieprawdziwych, niesprawdzonych i wyssanych z palca, tak jak teza o tym, że gen. Błasik był pijany i wywierał wpływ na pilotów co mają robić – komentuje historyk prof. Wojciech Polak.

Obarczenie winą polskich pilotów wpisuje się w kierunek wydawanych dotąd werdyktów przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy – dodaje prawnik prof. Grzegorz Górski.

– Jakby ktoś sprawdził od razu raporty MAK-u, które są dostępne na ich stronie internetowej na przestrzeni ostatnich lat, to we wszystkich badaniach zawsze byli winni piloci – wskazuje prof. Grzegorz Górski.

Raport MAK-u zakończył prace rosyjskiej komisji rządowej kierowanej przez premiera Putina. 15 stycznia 2011 r. Materiały przekazano do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej, który prowadzi śledztwo do dzisiaj.

W trakcie postępowania doszło do wielu uchybień, m.in. do internetu wyciekły zdjęcia ciał ofiar katastrofy, ale rzecznik Komitetu Śledczego gen. Władimir Markin zaprzeczył tym doniesieniom. Komitet Śledczy wyklucza także odpowiedzialność rosyjskich kontrolerów lotów.

– Rosyjscy śledczy nie mają powodów do mówienia nawet o minimalnej odpowiedzialności grupy kierowania lotami za katastrofę. Działali w pełnej zgodzie z przepisami międzynarodowymi i przepisami o lotnictwie cywilnym – mówi gen. Władimir Markin.

Rosjanie odmawiają pomocy prawnej i doręczenia kontrolerom lotów wezwań dotyczących przedstawienia im zarzutów przez zlikwidowaną w poniedziałek Naczelną Prokuraturę Wojskową.

Śledztwo prowadzone przez Moskwę od początku budziło wiele kontrowersji – mówi politolog dr Paweł Machalski.

– Śledztwo trwa 6 lat i po stronie rosyjskiej mamy do czynienia, co najwyżej z grą pozorów, tak typową dla państwa Putina i odbijającą – jak w soczewce niestety – całokształt stosunków, relacji polsko-rosyjskich ostatnich kilku lat – zaznacza dr Paweł Machalski.

TV Trwam News/RIRM

drukuj