fot. PAP/Radek Pietruszka

J. Kopcińska: O zamrażaniu unijnych środków dla Polski mówią politycy opozycji

O zamrażaniu unijnych środków dla Polski nie mówił ani wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, ani premier Mateusz Morawiecki, o tym mówili politycy opozycji; to słowa „absolutnie naganne” – podkreśliła w poniedziałek rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska.

Rzeczniczka rządu była pytana w TVP Info, czy podczas poniedziałkowego spotkania Morawieckiego z Timmermansem w Warszawie była mowa o zamrażaniu środków finansowych dla Polski.

Joanna Kopcińska powiedziała, że takie słowa padają z ust polityków opozycji i są „absolutnie naganne”.

„To, co było poruszane na spotkaniu, przekazał zarówno przewodniczący Timmermans, jak i premier Mateusz Morawiecki (…). Dyplomacja ma swoje prawa, dajmy czas na to, aby zarówno premier, jak i jego ministrowie, dyplomaci rozmawiali o tym, co dobre dla Polski i przekonywali KE, UE do tego, że mamy prawo przeprowadzać reformy” – powiedziała rzeczniczka rządu.

Pytana o słowa Morawieckiego, że „są siły, którym nie zależy na kompromisie” między Polską i KE odpowiedziała, że „przecież są siły, które mówią wprost – będą zamrażane środki przez kolejne trzy lata”.

„Kto to powiedział? Tego nie powiedział ani przewodniczący Timmermans, ani premier Mateusz Morawiecki. Powiedzieli to politycy opozycji. Natomiast premier pracuje nad tym, żeby ten budżet unijny na kolejne lata był budżetem jak najbezpieczniejszym dla Polaków i powiedział, (że) wstępne propozycje są w tym kształcie absolutnie nie do zaakceptowania przez polski rząd” – przypomniała rzeczniczka rządu.

„A kto mówi o zamrażaniu (środków dla Polski)? Na pewno nie rząd, na pewno nie premier tego rządu. Mówią to politycy opozycji – niestety polscy politycy zasiadający w polskim parlamencie” – dodała.

Joanna Kopcińska podkreślała, że nie może zgodzić się ze stwierdzeniem, że polski rząd jest przeciwko UE.

„Wręcz przeciwnie – tylko my jesteśmy równoprawnym członkiem UE i takie same prawa mamy, i takie same obowiązki. I chcemy, żeby również pieniądze w następnej perspektywie budżetowej były dzielone sprawiedliwie – bez dzielenia na państwa kategorii a, b czy c” – podkreśliła Joanna Kopcińska.

W poniedziałek rano w Radiu Zet były wiceminister spraw zagranicznych, zarazem kandydat PO i Nowoczesnej na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski, odnosząc się do projektu unijnego budżetu na lata 2021-2027, ocenił, że „pieniądze, które Polska mogłaby dostać, będą prawdopodobnie mrożone”. Dodał jednak, że jeśli PO wygra wybory, to pieniądze te zostaną „odmrożone”.

Słowa o „zamrażaniu” unijnych funduszy dla Polski pojawiły się także w poniedziałkowym wywiadzie lidera PO Grzegorza Schetyny dla „Rzeczpospolitej”.

„Unijny budżet ma być mniejszy dla Polski ze względu na brak umiejętności prowadzenia negocjacji przez rząd Morawieckiego. Polska najwięcej straci w nowym budżecie UE, właśnie z tego powodu. Do tego jeszcze te pomniejszone znacznie pieniądze dla Polski, które będą w budżecie ostatecznie zapisane, wszystko na to wskazuje, zostaną zamrożone, ze względu na łamanie praworządności. Po 2019 roku i po wyborach parlamentarnych, wrócimy do tego i odmrozimy unijne środki dla Polski” – powiedział Grzegorz Schetyna.

Zgodnie z propozycją przedstawioną przez KE, Polska ma otrzymać w nowym wieloletnim budżecie 64 mld euro z funduszy spójności – o 19,5 mld euro mniej niż obecnie. Zaproponowane przez Komisję nowe zasady przydziału środków w ramach polityki spójności zakładają, że wielkość funduszy będzie nadal powiązana z bogactwem regionów, ale są też kryteria dodatkowe, takie jak bezrobocie wśród ludzi młodych, niski poziom szkolnictwa, zmiany klimatyczne oraz przyjmowanie i integracja migrantów.

PAP/RIRM

drukuj