fot. facebook.com/jacek.sasin.1/

J. Sasin: Powiązanie funduszy w praworządnością niedobre ani dla UE, ani Polski

Uzależnienie dostępu do funduszy Unii Europejskiej od stanu praworządności nie jest dobrą informacją ani dla UE, ani Polski; zagrożony może być każdy kraj, który nie będzie chciał się poddać dyktatowi największych – ocenił szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin.

Parlament Europejski przegłosował w czwartek stanowisko w sprawie propozycji powiązania dostępu do funduszy Unii ze stanem praworządności. Eurodeputowani chcą, by eksperci oceniali stan rządów prawa w krajach UE.

„To nie jest dobra informacja dla Polski, to nie jest dobra informacja dla Unii Europejskiej. To pokazuje, że UE coraz bardziej odchodzi od modelu związku państw, które umawiają się na pewne wspólne działania” – powiedział dziś Jacek Sasin w TVP1.

Według niego „stworzono dziwny mechanizm o nieokreślonych, nieostrych kryteriach, który daje biurokracji brukselskiej możliwość praktycznie zupełnie samowolnego oceniania”.

W ocenie ministra wynik głosowania w Parlamencie Europejskim „pokazuje też pewną niedobrą atmosferę, która panuje w PE”.

„Pamiętajmy, że mamy koniec kadencji w Parlamencie Europejskim i Komisji Europejskiej. Te ciała powinny ograniczać się dzisiaj – moim zdaniem – z podejmowaniem takich niezwykle kontrowersyjnych decyzji na przyszłość, szczególnie takich, które wywracają całą konstrukcję i wpędzają w większy jeszcze kryzys Unię Europejską” – podkreślił szef KSRM.

Jak zaznaczył polityk, te nieostre zapisy „dają możliwość do tego, żeby kraje dominujące w Unii Europejskiej karały tych mniejszych, niepokornych, tych, którzy chcą realizować swój interes”.

„Każdy kraj, który będzie chciał realizować swoje interesy, a nie tylko poddawać się dyktatowi tych największych, może czuć się zagrożony” – powiedział.

Propozycję uzależnienia wypłaty funduszy unijnych w budżecie Unii Europejskiej na lata 2021-2027 od praworządności Komisja Europejska przedstawiła w maju 2018 r. Za przyjęciem sprawozdania w tej sprawie głosowało w czwartek w Strasburgu 397 europosłów, przeciw było 158, natomiast od głosu wstrzymało się 69. PE jest teraz gotowy do negocjacji w tej sprawie, ale mandatu nie ma jeszcze Rada Unii Europejskiej, w której zasiadają przedstawiciele państw członkowskich.

Parlament Europejski opowiedział się za tym, by konsekwencje zamrażania dostępu do funduszy uderzały w państwa, ale nie w końcowych odbiorców środków. Mieliby oni dostawać obiecane fundusze, jednak nie z budżetu UE, ale z budżetów krajowych. Za propozycją, by Unia mogła zablokować fundusze krajom, gdzie podważana jest praworządność, opowiedzieli się w czwartek europosłowie Platformy Obywatelskiej. Węgrzy z frakcji EPL byli przeciw, podobnie jak europosłowie PiS. PSL się wstrzymało.

PAP/RIRM

drukuj